fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Zdjęcia to autoportrety

Eva Rubinstein
Rozmowa z Evą Rubinstein. Wybitna artystka fotografik przekaże we czwartek depozyt 52 fotografii Muzeum Narodowemu w Warszawie. Jest też gościem I Festiwalu Artura Rubinsteina
[b]Rz: Czy fotografia pozwoliła pani odnaleźć własną tożsamość? [/b]
[b]Eva Rubinstein:[/b] Długo jej szukałam, bowiem żyłam w cieniu silnych osobowości. Szczególnie ojca, który nieustannie wymagał dla siebie publiczności. Nawet w domu, nie tylko na koncertach. Mama zresztą także była osobą z charakterem. Trudno mi było wtedy nieraz rozpoznać, co sama myślę i czuję. Podobnie było w moim małżeństwie z Williamem Sloane Coffinem, pastorem Uniwersytetu Yale. On też był człowiekiem o dominującej osobowości. Gdy po 12 latach naszego małżeństwa, po rozwodzie, zajęłam się w 1967 r. fotografią, poczułam, że odzyskałam własny głos.
[b]Zdobyła pani wolność? [/b]
Więcej, zrozumienie siebie i możliwość decydowania o sobie. Wcześniej, nawet jako tancerka i aktorka na Broadwayu, musiałam wykonywać polecenia innych. W fotografii to jest dla mnie fantastyczne, że podejmuję decyzje i całkowicie jestem za nie odpowiedzialna.
[b]Ojciec szybko zaakceptował pani niezależną drogę i sukcesy artystyczne? [/b]
Gdy miałam 11 lat, pogodził się, że nie będę pianistką, chociaż nie mógł zrozumieć, że nie mam wrodzonego talentu do muzyki. Z moich osiągnięć w fotografii był dumny. Nawet, jeśli nie bardzo się orientował, co dokładnie robię, bo jak zawsze był nieobecny – pochłonięty muzyką i koncertami. Fotografowałam zresztą ojca i mamę. I udało mi się zrobić trochę dobrych zdjęć. Mama wprawdzie nigdy nie lubiła pozować. Za to ojciec nawet kiedyś poprosił mnie, abym zrobiła mu serię fotografii dla fanów.
[b]Łatwiej fotografować obcą czy bliską osobę? [/b]
Nieznaną. Z robieniem zdjęć jest wówczas jak z pierwszą rozmową. Pojawia się wzajemna ciekawość i tworzymy coś wspólnie. Nie lubię fotografii, na których widać tylko fotografa, a portretowany nie ma nic do powiedzenia.
[b]Pani praca jest bliższa teatrowi czy muzyce?[/b]
Fotografik jak muzyk komunikuje się bez tłumacza i swobodnie interpretuje tematy. W fotografii każdy widzi to samo, ale nie widzi tak samo. W muzyce jest podobnie.
[b]Nigdy nie reżyseruje pani fotografii? [/b]
Póki robiłam zdjęcia, zawsze nosiłam ze sobą aparat, by być gotową do uchwycenia momentu, w którym coś się pojawi, co warto zarejestrować. Nawet nie próbowałam komponować martwej natury. Czekałam na przypadek i fotografowałam, kiedy coś mnie poruszało. Z zasady nie robiłam zdjęć bez zgody czy z ukrycia. Zupełnie tego nie akceptuję.
[b]Gdzie sfotografowała pani zakonnicę przyszywającą rękę lalce? [/b]
To było w sierocińcu dla dziewczynek we Włoszech. Zakonnice starały się robić wszystko to, co matki. Było w tym coś bardzo wzruszającego. Na tę scenę też trafiłam niespodziewanie. I dopiero na odbitce odkryłam, że tam jeszcze leżą z boku buciki układające się w krzyż, dodające kadrowi głębszego wymiaru.
[b]A dziewczynę patrzącą z pociągu? [/b]
W Londynie. Miała tak niezwykłą twarz i spojrzenie, że musiałam zrobić to zdjęcie. Zaraz potem pociąg odjechał.
[b]Nie czuła pani, że przekracza dozwolone granice, gdy fotografowała starą umierającą kobietę w szpitalu? [/b]
Ona nie miała już świadomości. Brała mnie za swoją córkę. I wkrótce umarła. Ale przed publikacją pytałam rodzinę o pozwolenie. Zgodzili się.
[b]Najbardziej poruszają pani zdjęcia na pozór bez człowieka. Mówiące jednak dużo o ludziach, miłości, czasie... [/b]
Wszystkie moje fotografie są autoportretami, bo pokazują to, co widziałam, co czułam i wybrałam. Dzięki nim dowiedziałam się wielu rzeczy o sobie. Dobrych i złych.
[b]Mimo że w fotografowaniu szuka pani dystansu do swych przeżyć, w życiu nie unika bezpośredniego zaangażowania w społeczne i polityczne sprawy.[/b]
Trudno, bym się nie angażowała. Mój mąż był obrońcą praw człowieka, blisko związanym z Martinem Lutherem Kingiem. Jeździłam razem z nim po Stanach na demonstracje w obronie czarnoskórych mieszkańców USA. Na demonstracji w parku w Baltimoore w latach 60., gdzie wstęp mieli tylko biali – 4 lipca, w Dzień Niepodległości – o mało nie dostałam cegłą w głowę, a potem trafiłam do aresztu. Po raz drugi znalazłam się w areszcie w 1973 – za protest w Kongresie przeciw wojnie w Wietnamie.
[b]Dlaczego prawie nie ma u pani fotoreportaży? [/b]
Dwukrotnie i takie serie zdjęć zrobiłam. W Izraelu. I w Irlandii w 1972 roku w czasie walk w Belfaście, w których zginęło kilkanaście osób.
[b]Są jeszcze inne miejsca, które mają dla pani szczególne znaczenie? [/b]
Kocham Paryż, gdzie spędziłam dzieciństwo, chociaż tu robiłam mało zdjęć, bo to zbyt piękne miasto. Pejzaże Łodzi, które odkryłam po raz pierwszy w 1984 roku, są znacznie bliższe klimatom moich fotografii.
[ramka][b]Sylwetka Evy Rubinstein[/b]
Córka wielkiego pianisty Artura Rubinsteina i Anieli Młynarskiej. Urodziła się w Buenos Aires. Karierę zaczynała jako tancerka i aktorka w Nowym Jorku. Fotografią zajęła się w wieku 34 lat. Jej prace znajdują się m.in. w zbiorach New York Metropolitan Museum of Art, Bibliotheque Nationale w Paryżu, Israel Museum.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA