fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Remanent z umysłowym mankiem

Rzeczpospolita, Andrzej Krauze And Andrzej Krauze
Gdyby Biuro Polityczne KC PZPR podejmowało decyzje na podstawie opisu rzeczywistości z „Trybuny Ludu", PRL nie przetrwałaby nawet roku. Ktoś musiał wiedzieć, jak jest naprawdę, i do tej roli wyznaczono SB
[b][link=http://blog.rp.pl/rybinski/2009/01/11/remanent-z-umyslowym-mankiem/" "target=_blank]Skomentuj[/link][/b]
To Antoni Słonimski podzielił czytelników felietonów na cztery kategorie – tych, co rozumieją, ale się nie zgadzają, tych, co rozumieją i się zgadzają, takich, co nie rozumieją i się nie zgadzają, i wreszcie takich, co się zgadzają, choć nie rozumieją. Było to jeszcze przed wojną, kiedy kontakt autora z czytelnikami ograniczony był do poczty albo osobistego spotkania w knajpie. Teraz mamy Internet i natychmiastowe reakcje czytelnicze. Jest postęp, ale techniczny, bo co do reszty jest tak samo. Czytelnicy nadal dzielą się na te cztery kategorie.
[srodtytul]Ukryci za kryptonimami[/srodtytul]
Oczywiście zaglądam na [link=http://blog.rp.pl/rybinski" "target=_blank]blog "Rzeczpospolitej"[/link] – co tam pod moimi tekstami napisano. Chciałbym przy okazji wyjaśnić, że to nie jest mój blog. Nie jestem jego administratorem, nie mam wpływu na to, co się publikuje, a czego nie, niczego nie cenzuruję, nie odpowiadam pod pseudonimem, a nawet nie mam takiej możliwości. Choć czasem mnie oczywiście korci.
Ale z pełnym rozmysłem nie chcę brać udziału w dyskusji, którą charakteryzuje krzycząca nierównowaga. Ja swoje teksty podpisuję nazwiskiem, wszyscy wiedzą, kim jestem, a nawet jak (oczywiście uroczo) wyglądam. Uczestnicy dyskusji są anonimowi, ukryci za kryptonimami, jak nie przymierzając TW, więc cieszą się nie tyle absolutną wolnością, co całkowitą nieodpowiedzialnością w każdym sensie za słowo.
Każdy może napisać o mnie, konkretnej osobie, że jestem idiotą, a ja nie mogę się zrewanżować tym samym, bo nie wiem, z kim mam do czynienia, może z kretynem i obrażę człowieka, przypisując mu idiotyzm. Lepiej więc milczeć.
Zauważyłem zresztą, że najpopularniejszymi argumentami przeciwko mojemu sposobowi myślenia prezentowanemu w felietonach są dwa – nie mam prawa się wypowiadać w żadnej sprawie, ponieważ pracuję w gazecie "Fakt", oraz powinienem milczeć, bo jestem za stary. No to co można na takie argumenty polemiczne odpowiedzieć? Pierwsza riposta, jaka się nasuwa, to cytat z Tuwima. Apel do wszystkich o pocałunek, ale z odwrotnej strony. A to by było kłamliwe, bo nawet na taką pieszczotę nie ze strony wszystkich bym się zgodził. Ten przydługi wstęp posłużył mi za wyjaśnienie, dlaczego na niektóre głosy czytelnicze (poważne) po ostatnim felietonie o Kiszczaku i przedstawionej przezeń wizji SB odpowiadam na łamach.
[srodtytul]Groteskowy generał[/srodtytul]
Dwa zarzuty wydały mi się godne uwagi. Kilka osób zwróciło mi uwagę, że potraktowałem Kiszczaka zbyt lekko, zanadto dowcipnie, pomijając zbrodnie SB i uwłaczając tym samym pamięci ofiar. Trochę to niesprawiedliwy zarzut. Pisałem o generale Kiszczaku dziś, nadętym i nadymanym przez obrońców jego honoru. Ze współczesnego punktu widzenia generał jest, a w każdym razie powinien być, postacią groteskową, kukłą z Grand Guignolu.
Społeczeństwo powinno się wstydzić, że było manipulowane, kontrolowane i po części zniewolone przez kogoś o takich kwalifikacjach umysłowych. Taki wstyd jest zabezpieczeniem na przyszłość, przed powtórką. Tymczasem wmawia się nam dumę z posiadania Kiszczaka. Dowcip jest bronią przeciwko groźbie repety. Co nie oznacza absolutnie braku szacunku dla ofiar, tylko dla zwolenników.
Ktoś zadał mi też pytanie (w liczbie mnogiej, per wy) – jak wy możecie wierzyć absolutnie w prawdziwość wytworzonych przez SB dokumentów, podważając wiarygodność Kiszczaka i innych funkcjonariuszy tego aparatu. Ponieważ to dość częsty argument przeciwników lustracji i grzebania w archiwach, warto wyjaśnić, zwłaszcza ludziom młodym, a nie tylko dojrzałym, ale ogarniętym złą wolą, zasady funkcjonowania PRL.
PRL była państwem zbudowanym na kłamstwie. Wszystko było nieprawdziwe. Zaczynając od informacji w mediach, a kończąc na statystykach. Nieprawdziwe były dane produkcyjne, opisy socjalistycznego entuzjazmu, oceny poziomu życia ludności, analizy poparcia społecznego dla programu partii. Media kłamały, ludzie kłamali – i publicznie, i na ogół prywatnie.
[srodtytul]Umysłowe manko[/srodtytul]
Takim krajem, w którym wszystko jest kłamstwem, nie sposób rządzić skutecznie. Gdyby ówczesne Biuro Polityczne KC PZPR – najwyższy organ władzy – podejmowało decyzje na podstawie opisu rzeczywistości z "Trybuny Ludu", PRL nie przetrwałaby 45 lat. Nie przetrwałaby nawet roku. Ktoś musiał wiedzieć, jak jest naprawdę, i do tej roli wyznaczono właśnie SB.
Jej obowiązkiem było znać prawdziwą sytuację gospodarczą i rzeczywiste nastroje społeczne. Dlatego dokumenty SB są wiarygodne – nie były przeznaczone dla potomnych, jak zdają się sądzić niektórzy – tylko dla ówcześnie rządzących. Na archiwa trzeba patrzeć z perspektywy czasu historycznego, a nie anachronicznie. Łatwiej będzie zrozumieć i czas, i ludzi.
Na tym zamykam remanent. Jak zwykle jest umysłowe manko.
[i]Autor jest publicystą i felietonistą dziennika "Fakt"[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA