fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Myślałem, że walczę o prowadzenie w wyścigu

AFP
Robert Kubica drugi w GP Monako, czwarty w klasyfikacji MŚ
RZ: Ciężkie warunki, dwie godziny ścigania – i ogromny sukces. Jak pan ocenia swój występ w Monako?
Robert Kubica: Wycisnąłem maksimum możliwości z siebie i samochodu. Bardzo trudny wyścig i bardzo ważne osiem punktów. Przez cały weekend nie szło nam najlepiej, ja i Nick mieliśmy problemy z samochodem. Auto słabo jechało po mokrej nawierzchni, ale mimo to w wyścigu udało się pojechać bardzo dobrym rytmem.
Nie było żadnych problemów?
Przed startem dobraliśmy trochę za niskie ciśnienia w oponach, nie spodziewaliśmy się, że będzie tak bardzo padać. Przez pierwsze trzy – cztery okrążenia walczyłem z samochodem, ale potem opony się rozgrzały i szybko dogoniłem Raikkonena. Byłem szybszy, ale tutaj nie da się wyprzedzać – trudno nawet jechać blisko za kimś, nie mamy przecież wycieraczek i woda spod kół zasłania kompletnie widok. Potem Kimi zjechał na karę i szybko dogoniłem Massę. On popełnił błąd i objąłem prowadzenie.
Trudno było utrzymać się przed Massą?
Jechało się ciężko, samochód się ślizgał, ale wszyscy mieli przecież jednakowe warunki. Starałem się jechać spokojnie, nie popełniać błędów.
W środkowej fazie wyścigu spadł pan znów za Massę. Jak się wtedy jechało?
Po zmianie opon znów miałem problemy, tym razem tył się za szybko nagrzał. Massa mi uciekał, ale potem ogumienie zaczęło pracować jak należy i w dwa okrążenia odrobiłem pięć sekund straty. Tor zaczął przesychać i kiedy zobaczyłem, że przed nami Timo Glock wyjechał z boksu na oponach do jazdy po suchej nawierzchni i do tego odjeżdżał nam w tempie dwóch sekund na okrążenie, zacząłem krzyczeć przez radio, że też chcę zjechać na zmianę. W ogóle nie wiedziałem, że Hamilton jest z przodu, i myślałem, że walczę o prowadzenie.
Zespół nie poinformował pana, że Lewis jest z przodu?
Nie, powiedziano mi tylko na początku wyścigu, że Hamilton miał jakieś problemy. Kiedy wyprzedziłem Massę – na szczęście zjechałem po suche opony parę okrążeń przed nim – zobaczyłem na tablicy informacyjnej przy boksie, że Lewis jest z przodu – i to daleko, prawie 40 sekund.
Tak dobry wynik na tak trudnym torze to chyba szczególny powód do radości?
Czy ja wiem… Wyścig jak każdy, tor oczywiście jest trudny, ale warunki są takie same dla wszystkich. Nie ma tu nic wyjątkowego – tak jak na każdym innym torze, tak i tutaj dostaje się dziesięć pun- któw za zwycięstwo, osiem za drugie miejsce i tak dalej.
Czas na świętowanie kolejnego podium?
Czas na świętowanie? Nie, jadę do domu. Nie lubię świętować. Ani po wyścigu, ani tym bardziej przed. Odpoczywam w cichym miejscu i analizuję to, co się stało. Zastanawiam się, gdzie można było coś poprawić.
A można było?
Raczej nie, drugie miejsce to maksimum, na co stać nasz samochód tutaj. Wyścig był bardzo ciężki, trzeba było trochę cudów, żeby ukończyć.
Jakich cudów? Chyba nie popełnił pan ani jednego błędu?
Było bardzo ślisko, czasami trzeba było trochę ryzykować. Parę razy już myślałem, że zakończę jazdę na barierze. Jednak udawało się jakoś wybrnąć z opresji. Warunki cały czas się zmieniały – tor przesychał, opony różnie pracowały. Ale druga pozycja wynagrodziła wysiłki moje i całego zespołu.
rozmawiał w Monte Carlo Mikołaj Sokół
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA