Publicystyka

W obronie chciwości

Tomasz Wróblewski
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Każdej recesji towarzyszy plejada intelektualnych prowokatorów, oportunistów i lewaków. Naomi Klein, Grzegorz Kołodko, Andrzej Lepper, Grzegorz Napieralski to tylko kilka takich osób z nadzieją wypatrujących kryzysu – pisze publicysta
[b][link=http://blog.rp.pl/blog/2008/12/04/tomasz-wroblewski-w-obronie-chciwosci/]skomentuj na blogu[/link][/b]
Wszyscy dziś znowu jesteśmy ekonomistami. Keynistami albo monetarnymi realistami. Zgadujemy dno giełdy, znamy wskaźnik produkcji przemysłowej, wiemy co to subprime, a Fannie Mae wymawiamy na jednym wdechu jak nowojorski makler. [srodtytul]Długa spódnica w trudnych latach[/srodtytul]
Ale kryzys to nie tylko lawina liczb i ostre lądowanie indeksów. To też ściskanie w żołądku, strach przed utratą pracy. Paraliżująca niepewność jutra. Rezygnacja z wyjazdu na narty i rozmowy szeptem w kuchni, jak wytłumaczyć dziecku, że nie będzie nas stać na prywatną szkołę. Kryzys to Hemline Index – relacja między długością spódnicy a notowaniami giełdy. Na pozór zabawna teoria George'a Taylora, amerykańskiego ekonomisty, który dowodził, że w trudnych czasach kobiety ubierają się skromniej, zakładają dłuższe spódnice pokazuje, jak głęboko recesja może przenicować naszą codzienność. Na porównywanie krojów wielkiej depresji, petrokrachu lat 70. ze współczesnym sznytem dołka kredytowego jest za wcześnie, ale życie nie będzie czekać na karnawałowe żurnale mody. Najpierw Ameryka, teraz Europa Zachodnia. W Polsce zwolnienia dopiero się zaczęły. Strach słychać już jednak w głosie i to tam, gdzie przyzwyczailiśmy się słyszeć pychę, dumę z wysokiej pensji, zawodową pewność siebie. Oczywiście, że kryzys dotyka wszystkich, ale nic tak nie zaboli, jak cios w klasę średnią. Ze wszystkich przemian i cudów społeczno-politycznych, jakie dokonały się w Polsce przez ostatnich20 lat, największym było zbudowanie klasy średniej. Jej przedstawiciele w weekendy przewalają się przez centra handlowe, po brzegi wypełniają wózki w supermarketach, ale też pełno ich w empikach i teatrach. Królują na stokach narciarskich w Austrii, a latem na Cyprze i w Egipcie. Klasa średnia to 235 tys. fabrycznie nowych aut co roku parkujących w podziemnych garażach, 140 tys. nowych mieszkań. To rekordowa sprzedaż mebli, telewizorów, 10 proc. wzrostu płac, przyrost naturalny i dziesięć lat dłuższe życie. [srodtytul]Uprzejmość epoki dobrobytu [/srodtytul] Tak jak Taylor mierzył długość spódnicy notowaniami giełdy, tak Malcom Gladwell z "New Yorkera" na własne potrzeby stworzył kiedyś indeks uprzejmości na drodze. W miarę jak rosła stopa życia w Nowym Jorku, łatwiej było zmienić pas na autostradzie. Ja też obserwuje i liczę. Już od dziesięciu lat, z krótką przerwą, jeżdżę Wisłostradą z Żoliborza do centrum. Kiedy zaczynałem, widziałem góra jeden gest uprzejmości na całej trasie. Dziś pierwsze przepuszczenie zaliczam już przy Cytadeli, a do zjazdu na Trasę Łazienkowską widzę trzy – cztery następne. Z takich pozornie drobnych uprzejmości i zwielkich wskaźników składa się nasza nowa, lepsza rzeczywistość. Polska nie dogoniła Europy Zachodniej, wschodnie rejony kraju to wciąż duże połacie nędzy. Tysiące niezaradnych, permanentnie niezatrudnianych ludzi. Ale i tych nam ubywa. Przybywa specjalistów, adwokatów, menedżerów, pośredników, przedstawicieli wolnych zawodów, właścicieli małych firm, sklepikarzy, pracowników naukowych czy nawet wykwalifikowanych urzędników. Mobilnej, wielomilionowej rzeszy ludzi gwarantujących nie tylko gospodarczy impet, ale też społeczno-polityczną stabilizację. To nie przypadek, że wraz z ogromnym skokiem cywilizacyjno-konsumpcyjnym ostatnich lat nastąpiła marginalizacja skrajnych ugrupowań politycznych. Z Sejmu zniknęły nacjonalistyczne i populistyczne ugrupowania – LPR, Samoobrona, osłabła skrajna komunistyczna lewica. Te, które funkcjonują na obrzeżach życia społecznego, stanowią nieporównanie mniejsze zagrożenie dla funkcjonowania państwa od postenerdowskich ugrupowań faszystowskich czy brytyjskich fundamentalistów muzułmańskich. Ba, doczekaliśmy się nawet pochwał od wielu światowych organizacji żydowskich dotychczas głęboko przekonanych o naszym dziedzicznym antysemityzmie. Czy ktoś pamięta jeszcze lata 90., kiedy trzeba było odkręcać wycieraczki na noc i nigdy, ale to nigdy nie zostawiać rzeczy nasiedzeniu samochodu? Spada liczba włamań i kradzieży samochodów, rośnie poczucie bezpieczeństwa. Idąc tropem teorii Lenina, że robotnicy są idealnym materiałem na rewolucjonistów, bo nie mają nic do stracenia oprócz kajdan, nasza klasa średnia ma już naprawdę dużo do stracenia. I cały kraj razem z nią. [srodtytul]Kobiety przy kości w czasach recesji [/srodtytul] Każdej recesji towarzyszy plejada intelektualnych prowokatorów, oportunistów i najróżniejszej maści lewaków upatrujących w zapaści gospodarczej szansę na zmianę dotychczasowej architektury społecznej. Naomi Klein, Grzegorz Kołodko, Andrzej Lepper, Grzegorz Napieralski – to tylko kilka nazwisk z nadzieją wypatrujących kryzysu. Przekonanych, że przy okazji można uwolnić świat od chciwości, nierówności społecznych i bezwzględności wolnego rynku. Są też tacy jak prof. Christopher Ruhm, autor często ostatnio cytowanego opracowania "Tylko zdrowa gospodarka może złamać ci serce", wskazujący na całą listę dolegliwości, które rzadziej występują wczasach recesji – wszystko od bólu w krzyżu, przez nerwice, po alkoholizm. Sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon wierzy, że recesja dobije przemysł samochodowy i w jego miejsce pojawią się ekologiczne pojazdy, które uzdrowią nasze środowisko. Nikt jednak nie potrafi odpowiedzieć napytanie, jakim cudem ekologiczne samochody, które były zbyt drogie, kiedy mieliśmy nadmiar gotówki, opłacą się nam teraz, kiedy staniała ropa inie mamy pieniędzy. Może to i prawda, że wczasach recesji znajdujemy więcej czasu na spacery, świeże powietrze i normalne odżywianie. Mniej spędzamy czasu za biurkiem, to i bóle krzyża ustępują. Ale czy rzeczywiście będziemy zdrowsi pogrążeni w niepewności z poczuciem przegranej i pogrzebanych aspiracji? Badania porównawcze prof. Leo J. Shapiro nad zużyciem rozmaitych produktów wczasach boomu i recesji pokazują miedzy innymi rosnące zużycie środków na wrzody czy rozwolnienie żołądka. Inne badania porównawcze prof. Tamara Lewina publikowane ostatnio w "New York Timesie" nad urodą Playboy Playmates – kobiet roku – pokazują, że wczasach recesji za najpiękniejsze uważa się kobiety poważniej wyglądające. Pozornie starsze i raczej te przy kości. Osowiała staje się nawet muzyka wczasach recesji. Prof. Terry Pettijohn z wydziału psychologii muzyki z Uniwersytetu Costal Carliona dowodzi, że do czołówki hitów w trudnych czasach trafiają takie utwory jak Steva Wondera "What Friends Are For", Simona & Garfunkela "Bridge Over Troubled Water" czy Andrei Corr "Shame On You". To czas nostalgii i zadumy, anie eksplozji pozytywnej energii i chęci naprawiania świata. [srodtytul]Bieda wyzwala bezwzględność [/srodtytul] Nie do przyjęcia są wywody Naomi Klein, która wychodzi z założenia, że choć bogaci bywają mądrzejsi i sprytniejsi, to biedni są lepszymi ludźmi. Ponoć, żyjąc w nędzy, rozumieją, że życie to nie same pieniądze. Klein twierdzi, że recesja, która skompromitowała dotychczasową ślepą pogoń za bogactwem, zmusi nas do przyjęcia socjalnego modelu pozwalającego biednym, szlachetnym ludziom realizować swoje marzenia. Jakież to są te szlachetne marzenia? George Orwell, gorący zwolennik równych szans i wróg autorytarnych reżimów, w swojej pierwszej powieści z 1933 roku "Na dnie w Paryżu i w Londynie" opisał życie nędzarzy w dwóch najbogatszych miastach ówczesnego świata. Wyrachowanie, pazerność, bezduszność, to tylko niektóre politycznie niepoprawne dziś cechy, które poraziły Orwella wśród spauperyzowanych robotników i urzędników. 70 lat później własne badania w Nowym Jorku przeprowadził amerykański socjolog ekonomista Dinesh D'Souza. Wnioski opublikował w "New Yorkerze" – "biedni Nowojorczycy chcą tego samego co bogaci – więcej pieniędzy. Z tą różnicą, że bieda daje im silne wewnętrzne przyzwolenie do omijania prawa, oszustw i zwykłych ludzkich niegodziwości, żeby osiągnąć cel". Nie ma żadnej prawidłowości ani dowodów na to, że bieda wyzwala w nas wyższe uczucia. Z pewnością są ludzie potrafiący wznieść się ponadprzeciętną i, kierując się silnymi religijnymi uczuciami, dać dowód wielkości ducha. Wznieść się ponad upokorzenie, jakim jest utrata statusu społecznego, ponad zawiść i zrezygnować z czysto materialnych marzeń. Ale to są jednostki. Kryzys nie stworzy z nas narodu Matek Teres. Nie zmienią się nasze dorobkiewiczowskie pragnienia. "Gazeta Wyborcza" opublikowała ostatnio zestawienie problemów, z jakimi borykali się bezrobotni w okresie wielkiego kryzysu 1929 roku, z tymi, z jakimi boryka się dziś nasza klasa średnia. Zestawiali głód z rezygnacją z wakacji w ciepłych krajach. Trudno o bardziej fałszywe wnioski. Z czysto humanitarnego punktu widzenia to oczywiście ważne, czy nasza rodzina będzie głodować, czy tylko biedować. Przeprowadzi się z powrotem do rodziców, wypisze dziecko z prywatnych lekcji angielskiego, sprzeda samochód, przestanie chodzić do restauracji, ale jeść będzie dalej normalnie. Ale dla naszej klasy średniej, której przyjdzie wyzbyć się wyjazdów zagranicznych, wyprowadzić z domu, na który zaciągnęli zbyt wielki kredyt czy przejść na bezrobocie, to też jest koniec ich świata. W unikalnych badaniach przeprowadzonych przez Tadeusza Czajkowskiego i Jana Derengowskiego na bezrobotnych pracownikach umysłowych w Polsce w latach 30., nie znajdujemy ludzi głodujących, ale zniechęconych do poszukiwania wyjścia z opresji. To nie są lepsi ludzie z nowymi marzeniami i nowym systemem wartości. Przeciwnie, to ludzie załamani. Często stracili nadzieję, że kiedyś jeszcze wyjadą na wczasy do Spały. Ludzie upokorzeni wiecznymi pytaniami znajomych, sąsiadów. Zmuszeni do dorywczych prac fizycznych. Często ze wstydu przed bliskimi wyjeżdżają do innego miasta. Rezygnują z zakładania lub powiększania rodziny. Dobitnie pokazują to inne badania prowadzone przez demografa prof. Ralpha Castelano z Berkley nad liczbą urodzeń w USA i Niemczech. Recesja to okres największych załamań demograficznych. Nie wierzą, że recesja niesie ze sobą nowe otwarcie. Inteligencja zbadań Czajkowskiego i Derengowskiego nie chce nawet rozmawiać o problemach rodziny. Chętnie natomiast eksperymentuje z nowymi prądami politycznymi, szukając winnych swojego stanu w argumentach oferowanych przez najróżniejsze komunistyczne i socjalistyczne organizacje. Winnym opracowaniu "O społecznych skutkach recesji" prof. Maria Balsigerowa przytacza badania magistratu warszawskiego nad stanem mieszkań z 1935 roku "Paląca kwestią stał się porządek codzienny. Przeludnienie wynikające złączenia się rodzin, wspólnego mieszkania. Pytania o rozrywki, jak teatr, kino, wywoływały najczęściej uśmiech pełen goryczy, jeśli nie wprost oburzenie. Narastający nastrój krańcowego pesymizmu. A z drugiej strony rosnące nastroje buntu i chęci występowania przeciwko przyjętym zasadom i normom społecznym". [srodtytul]Nie boom wylansował Leppera [/srodtytul] Wróćmy teraz pamięcią do partii Leppera. Do jej bojówkarskich początków. To nie boom gospodarczy wypchnął ich na barykady i kazał wysypywać zborze z wagonów. To nie była wiejska nędza, tylko spauperyzowana ludność małych miasteczek i właściciele średnich gospodarstw rolnych. Jakież to marzenia, jaki był ten lepszy świat, który Andrzej Lepper obiecał swoim zubożałym? Tamci dosyć się już nachapali. Teraz nam się coś należy. Andrzej Lepper nie odszedł dlatego, że źle traktował kobiety, ani nawet dlatego, że padł ofiarą prowokacji. Odszedł, bo jego elektorat zasilił szeregi klasy średniej. Awantury, kołtuństwo nie pomagają w zdobywaniu unijnych dopłat i kontraktów od zachodnich koncernów. Nagle Waldemar Pawlak ze swoimi odwołaniami do literatury, słownymi kalamburami i komputerowym bakcylem lepiej pasował do nowej klasy przedsiębiorców rolnych. Dziś Lepper zapowiada, że wypłynie na kryzysie. Wbrew temu, co wymarzyła sobie Klein, recesja sprzyja destrukcji, anie naprawie, chaosowi, anie porządkowi. Obserwując kolejne załamania i kryzysy w Stanach Zjednoczonych, widzimy jak w latach 1880 – 1990 recesja wywołuje falę prześladowań nie tylko Żydów czy czarnoskórych, ale nawet katolików, których związki z Watykanem uważano za podejrzane. A władze Kalifornii pod presją tzw. narodowców wprowadzają na początku XX w. zakaz posiadania ziemi przez osoby o żółtym kolorze skóry. Wielki kryzys 1929 roku we wszystkich krajach Europy, nie tylko w Niemczech, utorował drogę ekstremistycznym partiom, faszystom i komunistom opowiadającym ludziom, że kryzys to wielka szansa na nową sprawiedliwość. Świat nie stanie się lepszy dlatego, że ludzie, których aspiracje i marzenia zmuszały do pracy po godzinach, brania kursów na weekendy i dodatkowych prac w nocy, nagle zostaną zepchnięci na margines. Przeciwnie, wczasach recesji trzeba nadludzkiego wysiłku, żeby odbudować zaufanie klasy średniej do świata. Upewnić, że nie ma lepszego systemu wartości niż ich pogoń za dobrobytem. Nie ma nic złego w chciwości, która daje poczucie siły i godności, a przy okazji odbiera argumenty politykom, tym którzy tylko w destrukcji upatrują swoich szans. [ramka][i]Autor jest publicystą, był m.in. redaktorem naczelnym tygodnika "Newsweek Polska" oraz wiceprezesem wydawnictwa Polskapresse[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL