Film

Śmierć zabrała go w biegu

Piotr Łazarkiewicz, 2002 rok
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Reżyser, scenarzysta i producent Piotr Łazarkiewicz zmarł nagle w piątek na zawał serca. Miał 54 lata. W maju skończył pracę nad swoim nowym filmem "0-1-0".
Śmierć zabrała go w biegu – W zeszłym tygodniu robiliśmy korektę napisów do angielskiej kopii – mówi producent Paweł Rakowski ze Skorpion Art. – W czwartek pokazywaliśmy film szefowej instytutu filmowego Agnieszce Odorowicz, ustalaliśmy szczegóły promocji. Piotr zaprosił mnie na wieczorną próbę czytaną sztuki "Odejścia" Havla, którą reżyserował. Chcieliśmy zaproponować ją Teatrowi Telewizji. Miał wpaść następnego dnia.
Piotr Łazarkiewicz był członkiem wielkiego filmowego klanu. Mężem reżyserki Magdaleny Łazarkiewicz, szwagrem Agnieszki Holland. Jego syn Antoni od kilku lat z powodzeniem pisze muzykę filmową. Nie należał do reżyserów, którzy co roku robią kolejny film. Nie kręcił hitów pod publiczkę, dla masowej widowni. Ale potrafił obserwować świat.
Absolwent polonistyki na Uniwersytecie Wrocławskim i reżyserii na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego, zaczynał pracę jako asystent Krzysztofa Zanussiego, Antoniego Krauzego, Agnieszki Holland. Samodzielnie zadebiutował w 1985 roku telewizyjnym "Kontrapunktem". Rok później zrealizował pierwszą fabułę "Kocham kino" – pełną nostalgii opowieść, w której Elżbieta Czyżewska zagrała kierowniczkę starego, umierającego kina. "Nie można żyć bez snów, bez marzeń" – mówiła w tym filmie, i to chyba też było credo Piotra. Był człowiekiem wrażliwym. Zawsze opowiadał się po stronie słabszych, skrzywdzonych, niedających sobie rady z życiem. Udowadniał, że można znaleźć piękno na dnie. W zrealizowanym z żoną "Odjeździe" mówił o pensjonariuszkach domu starców na Mazurach – matce i córce, z których jedna czuje się Polką, druga tęskni za Niemcami. W 1993 roku zwrócił uwagę na problem, który dopiero się w Polsce rodził. – Zobaczyłem w telewizji reportaże z Głoskowa. To był pierwszy akt zbiorowej agresji wobec chorych na AIDS, pierwszy wybuch nietolerancji. Wszędzie panowała atmosfera nadziei, Polska "szła do Europy", a te reportaże pokazywały inną twarz naszego społeczeństwa – opowiadał mi wówczas. W "0-1-0" chciał mówić o innym problemie współczesności: rozmijaniu się ludzi. – Świat się kurczy – mówił mi niedawno. – Łatwo porozumiewamy się z innymi, nawet obcymi ludźmi, poprzez różnego rodzaju fora. A jednocześnie coraz trudniej nawiązujemy prawdziwy kontakt z tymi, którzy są najbliżej. Ciągle szukał swojego miejsca. Poza fabułami kręcił dokumenty (m. in. znakomite "Fala", "Soc", "Wielka woda"), pracował dla telewizji, gdzie przygotowywał reportaże, spektakle teatralne programy artystyczne. Założył firmę producencką. Począwszy od 1979 roku, reżyserował w teatrze, w 2000 roku zadebiutował w łódzkiej operze "Triadą" z muzyką Strawińskiego. Był postacią w filmowym świecie. W nieodłącznych czarnych skórzanych spodniach bywał wszędzie. Jeździł na festiwale do Gdyni, Łodzi, nie mogło go zabraknąć na edycjach Nowych Horyzontów, w Łagowie czy w Koszalinie. Śmierć zabrała go, gdy przeprowadzał się z rodziną do nowego domu, w przeddzień premiery filmu, na który tak długo czekał. W biegu. Piotr Łazarkiewicz był moim studentem w szkole filmowej w Katowicach w ciężkich latach 80. Zapamiętałem go jako bardzo energicznego, ambitnego, wyrazistego człowieka. Z uwagą śledziłem jego drogę artystyczną, podziwiałem zaangażowanie społeczne, wszechstronność. To dla mnie niewyobrażalne, że mój uczeń – twórca niezwykle młody duchem – nagle odszedł. Piotr był przyjacielem młodych twórców, cieszył się ich sukcesami. Sprzyjał także idei festiwalu Młodzi i Film. Rok temu był gościem w Koszalinie. Umarł wspaniały człowiek Piotr Łazarkiewicz pracował nad moim debiutem dramaturgicznym "Prawo McGoverna", którego premierę zaplanowaliśmy na 5 lipca w Centralnym Basenie Artystycznym w Warszawie. W sztuce gra mój syn Tytus i jego koledzy. Byli zakochani w Piotrze, w jego stylu pracy. Ostatnio spotykaliśmy się codziennie, byliśmy razem na koncercie Boba Dylana. Dla mnie Piotr nie zniknął. Doprowadzimy jego spektakl do premiery
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL