fbTrack

Teatr

Czasami skakałam w kosmos

Barbara Krafftówna
EAST NEWS
80. urodziny Barbary Krafftówny. W piątek z tej okazji w warszawskim Teatrze Na Woli odbędzie się premiera sztuki "Oczy Brigitte Bardot", w której zagra główną rolę
[b]"Rz": Pamięta pani swój pierwszy teatr? [/b]
[b]Barbara Krafftówna:[/b] Zaczynałam w moim własnym, teatrze wyobraźni. Ponieważ miałam do dyspozycji szafę mamy, przeistaczałam się zazwyczaj w osobę dorosłą. Nakładałam na siebie jakieś halki, falbany, elementy sukien balowych, pojawiało się jakieś pióro, kapelusz. Wszystko wyglądało dość surrealistycznie i barwnie. I było jedyne, niepowtarzalne, bo wyobraźnia pracowała bardzo intensywnie. Pomysły teatralne bywały odważne. Na przykład tańczyłam na parapecie weneckiego okna, zakładając się z koleżankami, ilu widzów stanie na ulicy na ten widok. Pamiętam jeden z pierwszych spektakli tego teatru, kiedy z koronkowym parasolem niczym ze spadochronem skakałam z wielkiej szafy na otomanę. Na szczęście sprężyny wytrzymały.
[b]Podobny temperament wykazała pani w roli Zerzabelli w "Paradach" Potockiego. Spektakl przeszedł do historii powojennego teatru i pokazywany był m.in w paryskim Teatrze Narodów.[/b] Fantazji i temperamentu nigdy mi nie brakowało, ale aktorskie ostrogi otrzymałam dzięki wspaniałemu człowiekowi teatru, jakim był Iwo Gall. W czasie okupacji chodziłam do jego konspiracyjnego Studia Dramatu, a potem kontynuowałam zajęcia w Krakowie. Tam przeszłam lekcje aktorstwa i pantomimy, zaczęłam rozumieć własne ciało i uczyłam się nim operować. [b]Iwo Gall przekonał panią, że aktorstwo to misja? [/b] Wpajał nam tę zasadę skutecznie. Przekonał, że nawet największy talent musi być poparty pracą. Zajęcia w studiu można było porównać z pracą pianisty, który, by osiągnąć perfekcję, musi ćwiczyć kilkanaście godzin czasem do omdlenia. I kiedy wychodzi na estradę widać, że grają nie tylko palce, ale właściwie całe ciało, każda zmarszczka na twarzy coś wyraża. [b]Do jakich ról, zdaniem Iwo Galla, wydała się pani predestynowana? [/b] Przede wszystkim charakterystyczno-komicznych, co zauważył już po pierwszym spotkaniu. Choć sądził, że z wiekiem tę granicę mogę przekroczyć; uważał, że stać mnie na więcej. Wszystko zależało właściwie od reżyserów, którzy zdecydowaliby się podjąć ryzyko. [b]Pierwszy podjął je Wojciech Has. W obsypanej nagrodami Felicji z "Jak być kochaną" pokazała pani, że drgnienie powieki, pauza, może wyrazić więcej niż najbardziej dynamiczny monolog. [/b] Na sukces tego filmu złożyło się wiele czynników. Przede wszystkim osobowość Hasa, który dobrał sobie grupę ludzi czujnych i doświadczonych: wspaniałego operatora Stefana Matyjaszkiewicza, który był portrecistą, umiał świetnie oświetlić twarz, pokazać ją w zbliżeniu. Pracując z Hasem, wiedzieliśmy, że scenariusz filmu miał w głowie, wiedział też, jak chce go zmontować. Dawał bardzo precyzyjne uwagi, dotyczące poszczególnych ujęć. [b]Skoro mówimy o ważnych spotkaniach, trudno pominąć Jeremiego Przyborę i Jerzego Wasowskiego...[/b] Dziś się mówi, że w Kabarecie Starszych Panów spotkał się prawdziwy gwiazdozbiór. Ale o tym zdecydowała intuicja obu twórców. Przez ten kabaret przewinęły się właściwie wszystkie ważne postacie świata teatralnego, także wielu aktorów dramatycznych. Ale z programu na program następowała naturalna selekcja, na podstawie której utworzył się trzon kabaretu. Dziś, jak obliczyłam, z całej naszej gromadki pozostała tylko piątka. [b]Mało kto wie, że to właśnie pani w kabarecie zaśpiewała pierwszy raz słynnego potem "Walca Embaras". [/b] Starsi Panowie Dwaj dawali nam sporo swobody. Kiedy pojawiały się kolejne piosenki, Jerzy Wasowski zapraszał nas do fortepianu i mówił: Najpierw posłuchajcie mnie, a potem będziecie mogli fantazjować po swojemu. A nasze wyobraźnie niosły nas daleko. Wasowski przysłuchiwał się tym propozycjom i starał się znaleźć złoty środek. [b]Była pani pierwszą w historii teatru Iwoną księżniczką Burgunda...[/b] To był skok w kosmos. Wyjście z klasycznego teatru, z formy ustalonej przez pokolenia. Ta literatura zmieniła sposób myślenia o teatrze. Grając Gombrowicza, czuliśmy się jak w innym świecie. [b]A jak był przyjmowany Gombrowicz za granicą? W USA grała tam pani jego Hrabinę Kotłubaj i występowała w inscenizacji opowiadania "Dziewictwo".[/b] W obu przypadkach traktowany był jak bóstwo i budził rodzaj zauroczenia. Owiany był tajemnicą. Wielu kolegów, z którymi się zetknęłam, traktowało jego twórczość niemal jak Biblię. Podobnie jest z Witkacym, do którego też miałam szczęście. [b]Z okazji pani urodzin odbędzie się premiera sztuki "Oczy Brigitte Bardot", którą Remigiusz Grzela napisał z myślą o pani. Jej bohaterka ma paniczny lęk wysokości i arystokratyczne maniery. Co do manier nie mam wątpliwości, a jak jest u pani z tym panicznym lękiem? [/b] Też proszę nie mieć wątpliwości... W Teatrze Dramatycznym, w którym gram teraz w "Peer Gyncie", ubłagałam reżysera Pawła Miśkiewicza, by o 10 cm obniżył szafę, na której siedzę. Pamiętam też, jak przed laty w "Żywocie Józefa", na moją prośbę Kazimierz Dejmek się zgodził, bym grała na ganku, a nie na balkonie, tak bałam się wysokości. [b]A jest pani przesądna? [/b] Raczej czujna. Nie reaguję, gdy kot przebiegnie mi drogę, ale, kiedy zapomnę czegoś zabrać z domu i muszę wrócić, po prostu się cofam, tak jakbym przewijała taśmę do tyłu. [b]Bohaterka "Oczu...", mimo poważnego wieku, jest wciąż młoda duchem i uwielbia marzyć. To również chyba łączy panią z tą postacią? [/b] Kiedy skończyłam 77 lat bardzo się ucieszyłam, że te "dwie siekierki" mam za sobą. Teraz, gdy przyszedł "bałwanek", czuję się dziwnie, bo mam wrażenie, że duchem jestem znacznie młodsza. W naszej epoce wiek bywa trudny do określenia. Łatwiej ocenić stan duszy: jeśli ktoś ma starą duszę, może być starcem już w wieku 20 lat. Mam nadzieję, że ze mną jest akurat odwrotnie. [ramka][b]Barbara Krafftówna[/b], aktorka filmowa, teatralna, kabaretowa. Urodziła się 5 grudnia 1928 roku w Warszawie. Karierę rozpoczęła w gdańskim Teatrze Wybrzeże (1946 – 49). Występowała w wielu teatrach: w Łodzi (1949 – 50), we Wrocławiu (1950 – 53) następnie, od 1953 roku na scenach warszawskich. W latach 1982 – 98 przebywała i grała w USA. Była gwiazdą Kabaretu Starszych Panów. W filmie grała m.in. u Wojciecha J. Hasa w „Jak być kochaną” (1966 nagroda w San Francisco),w „Rękopisie znalezionym w Saragossie” i „Szyfrach”. U Kazimierza Kutza – w „Upale”. Pojawiła się też w kilku popularnych serialach. Teraz występuje w Teatrze Dramatycznym w sztukach „Alicja. Po drugiej stronie lustra” oraz w „Peer Gyncie”[/ramka] [ramka][b]Najbardziej znane role[/b] [b]Iwona księżniczka Burgunda Teatr Dramatyczny 1957[/b] Tytułowa Iwona w światowej prapremierze sztuki Gombrowicza w reż. Haliny Mikołajskiej w Warszawie odbiła się głośnym echem. Pisano, że Krafftówna symbolizuje aktorstwo nowoczesne, niedosłowne, choć w spektaklu odezwała się kilka razy. [b]Jak być kochaną 1963[/b] Rolę Felicji w filmie Wojciecha Hasa okrzyknięto jedną z największych kreacji kobiecych polskiego filmu. Krafftówna świetnie pokazała ewolucję duchową dziewczyny, którą bolesne doświadczenia nauczyły gorzkiej życiowej mądrości. [b]Czterej pancerni i pies 1969 – 1970[/b] Choć postać Honoraty nie pojawiała się w serialu często, od razu zaskarbiła sobie sympatię widzów. Piegowata dziewczyna z warkoczykami wykazała się odwagą, temperamentem, jakich mógłby jej pozazdrościć niejeden zawodowy żołnierz. [b]Wizyta starszej pani Teatr TV 1971[/b] W spektaklu Jerzego Gruzy młoda wówczas Krafftówna zagrała postać Klary Zachanassian, starej, mściwej milionerki. Aktorka sama wymyśliła charakteryzację: wydłużone czoło, do tego sztuczne rzęsy i wzrok, który mroził widzów. [b]Kabaret starszych panów 1958 – 1966[/b] Talent Krafftówny w dziedzinie pastiszu i stylizacji, jej komediowość zmieszana z liryzmem i ciepłem świetnie trafiły w oryginalną stylistykę kabaretu Wasowskiego i Przybory. A prze-bój „Przeklnę cię” wykonywany z Łazuką przeszedł do legendy.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL