fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Gruzja: giną nasi cywile

Gruzini zablokowali drogę łączącą Tbilisi i Gori. Policjanci zatrzymywali wszystkie cywilne auta i przepuszczali tylko pojazdy wojskowe
Rzeczpospolita
Jerzy Haszczyński
Rosja nie dotrzymała porozumienia pokojowego z Gruzją | Kilkanaście godzin po jego ogłoszeniu wojska rosyjskie zaatakowały gruzińskie miasto Gori i okolice Władze Gruzji oskarżały Rosjan i Osetyjczyków o dokonywanie czystek etnicznych i grabieży
Wieczorem Rosjan nie było już w Gori (70 km na zachód od Tbilisi), potwierdzał rząd gruziński. Nie wiadomo, dokąd się skierowały rosyjskie czołgi i transportery opancerzone. I ciężarówki ze wzbudzającymi największe przerażenie Kozakami i najemnikami (być może także z Czeczenii), którzy według relacji uchodźców dopuszczali się w Gori i wsiach między tym miastem a separatystyczną Osetią Południową gwałtów i grabieży. Uciekinierzy przekazywali sobie z ust do ust opowieści o oddziałach kozackich i osetyjskich, które miały wyłapywać młodych Gruzinów i podrzynać im gardła. Nie dało się tego potwierdzić w niezależnych źródłach.
Pod wieczór na całkowicie pustej głównej drodze kraju, kilkanaście kilometrów od Gori, ze strefy konfliktu piechotą próbowało się wydostać kilka kobiet z osady na pograniczu z Osetią. Uciekły ze swojej wioski w gumowych klapkach i z reklamówkami w rękach. Przerażona Irma, około 35 lat, opowiadała, że rozzuchwaleni najemnicy zabierali z domów młode dziewczyny. – Nie wiadomo dokąd i po co – dodawała, popłakując. We wsi pozostał jej ojciec.
Teren wokół Gori, środek kraju, był do wieczora poza kontrolą Gruzinów. Pierwszy posterunek wojsk gruzińskich w kierunku stolicy znajdował się 20 kilometrów od Gori w Igoeti. O godzinie 21 było tam około 300 żołnierzy, głównie z elitarnych jednostek. Komandosi, w kamizelkach kuloodpornych i hełmach, podjeżdżali tam terenowymi toyotami hilux. Żołnierze innych oddziałów wyciągali z bagażników swoje kamizelki i doklejali taśmą dodatkowe magazynki do karabinów. Na posterunek docierały też samochody osobowe bez numerów rejestracyjnych. – To nasi partyzanci – mówił kierowca, z którym tam dotarłem.
Oficerowie nie byli skłonni do zwierzeń. Byli jednak przekonani, że Rosjanie z Gori nie skierują się na stolicę. Podobne komentarze napływały ze źródeł rządowych. Jeszcze kilka godzin temu Gruzini znowu zaczęli się obawiać o Tbilisi. Odżyły lęki z nocy z poniedziałku na wtorek, gdy Rosjanie zdobywali miasto po mieście.
W środę rano prezydent Micheil Saakaszwili na wspólnej konferencji ze wspierającymi Gruzję przywódcami państw Europy Środkowej zaskoczył wszystkich dramatycznymi i ostrymi słowami: – Świat mówi o zawieszeniu broni i rozmowach pokojowych. Tymczasem w tej chwili w moim kraju dokonuje się zbrodni najgorszego rodzaju. Zbrodni na ludności cywilnej. Słowa te padły kilka godzin po wylocie z Tbilisi prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego, który, jak się wydawało, wynegocjował na Kremlu pokój.
Gruziński prezydent mówił, że Rosjanie i Osetyjczycy w zajętych miejscowościach, z Gori na czele, kradną wszystko, co się da, nawet deski klozetowe.
Osetyjczycy palą i burzą gruzińskie domy. Zabierają z domów młode dziewczyny – twierdzą uchodźcy
Najgorsza sytuacja miała panować na obszarze Osetii Południowej: – Dochodzi tam do klasycznych czystek etnicznych, znanych z Bałkanów i z czasów drugiej wojny światowej.
Bardzo zdecydowanie wypowiadali się też prezydenci Polski i Litwy, Lech Kaczyński i Valdas Adamkus. Padały porównania Rosji do Trzeciej Rzeszy, przywoływano Monachium 1938 roku, wielkie zbrodnie i zdradę sojuszników. Przywódcy Polski i państw bałtyckich ponownie przyjęli wspólną deklarację, w której jeszcze raz podkreślili poparcie dla integralności terytorialnej Gruzji.
W czasie, gdy Saakaszwili wspominał o grabieżach w Gori, przebywający tam dziennikarze zagraniczni w rozmowach telefonicznych zaprzeczali, jakoby było ono kontrolowane przez Rosjan. Z czasem część informacji, w tym o wkroczeniu Rosjan do Gori (byli tam najpierw w nocy, a później po południu), się potwierdzała, część jest trudna do zweryfikowania. Moskwa odrzucała zarzuty o złamanie porozumienia pokojowego. A separatyści z Osetii Południowej zaprzeczali, jakoby dopuszczali się czystek etnicznych. –Nie ma również naszych oddziałów w Gori. Do niczego nam nie jest potrzebne to miasto – powiedziała „Rz” przez telefon rzeczniczka separatystów Irina Gagłojewa z Cchinwali (kilkanaście kilometrów na północ od Gori). Według niej stroną agresywną są Gruzini, którzy „dzień wcześniej ostrzelali kombajnistów, którzy po raz pierwszy od tygodnia wyjechali na pola”.
Gori, 80-tysięczne miasto, już we wtorek opustoszało, wyglądało wówczas jak dekoracja do filmów wojennych. W środę w mijanych okolicznych wsiach cisza. Porzucone klocki słomy na polach i samotny koń biegnący w dal. Na wzgórzu płonęła trawa, zapalona przez wybuch bomby odpalonej z Osetii Południowej. 10 kilometrów od Gori na tętniącym zazwyczaj życiem małym targowisku przydrożnym kręcił się tylko bezpański pies, obwąchując porzucone skrzynki i pozostawioną nie wiedzieć czemu przedpotopową lodówkę saratow model 1408.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA