fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Powalczę o immunitet

Reporter
Śledczy, który pokazał akta Kaczyńskiemu. Wojciech Miłoszewskipowtórzył w prokuraturze: – Naciskano na mnie, bym doniósł na Zbigniewa Ziobrę
Miłoszewski otrzymał wczoraj decyzję sądu dyscyplinarnego pierwszej instancji, który 25 lipca uchylił jego immunitet. – Złożę odwołanie. Nie czuję, żebym w jakikolwiek sposób złamał prawo – mówi „Rz” Wojciech Miłoszewski. Pomysł stawiania mu zarzutów nazywa absurdalnym.
Kłopoty Miłoszewskiego wzięły się stąd, że w 2006 r. pokazał akta sprawy paliwowej Jarosławowi Kaczyńskiemu. Przywiózł je do Warszawy na polecenie ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. W siedzibie PiS dokumenty przeczytał ówczesny prezes partii.
Płocka prokuratura twierdzi, że pozwalając, by akta czytała osoba nieuprawniona, Miłoszewski przekroczył uprawnienia, ujawnił tajemnicę śledztwa i dodatkowo naruszył ustawę o ochronie danych osobowych.
Miłoszewski zapoznał się z wnioskiem płockich śledczych i decyzją sądu dyscyplinarnego. – Z uzasadnienia wynika, że sąd zgodził się uchylić mój immunitet, ale tylko w części dotyczącej zarzutu ujawnienia tajemnicy służbowej. W części przekroczenia uprawnień zgody nie dał – mówi „Rz” śledczy. Czy tak jest istotnie – nie wiadomo, bo postępowanie jest tajne.Prokurator twierdzi, że mógł pokazać akta Kaczyńskiemu, bo ten był wówczas nie tylko posłem, ale i szefem Rady Bezpieczeństwa Narodowego. – Śledztwo paliwowe – czego płocka prokuratura nie rozumie – dotyczyło kluczowych kwestii związanych z dostawą paliwa do Polski, przepływów finansowych. Udostępnienie materiałów Jarosławowi Kaczyńskiemu wynikało ze szczególnych względów: chodziło o ustalenie strategii – przekonuje Miłoszewski. – Gdyby wznieśli się ponad perspektywę „łopaty i wapna” właściwą dla zwykłych oszustów paliwowych, zrozumieliby, o co chodziło, i nie wygłupiali się z takim wnioskiem.
Oskarżany prokurator sugeruje, że pokazanie akt prezesowi PiS miało wpływ na powołanie specjalnej grupy do zwalczania mafii paliwowej w Ministerstwie Finansów. W jej skład weszli m.in. celnicy i wywiad finansowy. – Nie wykluczam, że Ziobro wspomniał Kaczyńskiemu, gdy ten został premierem, o konieczności powstania takiej grupy. Powołała ją potem minister finansów Zyta Gilowska – mówi Miłoszewski.
Na argument prokuratorów związany z naruszeniem ustawy o ochronie danych osobowych Wojciech Miłoszewski też ma odpowiedź: – Nie ujawniłem danych świadków, bo przywiozłem moje autorskie kopie, a nie protokoły – przekonuje. Zauważa, że płoccy śledczy nie wskazali, jakie szkody miało spowodować udostępnienie akt do przeczytania Jarosławowi Kaczyńskiemu.Między innymi te kwestie prokurator chce podnieść w odwołaniu, które zamierza złożyć w ciągu siedmiu dni.
Tymczasem – jak wynika z informacji „Rz” – podczas przesłuchania w Prokuraturze Okręgowej w Sieradzu Miłoszewski podtrzymał swoją wcześniejszą opinię o sugestiach, które podsuwać mieli mu płoccy śledczy. Według niego prokuratorzy chcieli, by złożył doniesienie na byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę.
– Nie mogę mówić o przesłuchaniu. Powtórzę tylko: uważam, że wniosek o uchylenie mojego immunitetu jest represją za to, że nie zgodziłem się na złożenie doniesienia na Ziobrę – mówi „Rz”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA