fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Rokita w Monachium czyli: a dobrze mu tak!

Niegdyś, na przełomie lat 50. i 60., francuscy reżyserzy uwielbiali filmy zbudowane na chytrym pomyśle. To samo wydarzenie oglądaliśmy w kolejnych mini etiudach oczyma jego poszczególnych uczestników. Jak można się domyśleć - w oczach różnych ludzi to samo wydarzenie wyglądało zupełnie inaczej. Identycznie poczułem się przeglądając dzisiaj doniesienia różnych gazet o perypetiach Jana Rokity na pokładzie samolotu Lufthansy. Różnice najwyraźniej wynikają nie z dotarcia do większej czy mniejszej liczby informacji ale z prostego faktu - czy Jana Rokitę się lubi, czy nie.
Najwyraźniej znanego krakusa najbardziej nie cierpi “Super Express”, który ogłasza, że “Rokita oszalał w samolocie”.
“Oto co znaczy szał publicysty! Jan Rokita (l.50), były prawie premier i prawie dziennikarz zrobił w samolocie karczemną awanturę, bo stewardessa nie pozwoliła mu schować płaszcza w klasie biznes. A jak się rzucał!”
W “Super Expressie” brak śladów, by jego reporterzy pytali o coś Lufthansę czy niemiecką policję. Są za to gromkie stwierdzenia: Jan Rokita przynosi Polsce wstyd!
“Gazeta Wyborcza” - relacja o incydencie o długim tytule “Krótka historia nielotu Jan Rokity. Trzymał się fotela i krzyczał ratunku”. Dziennik z Czerskiej również przyjmuje bez jakichkolwiek pytań wersje wydarzeń podawane przez niemieckie urzędy.
“Fakt” z kolei epatuje dużym tytułem: “Zakuli Rokitę w samolocie” i oburza się: “Skandal! Niemiecka policja zakuła w kajdanki Jana Rokitę”. Tytuły są pełne oburzenia, ale grafiki rekonstruujące wydarzenia - dość krotochwilne. Na rysunkach pan Jan wymalowany jest z debilnie rozdziawioną buzią lub - gdy rzucany jest przez policję na podłogę - z wykrzywioną złością twarzą. Czyli formalnie się oburzamy ale “pan Janek jaki jest każdy widzi”… No sami wiecie, drodzy czytelnicy…
Trafne pytania w sprawie Rokity - choć okraszone z kolei lekko przesadną egzaltacją - zadaje jedynie jego macierzysty “Dziennik”. Michał Karnowski przypominając, że publicysta spędził noc w areszcie, pisze: “Był oskarżony nie wiadomo o co, zmuszany do zapłacenia kaucji nie wiadomo za co, wzburzony obelgami, jakie rzucano pod jego adresem, zakuciem w kajdanki.(…) Procedury bezpieczeństwa, zasada, że na pokładzie samolotu nie ma miejsca dla awanturników - jak najbardziej. Ale chamstwo, wulgarność i przemoc zastosowane wobec pasażera tylko dlatego, że prosi, by nie niszczyć jego płaszcza - nie. Dlatego polskie władze i służby dyplomatyczne powinny na ten skandaliczny akt agresji wobec polskiego obywatela zareagować zdecydowanie. Bo jeśli tak umiarkowana w sądach osoba jak Jan Rokita mówi, że czuł, iż niechęć do niego niemieckich służb zajmujących się bezpieczeństwem wynikała z faktu, iż jest Polakiem, to sytuacja zaczyna być poważna.”
A teraz parę pytań jakich zabrakło mi w dzisiejszej prasie.
Czy stewardessa Lufthansy nie mogła zacisnąć zębów i zanieść płaszcze Rokitów do szafki tuż przy wejściu do samolotu? Czy jej zadaniem jest rozkręcanie awantur czy znalezienie jakiegoś rozwiązania, nawet gdy pasażerowie wydają się jej kapryśni?
Czy kapitan postarał się załagodzić kontrowersję ? Czy zweryfikował jakoś w rozmowie z Rokitą wersje wydarzeń podawaną przez stewardessę? Czy nie mógł zamknąć sporu, polecając stewardessie, by na zasadzie wyjątku wzięła płaszcze i kapelusze i powiesiła je w bezpiecznym miejscu? Czy za umiejętność rozładowywania takich właśnie sporów nie płaci się, kupują nietanie bilety w Lufthansie?
Czy był sens wzywać policję? Czy policja zbadała na miejscu, jaka jest waga sprawy? Czy podjęła się wyjaśnienia, czy Rokita jest tylko pasażerem domagającym się uważnego traktowania czy też quasi-terrorystą? Czy bez takiego rozeznania - powinna przetrzymywać godzinami Rokitę w kajdankach? Czy ktoś poinformował go, jaki jest jego status? Czy ktoś wyjaśnił mu, jakie są zasady pobierania kaucji? Jaki jest taryfikator takich kaucji? Czy na wielkim międzynarodowym porcie lotniczym policjanci znają angielski? Czy mają prawo wyzywać aresztowanego najgorszymi słowami? Czy nie doszło do jakiejś demonstracji niechęci wobec Rokity jako obcokrajowca? Na jakiej wreszcie zasadzie Lutfhansa wpisuje kogoś na czarne listy?
Te pytania jakoś nie zainteresowały nikogo. Lepiej się przecież pośmiać z nielubianego Rokity.
Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/semka/2009/02/12/rokita-w-monachium-czyli-a-dobrze-mu-tak/]blog.rp.pl/semka[/link]
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA