fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Gwiazdy w romansidle

Monolith films
Historię Anglii oglądamy przez dziurkę od klucza w drzwiach sypialni.
Henryk VIII wraca na ekran konsekwentnie, od lat. Razem z licznymi żonami albo przynajmniej jedną z nich. Do telewizyjnej klasyki wszedł znakomity serial BBC "Sześć żon Henryka VIII", do dziś znakomicie ogląda się "Annę tysiąca dni" z Richardem Burtonem i Genevieve Bujold. "Kochanice króla" są kolejną opowieścią o tragicznie zakończonym małżeństwie Henryka z Anną Boleyn, ale również o romansie króla z jej młodszą siostrą Marią.
Teoretycznie film powinien być pasjonującym dramatem historycznym. XVI wiek, intrygi dworskie, wielkie wydarzenia, które miały zadecydować o przyszłości Anglii. Scenariusz, na podstawie głośnej powieści Philippy Gregory, napisał Peter Morgan, autor niezwykłego tekstu, według którego Stephen Frears nakręcił "Królową". W rolach głównych – Anny i Marii Boleyn – wystąpiły dwie najgłośniejsze dzisiaj młode gwiazdy kina amerykańskiego: Scarlett Johansson i Natalie Portman.
A jednak się nie udało. Powstała hybryda, coś między opowieścią o władzy a telenowelą. Jako najciekawsza i najbardziej wyrazista postać jawi się tu grany przez Davida Morrisseya książę Norfolk, który z chęci podbudowania pozycji i wpływów rodziny podstawia młodemu królowi swoje bratanice. Najbardziej blado rysuje się sylwetka młodego króla marzącego o synu – kontynuatorze dynastii, którego nie jest w stanie mu urodzić prawowita żona Katarzyna Aragońska. Ale na pierwszy plan wysuwają się dwie siostry – czuła i delikatna blondynka Maria oraz stanowcza, zdeterminowana brunetka Anna. To na nich koncentruje się akcja filmu.
Justin Chadwick jest przede wszystkim specjalistą od telewizyjnych seriali i to się, niestety, w filmie czuje. Twórcy nie zwracają uwagi na wierność historycznej prawdzie i chociaż całość utrzymują na przyzwoitym poziomie, nie porywają widza. Nie ma tu ani cynicznej polityki i wyrafinowanej gry o Anglię, ani wielkiej namiętności. Raczej takie sobie podchody, gadanie, zdrady i intrygi rodem z soap opery. Tyle że soap opery w XVI-wiecznych kostiumach. I jeśli coś się naprawdę w "Kochanicach króla" broni, to właśnie fantastyczna scenografia i wypracowane stroje. Bo chociaż ekipie nie udało się kręcić w autentycznej scenerii (Tower zagrał Dover Castle, a Whitehall Palace realizatorzy znaleźli w hrabstwie Kent), to właśnie staranność inscenizacji jest głównym atutem tego filmu.
"Kochanice króla" . W. Brytania, USA, 2008. Reż.: Justin Chadwick. Wyk.: Scarlett Johansson, Natalie Portman, Eric Bana. Monolith Films
 
 
 
 
 
 
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA