fbTrack

Sądownictwo

Z zakładu fryzjerskiego do mafii

Karierę piłkarskiego działacza Ryszard Forbrich (na zdjęciu stoi) zaczął jako prezes klubu Czarni Wróblewo
Fotorzepa, Bartosz Sadowski BS Bartosz Sadowski
Choć jeden z głównych podejrzanych w największej w historii polskiego futbolu aferze korupcyjnej został skazany na trzy i pół roku, wielu znajomym wciąż trudno uwierzyć w jego winę
Ryszard Forbrich to mężczyzna średniego wzrostu. Do niedawna lubił paradować obwieszony złotem: zegarek, bransoletka, na szyi łańcuch. Ale na rozprawach pojawiał się zawsze w tej samej znoszonej marynarce i przydeptanych butach.
– Nie wygląda pan na człowieka, który opływałby w luksusy – pytamy. – Panie, ja w Amice miałem roczny kontrakt na 250 tys. zł – mówi wyniośle. Forbrich nie lubi dziennikarzy. Zwłaszcza tych z Wrocławia. Na sali sądowej jednak co chwilę spoglądał w ich stronę – puszczał oko, stroił miny, a komentując zeznania świadków czy wnioski oskarżenia, łapał się za głowę. Kiedy jego obrońcy mówili, że po 22 miesiącach aresztu Forbrich to strzęp człowieka, ocierał łzy.
– W jakich warunkach ja siedziałem, jak mnie po nocach przesłuchiwano... – powtarza „Fryzjer”, człowiek, który przez lata trząsł polską piłką nożną. [srodtytul]Biuro spadków i awansów[/srodtytul] Zielonagóra jest niedużą wsią pod Obrzyckiem w Wielkopolsce. Na wzgórzach wznoszą się rzędy domków, wokół lasy, doliną płynie Warta. Cisza, spokój, rzec by można – głucha prowincja. To jednak tutaj przez lata miały się rozstrzygać losy polskich drużyn piłkarskich. W Zielonejgórze mieściło się „biuro spadków i awansów” – tak piłkarze i działacze nazywali dom Forbricha. Niewielka willa niczym się nie wyróżnia. Może tylko tym, że stoi nieco na uboczu i nie ma tabliczki z numerem. Jednak drogę do niej potrafi wskazać każdy zagadnięty mieszkaniec. – Tu mieszka jego rodzina. W czasie procesu nieraz pokazywał się tu i tam, ukłonił. Nie jest złym sąsiadem... Jego sprawę znamy z telewizji – starszy mężczyzna waży słowa. Sam Forbrich jest przekonany, że mieszkańcy jego okolicy ani na jotę nie uwierzyli prokuraturze. – Znają mnie, wiedzą, kim naprawdę jestem. Mówią, żebym się nie przejmował, nawet ostatnio dostałem kosz wędlin w prezencie – chwali się. Ale do końca sąsiedzkich opinii pewien być chyba nie może. – Pan Forbrich? Taaak. On zawsze miał głowę do interesów – uśmiecha się mężczyzna na stacji benzynowej w Obrzycku. [srodtytul]To taki wesołek [/srodtytul] Ryszard Forbrich pochodzi z Wronek. Właśnie tam przez lata prowadził zakład fryzjerski. – Ruch u niego zawsze był spory, bo ludzie przychodzili nie tylko po to, by się ostrzyc. W zakładzie zawsze leżały świeżutkie „Przegląd Sportowy” i „Piłka Nożna”. Można było poczytać, pogadać o piłce. Czasem Rychu wpadał do sąsiedniej restauracji i wołał: „Kto chce na mecz, bo mam trzy miejsca w samochodzie!”. I jechaliśmy na Lecha... – wspomina Tadeusz Hojan, kolega Forbricha, prezes klubu Czarni Wróblewo. To właśnie tam Forbrich zaczął karierę piłkarskiego działacza. – Rysiu był prawdziwym pasjonatem. Jak się do czegoś zabrał, mógł nie spać całą noc, aż dopiął swego – mówi Hojan. Znalazł dla Czarnych sponsora – fabrykę kuchenek Wromet, a potem doprowadził klub do połączenia z Błękitnymi Wronki. Tak powstała Amica. Forbrich został kierownikiem drużyny, potem jej menedżerem. Zaczął działać w Wielkopolskim Związku Piłki Nożnej. Szedł coraz wyżej, a wraz z nim rosła legenda człowieka, który wielu zna i wiele może załatwić. Znanych trenerów i działaczy traktował jak starych znajomych, w ciągu zaledwie czterech sezonów przeprowadził Amikę przez sześć klas rozgrywkowych – wprost do pierwszej ligi. Pomogła mu w tym przychylność Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej. A potem zaczęły się dziwne mecze, w ustawianiu których miał maczać palce. – Forbricha zawsze traktowaliśmy jak wesołka, który lubi się pochwalić. Mówił, że zna ministrów, burmistrzów, trenerów, a ludzie się śmiali. Sam już nie wiem, czy on mógł zrobić to wszystko, co zarzuca mu prokuratura – mówi Stefan Antkowiak, prezes Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej. – Owszem, ma dom. Ale mógł go postawić z pensji w Amice? Mógł. [wyimek]Ten facet miał problem z wysłaniem esemesa. Jak on mógł mafią przez telefon kierować? - Tadeusz Hojan, prezes klubu Czarni Wróblewo[/wyimek] Jeszcze dalej idzie Hojan: – Ten facet miał problem z wysłaniem SMS. Jak on mógł mafią przez telefon kierować? Po chwili dodaje: – To nie Rychu stworzył to wszystko. Może po prostu był skuteczniejszy od wszystkich. Nie róbmy z niego demona. [srodtytul]Za kratki[/srodtytul] Na procesie piłkarskiej mafii „Fryzjer” bronił się, jak umiał. – Jaja, zwykłe jaja. Ja byłem jakimś uczestnikiem? Po prostu działacze prosili mnie o telefon do takiego czy innego sędziego – mówił na krótko przed zakończeniem procesu. Dowody prokuratury okazały się jednak bardzo mocne. W piątek wrocławski sąd uznał, że Forbrich jest winny wszystkich stawianych mu zarzutów. „Wspólnie i w porozumieniu” z działaczami Arki Gdynia korumpował sędziów, zmieniając mecze ligowe w farsę. Kara – trzy i pół roku więzienia. „Fryzjer” na ogłoszeniu wyroku się nie pojawił. Jak tłumaczył jego obrońca – zachorował. Jego adwokaci zapowiadają apelację. Niebawem znów zasiądzie na ławie oskarżonych w kolejnej sprawie dotyczącej korupcji w futbolu. Łącznie miał na tym procederze zarobić kilkaset tysięcy złotych. Masz pytanie, wyślij e-mail do autorów [mail=l.zalesinski@rp.pl]l.zalesinski@rp.pl[/mail], [mail=j.kalucki@rp.pl]j.kalucki@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL