fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Andrzej Nowak: Futbolowa wojna wysokiego ryzyka

Nie wiem, czym była podyktowana decyzja o rzuceniu rękawicy mafii futbolowej właśnie teraz. Wiem, że stawką była sytuacja geopolityczna w Europie – pisze historyk
W artykule opublikowanym na łamach „Rzeczpospolitej” („Nowy rozbiór Europy”, 23 IX 2008) wysunąłem nieśmiało hipotezę, że dla polityki imperialnej Rosji jednym z głównych celów w najbliższym czasie będzie niedopuszczenie do polsko-ukraińskiego Euro 2012. Do głowy mi jednak nie przyszło, że już tydzień później ten scenariusz będzie realizował polski minister sportu. Na szczęście, jak się okazało, bez efektu.
[srodtytul]Lepsze scenariusze[/srodtytul]
Nie wiem, czym była podyktowana decyzja o rzuceniu rękawicy mafii futbolowej w tym właśnie momencie. Wiem natomiast, że rząd premiera Tuska nie miał żadnych poważnych, przekonujących nawet dla polskiej opinii publicznej argumentów, które uzasadniałyby tak ryzykowny ruch. Nie jestem specjalistą od futbolowego światka ani tym bardziej miłośnikiem PZPN, może nie ostatniej, ale za to wyjątkowo okazałej pozostałości starego systemu. Zwracam tylko uwagę na to, iż postawiono – w imię walki o fotel prezesa dla „właściwego człowieka” w tej organizacji – na szali nie tylko dwa najbliższe mecze naszej reprezentacji. Stawką w nieco dłuższej perspektywie mógł się okazać polski współudział w imprezie, która ma nie tylko gospodarcze znaczenie dla naszego kraju, ale wręcz geopolityczne dla całej Europy Wschodniej.
Jeszcze kilka tygodni temu nasze media wypełnione były bajaniem o tym, jak to Ukraina może stracić prawo do organizacji Euro 2012, a Polska zyska na jej miejsce partnera w Niemcach. I nawet się to niektórym podobało. Po wprowadzeniu kuratora do PZPN mogliśmy przez parę dni rozważać dwa inne scenariusze.
Jeden: pan Platini może oto przekonać swoich kolegów z europejskiej federacji, by odebrać prawo do organizacji mistrzostw i Polsce, i Ukrainie, oferując je którejś ze „sprawdzonych” zachodnich federacji – np. włoskiej czy niemieckiej.
I drugi, jeszcze lepszy. Po pozbawieniu Polski prawa do organizacji mistrzostw zostanie na placu boju (a raczej budowy) Ukraina – w poszukiwaniu partnera. I nie wątpię, że taki partner wyciągnie pomocną dłoń. To oczywiście sąsiad z północnego wschodu, Rosja, która na pewno chętnie zorganizuje wspólne mistrzostwa z Kijowem. I nie tylko mistrzostwa, ale i całe dalsze życie.
[srodtytul]Sikorski zdumiewający[/srodtytul]
W takiej sytuacji Polsce łatwiej pewnie by było nawiązać z Rosją owe „strategiczne relacje”, o których budowaniu powiedział kilka dni temu minister Radosław Sikorski w wielkim artykule, jaki miałem okazję przeczytać na łamach „International Herald Tribune” („Working to redefine patriotism in Poland”, numer z 24 września).
W tym zdumiewającym tekście, poświęconym projektowi tworzenia w polskich umysłach „nowego patriotyzmu”, nasz minister spraw zagranicznych (główny bohater tegoż artykułu) tłumaczy, że „stary patriotyzm” oparty na szacunku dla tego, co wymagało od naszej wspólnoty największych ofiar, trzeba zastępować stopniowo nowym: opierającym się na przywiązaniu do tego, co przynosi nam największe korzyści.
Nie wymienia w tym tekście ani razu Ukrainy, nie wspomina też o znaczeniu stosunków z tym krajem dla bezpieczeństwa Polski. Mówi tylko o Rosji, ubolewając, że wciąż jeszcze nie osiągnęliśmy – nie z Rosją nawet, ale z Kremlem, czyli z ekipą Putina – Miedwiediewa – strategicznego partnerstwa. Kto nie wierzy, niech przeczyta: „he insists that Poland wants a strategic relationship with the Kremlin”.
Obaj ministrowie, i sportu, i spraw zagranicznych, chcieli na pewno dobrze, ale wyjść mogło – jak to nieraz już bywało – jeszcze lepiej. Nie dla Polski, tylko dla silniejszych od niej „strategicznych partnerów”.
[i]Autor jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i redaktorem naczelnym czasopisma „Arcana”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA