fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Troska o zdrowie czy czarny PR

EAST NEWS
Poseł PO znów domaga się raportu o kondycji prezydenta. – To strategia wyborcza – komentują politycy PiS
Nowa odsłona politycznego zamieszania związanego z raportem na temat stanu zdrowia prezydenta. Mimo jasnej i stanowczej deklaracji Lecha Kaczyńskiego, że protokół z jego badań lekarskich nie będzie upubliczniony, Janusz Palikot (PO) nie daje za wygraną. Wczoraj kolejny raz sugerował, że głowa państwa ma kłopoty ze zdrowiem, które uniemożliwiają mu sprawowanie funkcji, i dlatego broni się przed pokazaniem wyników badań lekarskich.
– Skoro prezydent nie chce upublicznić raportu o swoim zdrowiu, może to oznaczać, że ma coś do ukrycia – powtarza Palikot. – Docierały do nas plotki z posiedzenia NATO w Bukareszcie, że prezydent był niedysponowany. Całymi godzinami przesiadywał w toalecie. Było to przedmiotem interwencji szefów innych państw – mówił w Radiu TOK FM.
Zaznaczył, że być może są to tylko plotki rozpowiadane przez nieżyczliwych prezydentowi. – Ale jeśli się przywoła inne wydarzenia, np. wyjście Lecha Kaczyńskiego ze spotkania z prezydent Estonii po otrzymaniu trudnego pytania, odwoływanie szczytów na najwyższym szczeblu, wydaje się, że coś jest na rzeczy. Powszechnie znana jest nadwrażliwość prezydenta i obrażanie się na dziennikarzy i satyrę.
Przypisywało się to jego charakterowi, ale może to nie tylko kwestia charakteru, lecz jakichś problemów zdrowotnych i dobrze byłoby to wyjaśnić – podkreśla Palikot. Osoby z otoczenia prezydenta oraz politycy PiS nie mają najmniejszych wątpliwości – wypowiedzi Palikota to nic innego jak kampania wyborcza. – Do niedawna wszyscy myśleli, że podobne zachowania z jego strony czy innych polityków PO są jedynie incydentami, wybrykami. Ale w tej chwili widać już doskonale, że to celowa, przemyślana strategia polegająca na tym, by każdego dnia dezawuować głowę państwa – podkreśla Paweł Kowal (PiS).
Podobnego zdania jest była szefowa gabinetu prezydenta, a obecnie posłanka PiS Elżbieta Jakubiak: – To po prostu kampania wyborcza. To, co robią Janusz Palikot czy Stefan Niesiołowski, jest czystą strategią obliczoną na zwycięstwo ich lidera w kolejnych wyborach.
Adam Bielan, jeden ze współtwórców sukcesu wyborczego Lecha Kaczyńskiego, też nie ma wątpliwości: – To już jest prezydencka kampania wyborcza Donalda Tuska.
Nieoficjalnie politycy PO potwierdzają, że Palikot działa na korzyść ich partii: – Nikt się do tego nie przyzna, ale Palikot mówi to, co większość po cichu myśli – twierdzi jeden z posłów.
Jednak politycy Platformy zapewniają, że Palikot nie uzgadnia swoich pomysłów z kierownictwem partii i nie jest przez nią wysyłany do walki z prezydentem. – Sam wyczuwa sytuacje i atakuje, bo taki ma sposób na swój PR – uważa jeden z polityków. – Czasami opowiada w wąskim gronie o swoich planach.
Wąskie grono to politycy z bliskiego otoczenia Donalda Tuska. Stąd właśnie opinie polityków PiS. Ich zdaniem kłopoty z Palikotem będą się ciągnąć do wyborów prezydenckich w 2010 r. Zastanawiają się tylko, jaka powinna być ich odpowiedź na kolejne zaczepki. – Ja się tak zachowywać nie będę – zapewnia Kowal. Jakubiak uważa, że na zaczepki najlepiej nie reagować: – Prezydentowi na początku było przykro, bo nikt nie lubi, gdy ktoś robi z niego nieudacznika, ale teraz rozumie już, że to polityczna gra, której celem jest nieustanne nękanie.
- W połowie stycznia w blogu poseł PO Janusz Palikot sugeruje, że prezydent nadużywa alkoholu.
- Na początku marca Palikot po raz pierwszy mówi o konieczności przygotowania i ujawnieniu raportu o stanie zdrowia głowy państwa. W blogu sugeruje, że Lech Kaczyński ma problemy zdrowotne.
- W połowie kwietnia prezydencki minister Michał Kamiński zapowiada, że odpowiedni raport zostanie przygotowany i upubliczniony jeszcze w maju. Sam prezydent mówi, że nie widzi przeciwwskazań do publikacji takiego raportu. Termin jest jednak przekładany.
- Na początku czerwca Lech Kaczyński zapewnia, że cieszy się dobrym zdrowiem. Wyraża wątpliwości, czy należy przedstawiać raport, ale nie wyklucza, że to zrobi.
- 5 sierpnia prezydent ogłasza, że raportu nie będzie. Tymczasem wczoraj premier Donald Tusk zapowiedział publikację raportu o swoim zdrowiu.
mns
Poseł Palikot bezustannie stosuje zwroty takie jak „może”, „chyba”. Tym sposobem utrudnia pociągnięcie go do odpowiedzialności za rozpowszechnianie fałszywych wiadomości. Jednocześnie skutecznie upowszechnia negatywne opinie dotyczące wizerunku prezydenta. Palikot sądzi widocznie, że ma podstawy do dywagowania na temat niedyspozycji czy choroby Lecha Kaczyńskiego. Przed krytykami może się bronić tym, że w jego mniemaniu zdrowie głowy państwa jest problemem tak ważnym, iż obywatele powinni wiedzieć, jaki jest stan ich przywódcy. Podobne sugestie pojawiają się w wielu krajach. Opozycja często wykorzystuje tego rodzaju narzędzia językowe. Są wygodnym sposobem na ośmieszenie oponenta. Powołując się bowiem na to, że coś „podobno” się stało, czy że na jakiś temat „krążą plotki”, przyczyniamy się do rozpowszechniania tychże plotek. Rozsiewanie pogłosek o złym stanie zdrowia prezydenta jest robieniem złej krwi. W efekcie powstaje szum medialny, jest o czym mówić.
br
Wypowiedź posła Palikota jest nieelegancka i niepoważna. Prezydent Kaczyński zachowuje się niekiedy w sposób nieco ekscentryczny. Nie jest to jednak powód uzasadniający tego typu dywagacje. Poważny człowiek mówi wówczas, gdy ma na dany temat wiedzę. Kiedy jej nie ma – milczy. Wypowiedź Palikota to przykład retoryki insynuacyjnej, opierającej się na powtarzaniu plotek i pomówień. Jest to wygodne, ponieważ opiera się na trudnej do obalenia konstrukcji, jak w znanym dowcipie: „czy przestał pan już bić swoją żonę?”. Tego rodzaju wypowiedzi są dopuszczalne prywatnie, w formie żartu, ale w żadnym wypadku – publicznie. Poseł Palikot nie jest jednak w tego rodzaju zachowaniach odosobniony.
W polskiej polityce nagminne stało się posługiwanie się ogólnikami i insynuacjami.
Nie przywiązywałbym jednak do wypowiedzi posła Palikota większej wagi. Kiedy ekscentryczne zachowania tego typu powtarzają się regularnie, przestajemy zwracać na nie uwagę.
br
Dla wyjaśnienia znaczenia tej wypowiedzi należy zastosować zasadę, którą dziennikarze nazwali zasadą Mistewicza. Polega ona na tym, żeby sprawdzić, co takiego stało się w polskiej polityce w ciągu ostatnich sześciu – ośmiu godzin, skoro Janusz Palikot opowiada o tym, że na Marsie odnaleziono wodę i czeka nas inwazja kosmitów. Nie sposób bowiem inaczej odbierać tej wypowiedzi. Pytanie kluczowe brzmi: co niekorzystnego ujawniono w ostatnim czasie o obozie rządzącym lub co groźnego wisi w powietrzu, że pojawiła się konieczność użycia posła Palikota do przykrycia tego. Przebywał on ostatnio na urlopie, który nagle przerwał, żeby dostarczyć nam „ważnych” informacji o stanie zdrowia prezydenta. Nienaturalne jest zarówno nagłe zakończenie przez niego wakacji, jak i zwołanie konferencji prasowej w sprawie komisji „Przyjazne państwo”, która nic nie zrobiła.
W całej sprawie nie chodzi o zdrowie prezydenta, lecz o to, co PO chce przykryć absurdalnymi dywagacjami Palikota.
br
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA