fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Pasja na osiem koni i piłkę

Na meczu Copa Brasil, który odbył się w ostatnią niedzielę pod Warszawą, Brazylijczycy pokonali Polaków jednym punktem
Archiwum Żurawno/Jacek Gładykowski
Mecze polo są piękne. Konie w galopie, jeźdźcy jak rycerze. Cesarska gra - jak definiował ją Winston Churchil - znów jest w Polsce
Komu nad Wisłą na tym zależało? Nie można powiedzieć, że wielu. Tylko tym, którzy kochają konie, tradycję, albo dostrzegli w tym sporcie klimat zupełnie inny, niż oferują piłka nożna czy żużel. Do polo powoli wraca polskie ziemiaństwo, miesza się z tymi, którzy zobaczyli grę za granicą, umieją dosiąść konia i przede wszystkim mają za co go utrzymać.
Polo kosztuje, podkreślają to wszyscy zainteresowani. Polo zabiera czas, dodają. Jest sportem, ale przede wszystkim zabawą, pasją, trochę niebezpieczną, ale wyjątkową. Mają rację.Lista handicapowa Polskiego Towarzystwa Polo na 2008 rok liczy 23 nazwiska. Otwiera ją Michał Czartoryski. Kazimierz i Małgorzata Czartoryscy to właściciele Polo Klub Żurawno w Piaskach Duchownych, w północnej części Puszczy Kampinoskiej. Kluby są jeszcze trzy: pierwszy w nowych czasach, założony w 2002 roku przez Pawła Olbrycha Buksza Polo & Riding Club (niedaleko Góry Kalwarii), Warsaw Polo w Jaroszowej Woli i Wielkopolski Polo Klub Ocieszyn.
Lista wyjaśnia jeszcze trochę: jest na niej pięć kobiet, zupełnie dobrze jak na wizerunek twardej męskiej rywalizacji. W polo można grać w zespołach mieszanych. No i sam handicap określający siłę gry ponad połowa ma -2, co oznacza początkujących. Dwóch Olbrychów, ojciec i syn, ma po +1. Skala ma granice od -2 do +10. Droga do doskonalenia jest długa. Winston Churchill, gdy grał ostatni mecz w wieku 52 lat, napisał: "Mam handicap 2, gram fatalnie". Chyba nie było tak źle, +3 to już handicap zawodowca.
Polskie polo ma tradycje przedwojenne. Grali kawalerzyści, grali arystokraci. Alfred hrabia Potocki miał drużynę w Łańcucie, jeździł na turnieje po Polsce i Niemczech. Dziś polskie polo tworzą prawnicy, deweloperzy, przedsiębiorcy z branży reklamowej, chemicznej, telekomunikacyjnej oraz właścicielki agencji nieruchomości. Jest też senator RP i jeden aktor.
Polo przeszło długą drogę od czasów, gdy podobne zabawy dawały 2,5 tys. lat temu rozrywkę Persom albo kilkaset lat temu Chińczykom. Zbliżony sport uprawiano także na mongolskich stepach i chyba wszędzie tam, gdzie człowiek i koń stanowili niemal jedno.Zasady opracowane zostały w drugiej połowie XIX wieku przez brytyjskich oficerów zarażonych grą podczas służby w Indiach.
Podstawy są względnie proste. Czwórka jeźdźców w każdej drużynie gra na prostokątnym trawiastym boisku uwzględniającym ogromne tempo gry. Bramki mają szerokość około 7 m, mogą się przewrócić, by nie zrobić krzywdy rozpędzonym zawodnikom.
Bambusowy kij (mallet) długości mniej więcej 130 cm zakończony drewnianym młotkiem trzyma się w prawej dłoni. Piłka jak pomarańcza, z drewna lub tworzywa sztucznego. Łatwo poznać po śladach, ile przyjęła uderzeń. Wygrywają zdobywcy większej liczby bramek.
Czas gry: cztery czakery (chukka, chukkers) po 7,5 minuty, bywa, że więcej, jeśli są możliwości. Komplikacje tkwią w szczegółach, najbardziej istotne reguły dotyczą bezpieczeństwa gry. To gruby tom przepisów.
Jest też coś do roboty dla widzów. W przerwach na zmianę koni (po każdym czakerze) trzeba wejść na boisko, zasypywać i deptać wyrwy po kopytach.
Szlachetna gra nie ma statusu olimpijskiego, bo go straciła. Polo było na igrzyskach pięć razy. W 1900 roku w Paryżu grały cztery drużyny, trudno powiedzieć, że narodowe. Były to mieszane reprezentacje klubowe, w których większość stanowili Brytyjczycy. Osiem lat później w Londynie medali było tyle ile zespołów, nikt spoza Wysp nie przyjechał.W Antwerpii w 1920 roku znów frekwencja nie była duża, ale mecz finałowy Wielka Brytania – Hiszpania (13:11) miał, wedle wspomnień, właściwy styl i emocje. Dwa kolejne złote medale igrzysk zdobyli Argentyńczycy, nowa siła światowego polo. Wypada wiedzieć, że w 1924 roku bohaterem finału był Juan Nelson, który strzelił Amerykanom decydującą bramkę w ostatnich sekundach siódmego czakera.
Ostatni olimpijski turniej polo rozegrano w 1936 roku w Berlinie. Niemcy i Węgry nie dostały możliwości gry o złoto, zespoły były za słabe. Wielki finał Argentyna – Wielka Brytania oglądało 45 tysięcy osób, wynik 11:0 nie zostawił wątpliwości, gdzie pisane były nowe rozdziały historii tego sportu.
Polo marzy o powrocie na igrzyska, ale jeśli spojrzeć na sprawę realnie, w najbliższych latach nie będzie to możliwe. Mały krok został jednak zrobiony – MKOl oficjalnie rozpoznaje dyscyplinę i Międzynarodową Federację Polo. Stawia jednak twarde warunki: popularność, masowość, jasny system kwalifikacji, który wyłoni najlepsze drużyny (przy handicapach to nie takie proste).
Co będzie z polskim polo, które tworzą grupy zapaleńców, ale wiedzę o jego istnieniu zawdzięczamy także pewnemu lobbyście, który zanim wylądował za kratkami, pozował w magazynie kobiecym do zdjęć na koniu? Na razie zdobywa prestiż i gości na nobilitujących towarzysko imprezach. Dobrze kojarzy się sponsorom dóbr i usług luksusowych. Ma siłę promocyjną. Turnieje trwają od maja do września, w zimie na śniegu też udało się zorganizować rywalizację, oczywiście w Zakopanem.Chętni liczą: polo pony, dobrze by było, by miał argentyński rodowód – co najmniej 15 tys. zł. Pomnożone przez cztery lub pięć, bo tyle koni trzeba mieć na mecz. Sprzęt, ubranie 5 – 10 tys. Członkostwo w klubie kolejne kilka tysięcy, cykl lekcji po 150 – 200 zł za godzinę.
Większość wzdycha, że to jednak coś dla księcia Karola i jego synów. Ale mecze są piękne.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA