fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Do wykorzystania są jeszcze grube miliardy

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Dotychczas rząd wydał nieco ponad połowę z szacowanej na 100 mld zł tarczy antykryzysowej. Reszta może się przydać na pomoc dla firm w razie lokalnych lockdownów.

Działania pomocowe w ramach tzw. tarczy antykryzysowej finansowane są głównie z trochę tajemniczego Funduszu Przeciwdziałania Covid-19 (FPC). Fundusz nie jest częścią budżetu państwa, nie raportuje co miesiąc o swoich przychodach i kosztach, podlega bezpośrednio premierowi, a na co dzień zarządza nim Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK).

Okazuje się, że dotychczas – jak poinformował nas BGK – fundusz pozyskał w sumie 71,5 mld zł, a wypłaty sięgnęły 51,2 mld zł. Docelowy potencjał funduszu to 100 mld zł.

Na wsparcie firm

Na co poszły pieniądze? Przede wszystkim, jak wylicza BGK, na pokrycie kosztów pomocy bezpośredniej dla firm dotkniętych kryzysem. Chodzi o dofinansowanie wynagrodzeń pracowników objętych przestojem ekonomicznym albo obniżonym wymiarem czasu pracy, świadczenia postojowe (czyli pomoc dla osób zatrudnionych na podstawie umowy-zlecenia czy umowy o dzieło oraz samozatrudnionych), pokrycie kosztów mikropożyczek dla firm oraz dopłaty do płac pracowników m.in. organizacji pozarządowych.

W praktyce pieniądze z FPC najpierw płyną do innych funduszy realizujących programy pomocowe, np. Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych czy Funduszu Pracy, potem trafiają bezpośrednio na rynek. Jak wynika z danych Ministerstwa Rozwoju, w ramach tarczy antykryzysowej, czyli bez tarczy finansowej PFR i gwarancji udzielanych przez BGK, do przedsiębiorstw popłynęło już ponad 40 mld zł.

Budowanie buforów

FPC finansuje też zadania realizowane przez ministra zdrowia w walce z pandemią. Za te pieniądze kupowany jest niezbędny sprzęt medyczny dla szpitali i innych podmiotów, testy na koronowawirusa czy doposażenie służby zdrowia w zakresie IT.

Kolejne ok. 15 mld zł z FPC jest już też „zaklepane" – wynika z zapowiedzi polityków. Nawet 12 mld zł ma zostać przeznaczone na nowy instrument wsparcia samorządów – Fundusz Inwestycji Lokalnych, a ok. 3,2 mld zł – na wsparcie branży turystycznej w postaci bonu turystycznego. A co z resztą? Kancelaria Premia nie udzieliła nam odpowiedzi na pytanie o dokładany plan finansowy funduszu.

Zdaniem ekspertów obecnie powinien on budować rezerwy na tzw. czarną godzinę, której ryzyko wyraźnie rośnie. – W czwartek rano usłyszeliśmy od ministra zdrowia o praktycznym zamknięciu 19 powiatów. W ślad za tym natychmiast powinna wystąpić minister rozwoju Jadwiga Emilewicz z propozycjami wsparcia dla przedsiębiorców – komentuje Łukasz Bernatowicz, wiceprezes BCC. – Niestety, nic takiego nie nastąpiło, a przecież można się spodziewać, że takie pełzające, lokalne lockdowny będziemy mieć do końca roku dosłownie co chwilę – dodaje.

Lokalne straty

Jak wynika z informacji resortu zdrowia, w powiatach w tzw. strefie czerwonej wprowadzony zostanie całkowity zakaz organizacji kongresów oraz targów i wydarzeń kulturalnych, a imprezy sportowe mają się odbywać bez publiczności. Zamknięte mają zostać parki rozrywki, siłownie, sanatoria i kina. W lokalach gastronomicznych zostanie wprowadzone ograniczenie liczby klientów – do jednej osoby na 4 mkw., a na weselach i innych uroczystościach rodzinnych będzie mogło być maksymalnie 50 osób.

Nie wiadomo, ile mają potrwać te lokalne obostrzenia, ale firmy, które nie będą mogły działać tak jak dotychczas, z pewnością poniosą straty. – Trzeba pomyśleć, jak wesprzeć tych przedsiębiorców – zaznacza Grzegorz Baczewski, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan. – Tym bardziej że wiele dotychczasowych instrumentów już się skończyło lub powoli się kończą – mówi.

Rzeczywiście, z wnioskami o zwolnienie ze składek ZUS można było występować do końca czerwca, a nabór wniosków o dopłaty do wynagrodzeń z Funduszu Pracy kończy się we wrześniu. Mikropożyczki są przyznawane tylko raz, podobnie tzw. świadczenia postojowe. Dla małych i średnich firm zamknęła się też już furtka do pomocy z tarczy finansowej PFR (to druga obok tarczy antykryzysowej forma publicznej pomocy dla przedsiębiorstw), po subsydia i pożyczki mogą sięgać już tylko duże firmy.

– Moim zdaniem powrót tych wszystkich form pomocy w masowej skali, tzn. dostępnej dla wszystkich, już nie ma sensu. Teraz powinniśmy skupić się na rozwiązaniach punktowych, skierowanych do konkretnych branż lub do firm dotkniętych lokalnymi ograniczeniami – analizuje Baczewski. Jak dodaje, przedsiębiorcy jako najbardziej skuteczną formę pomocy oceniają subsydia z PFR. – I być może należałoby pomyśleć o takiej formie pomocy – dodaje.

Zdaniem Bernatowicza do tego należy pomyśleć o lokalnych zwolnieniach ze składek ZUS, wsparciu w ochronie miejsc pracy czy ulgach w płaceniu podatków.

By starczyło na długo

– Ocena, na jaką jeszcze pomoc gospodarce stać państwo, nie jest prosta – komentuje Sławomir Dudek z Pracodawców RP. – Problem polega na tym, że praktycznie całość pomocy jest finansowana z długu. Tymczasem minister finansów do dziś nie przedstawił całościowego obrazu finansów publicznych. Nie wiemy, jak duży może być ubytek dochodów, jak wzrosną wydatki, jak duży może być deficyt i dług. A skoro tak, to trudno też ocenić, na jak dużą pomoc możemy sobie jeszcze pozwolić. Mimo wszystko środki pomocowe nie są nieograniczone i trzeba nimi racjonalnie dysponować, by wystarczyło na jak najdłużej – zaznacza Dudek.

Łukasz Kozłowski główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

Widzimy, że sytuacja epidemiczna w Polsce jest coraz gorsza i ryzyko, że jesienią dojdzie do eskalacji zakażeń, jest bardzo duże. Firmy wciąż żyją w świecie dużej niepewności o przyszłość. W tym kontekście uzasadnione jest, by pozostałą część Funduszu Przeciwdziałania Covid-19 zostawić jako rezerwę na potencjalną pomoc dla gospodarki, jeśli pojawi się taka potrzeba.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA