fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lustracja

Niemieckie uczelnie zwalniały agentów

Joachim Gauck
Rzeczpospolita, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Profesor Wolszczan nie może wiedzieć, że nie szkodził - mówi Joachim Gauck, były szef Federalnego Urzędu ds. Akt Stasi w Berlinie
[b]Rz: Czy wśród naukowców z byłego NRD byli tacy, którzy podczas wyjazdów za granicę donosili komunistycznym służbom na swych kolegów? [/b]
Joachim Gauck: Były takie przypadki. Werbował ich enerdowski wywiad. Dokładne liczby nie są znane, bo archiwa nie istnieją. Podczas obrad niemieckiego okrągłego stołu w 1989 roku podjęto decyzję o samorozwiązaniu Głównego Zarządu Wywiadu Stasi, instytucji, która zajmowała się szpiegostwem za granicą. To pozwoliło na zniszczenie prawie wszystkich istniejących teczek i dokumentów. Teraz nie da się już z pewnością stwierdzić kto, gdzie i na kogo donosił.
[b]Kilku naukowców zostało jednak zdemaskowanych jako TW.[/b]
Nawet wielu. Jednak głównie na uczelniach byłego NRD oraz w zachodnich Niemczech. Nie jest mi znany ani jeden przypadek, żeby naukowiec pracujący na jednym z uniwersytetów w Europie Zachodniej czy USA został po 1989 roku zdemaskowany jako tajny współpracownik i zwolniony z pracy. Nikomu nie przychodziło tam do głowy, by sprawdzać przeszłość pracowników naukowych. Z tej możliwość korzystały jednak uczelnie i instytuty naukowe w zjednoczonych Niemczech. Po udowodnieniu naukowcowi współpracy uniwersytet miał prawo go zwolnić. Wiele uczelni skorzystało z tego prawa.
[b]Czy Amerykanie zwracali się do urzędu Gaucka o wyjaśnienie spraw naukowców z byłego NRD, żeby wydalić ich z USA, bo kłamali w formularzach wizowych? [/b]
Nic mi o tym nie wiadomo. Sprawa profesora Wolszczana wydaje mi się dość niezwykła, bo on został za granicą na stałe. Zwykle było tak: zwerbowany agent jeździł za granicę na rok czy dwa, a po powrocie sporządzał raport. Niektórzy byli zastraszani, inni chętnie się godzili.
[b]Czy zdarzało się, że polscy naukowcy wyjeżdżający za granicę, na przykład do zachodnich Niemiec, byli werbowani przez Stasi?[/b]
Tego nie wiem. Ale wiem, że raporty sporządzane przez polskich naukowców o zagranicznych pobytach były przekazywane Stasi. Szczególnie w latach 80. kwitła współpraca między peerelowskimi i enerdowskimi służbami. Zapewne raporty profesora Wolszczana trafiały do służb NRD.
[b]Profesor Wolszczan argumentuje, że nikomu nie szkodził.[/b]
Pisząc raporty, nie wiedział, do czego zostaną później wykorzystane. Dlatego nie może też wiedzieć, czy komuś zaszkodził, czy nie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA