fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Co wolno wiedzieć o aferze gruntowej

Najwcześniej 10 września sąd zdecyduje, czy proces Piotra Ryby i Andrzeja K. będzie się toczył, czy też sprawa wróci do prokuratury
– Moje życie zawodowe i osobiste legło w gruzach. Chcę jawnego procesu, by opinia publiczna mogła poznać prawdę – deklarował wczoraj na sądowym korytarzu Piotr Ryba, jeden z dwóch oskarżonych w aferze gruntowej, która w 2007 r. doprowadziła do rozpadu koalicji PiS, LPR i Samoobrony.
Piotr Ryba, który zgodził się na ujawnienie nazwiska, i Andrzej K. są oskarżeni o to, że za trzymilionową łapówkę oferowali pomoc w odrolnieniu ziemi na Mazurach. Powoływali się na wpływy w Ministerstwie Rolnictwa kierowanym wtedy przez wicepremiera Andrzeja Leppera.
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia, w którym wczoraj stawili się oskarżeni, przez blisko pięć godzin badał wnioski ich obrońców o zwrot sprawy do prokuratury. Adwokaci twierdzą, że są w niej „istotne braki“, które trzeba uzupełnić.
W jaki sposób przekonywali sąd – nie wiadomo. Ponieważ większość materiałów sprawy jest tajna, wymiana argumentów toczyła się za zamkniętymi drzwiami. Wiadomo jednak, że obrońcy Ryby kwestionują legalność operacji CBA w resorcie rolnictwa, która doprowadziła do zatrzymania ich klienta. Stosowano w niej podsłuchy, obserwację, wreszcie kontrolowane wręczenie łapówki.
– Uważamy, że w sprawie są braki, które uniemożliwiają ocenę, czy CBA, przystępując do operacji specjalnej, spełniło wszystkie wymogi formalne – mówią „Rz“ mecenasi Wojciech Wiza i Mariusz Paplaczyk broniący Ryby. – Wymogi formalne są ważne, bo mówią, dokąd sięgają granice uprawnień służb specjalnych.
Adwokaci Ryby poprosili wczoraj sąd, by zwrócił się do CBA o zdjęcie klauzul tajności z materiałów operacyjnych znajdujących się w aktach. – Chcemy, by proces toczył się przy otwartej kurtynie. Nie ma powodów, by na obecnym etapie akta były tajne – przekonywał mecenas Wiza, przywołując medialny pokaz wiceprokuratora generalnego Jerzego Engelkinga z 2007 r.
– Prokurator dał przykład, że każdy ma prawo do wiedzy, nawet na etapie śledztwa – mówił Wiza. – Skoro każdy mógł widzieć, jak przemieszcza się pan Kaczmarek w Marriotcie, to ma prawo też wiedzieć, jak wyglądała operacja CBA w aferze gruntowej.
Obrońca Andrzeja K. mecenas Robert Marciniak zwrócił się do sądu, by wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego z pytaniem prawnym o legalność prowadzenia przez CBA podsłuchów bez kontroli sądowej.
Na kolejnej rozprawie, 10 września, prokurator odniesie się do wniosków obrony. Wtedy się okaże, czy będzie proces, czy sprawa zostanie zwrócona prokuraturze.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: g.zawadka@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA