fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Ekspansja pięknych umysłów

Flickr
Przed nami nowy renesans – era jednostek zachłannych na wiedzę i mądrość, wolnych od fanatyzmu i z dystansem do siebie – przekonuje prof. Zbigniew Pietrasiński, psycholog.
[b]Rz: Początek pana książki o ekspansji pięknych umysłów jest nieprzyzwoicie optymistyczny. Usprawiedliwia pan egoizm i konsumpcjonizm współczesnego człowieka i pisze, że mamy szansę być coraz lepsi. Że niedługo świat zapełni się światłymi, mądrymi ludźmi. Co pana uprawnia do takich stwierdzeń?[/b]
[b]Prof. Zbigniew Pietrasiński:[/b] Narzekanie na swych współczesnych jest stare jak świat. Robili to Salomon, Konfucjusz, Epiktet, Rousseau. Wierzę w potęgę ludzkiego umysłu i jego intelekt. Jeżeli chodzi o konsumpcjonizm: zaspokajanie prywatnych upodobań to przecież droga do indywidualnego rozwoju i podniesienie jakości życia. Nie widzę w tym nic złego po tysiącleciach życia większości w biedzie i brudzie.
Jeśli ktoś spojrzy na jakość ludzi z perspektywy wieków, a nie dzisiejszej gazety, zobaczy, że ludzie przeciętni są mniej okrutni, mniej przesądni, więcej wiedzą. Przez wieki otępiano ich bardziej niż dziś, a jednak są inteligentni. Czas oraz „nieludzka” cywilizacja pozwoli im wreszcie łatwiej stawać się pełniejszymi ludźmi.
[b]Uczy pan swoich studentów, jak poprawiać jakość życia, zaczynając od siebie.[/b]
Ucząc dystansu do siebie, pomagamy ludziom wkraczać na drogę rozwoju w sprawach, o których zwykle mało się myśli. Moje zajęcia ze studentami w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej nazywają się „Współtworzenie własnej osoby na studiach”.
Jest to nowe i ważne, kiedy na progu dorosłości wygasa wychowawcza rola rodziców, a uczelnia skupia się głównie na przekazywaniu wiedzy.
[b]Myśli pan, że niedługo człowiek przeciętny będzie dysponował „pięknym głębokim umysłem” zbliżonym do umysłu filozofa, o którym pisze pan w swojej książce?[/b]
Niedługo w skali historycznej. Nie wiemy, jak potoczą się dzieje, ale osiągnęliśmy wiedzę pozwalającą eliminować już nie tylko analfabetyzm czytelniczy, ale i mentalny, który jeszcze trzyma się nieźle. W każdym tkwi potężny potencjał rozwojowy, ale jego część każdy sam musi zdyskontować poprzez autokreację.
[b]Nie ma w psychologii takiego pojęcia jak autokreacja.[/b]
Tak, ponieważ psychologów tradycyjnie fascynują dwa najpotężniejsze czynniki: geny i środowisko.
W ich cieniu czeka dopiero na pełniejsze uznanie czynnik trzeci: samoprogramowanie się jednostki. Na przykład wybór przyjaciół to też ważna decyzja dla naszego rozwoju, choć nieraz nawet o tym nie myślimy.
[b]Jako przykład odważnej autokreacji przywołuje pan postać Billa Gatesa, który gdyby wbrew rodzicom nie przerwał studiów prawniczych, nigdy nie stworzyłby potęgi Microsoftu.[/b]
Gdyby kończył grzecznie studia, straciłby bezpowrotnie historyczną okazję stworzenia poszukiwanego gorączkowo w tym czasie programu operacyjnego. Bunt i pójście pod prąd bywa istotnym aktem autokreacji.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że młodzi ludzie po maturze uważają się za tak już ukształtowanych i dojrzałych, że praca nad własnym umysłem i osobowością nie jest im potrzebna.
[b]Nie przesadza pan? Uczą się jak szaleni języków, chodzą na kursy, kończą studia, a potem też studia podyplomowe.[/b]
Nie chodzi o doskonalenie przydatne w pracy.
Myślę o kompetencjach egzystencjalnych, jak umiejętność kontaktów z ludźmi, autorefleksja, autoironia. Na pracowników kształcą nas specjaliści, na ludzi – amatorzy.
[b]Co konkretnie może każdy z nas zrobić dla tego, co pan nazywa autokreacją?[/b]
Namawiam moich studentów: postanówcie zmienić coś w swoim zachowaniu, obserwujcie wprowadzane skutecznie lub bezowocnie zmiany i opisujcie je. Potem czytam ich eseje i przyznam, że są bardzo inspirujące.
Najtrudniejsze jest uczenie się autoironii. Przykładem postępu jest taka wypowiedź: „Czwartkowe postanowienie, że będę się uduchawiać skończyło się na przeczytaniu pięciu stron »Sklepów cynamonowych«, po czym zajęłam się malowaniem paznokci”.
Inna studentka, w odróżnieniu od wielu, zrozumiała po lekturze mojej książki, że ma płytki umysł.
[b]Czyli pańska książka szkodzi.[/b]
Bardziej szkodzi, zwłaszcza otoczeniu, brak takiego ciągnącego wzwyż odkrycia. Rozwój nie jest spacerkiem aleją Róż, nie sprzyja mu klimat nieodpowiedzialności za siebie i mazgajstwa.
[b]Dlaczego, mimo że śmianie się z siebie jest takie ożywcze, tak bardzo się tego boimy?[/b]
Większość ludzi ma zaniżone lub chwiejne poczucie własnej wartości, boi się wyśmiania przez innych. Zaspokajanie głodu akceptacji i pozytywnej samooceny przychodzi najłatwiej, gdy uciekamy w iluzję na własny temat i wyolbrzymiamy wady bliźnich. Aby zejść z tej łatwej, ale i destrukcyjnej drogi, potrzebny jest dystans do samego siebie. Osiąga się go poprzez refleksję na swój temat. Kiedy zachęcam studentów lub menedżerów do uprawiania autorefleksji, słyszę często: „Nie chcę się katować”. A przecież analizowanie swojego postępowania to krok w kierunku rozwoju wewnętrznego, w stronę „tycia duchowego”.
Namawiam więc do zatrzymywania się na rolach odegranych w danym dniu. Pomyśleniu: co dałem innym, co wziąłem, czego się nauczyłem.
[b]Panie profesorze, ludzie nie mają na to czasu![/b]
Nie zgadzam się z panią. Czym właściwie są internetowe blogi, oczywiście te mądrze prowadzone? One są nieraz takimi nowoczesnymi dziennikami refleksji. Niedawno jedna z moich studentek napisała esej o „płytkich” blogach. Namówiłem ją do napisania także o tych „głębokich”. Nowe media, takie jak Internet, otwierają człowieka na rzeczy prymitywne, ale także na piękne i dobre.
[ramka][b]Sylwetka[/b]
Prof. dr hab. Zbigniew Pietrasiński przez wiele lat był związany z Uniwersytetem Warszawskim, a następnie pracował w Instytucie Psychologii PAN. W 1996 r. został jednym z trzech założycieli Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Jest autorem wielu książek, m.in.: „Sztuka uczenia się” (1960 r.), „Rozwój człowieka dorosłego” (1990 r.), „Mądrość, czyli świetne wyposażenie umysłu” (2001). Jego najnowsza książka nosi tytuł „Ekspansja pięknych umysłów”. [/ramka]
[i]Zbigniew Pietrasiński, Ekspansja Pięknych Umysłów, Wydawnictwo CIS, Warszawa 2008[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA