fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Francuzi znów mają Palmę

Francuski reżyser Laurent Cantet, zdobywca Złotej Palmy, w otoczeniu swoich młodych aktorów – bohaterów filmu „Entre les murs” („Klasa”
AFP
Barbara Hollender
Festiwal w Cannes. Jury pod przewodnictwem Seana Penna najważniejszą nagrodę przyznało „Klasie” Laurenta Canteta, opowieści o paryskiej szkole. Na Złotą Palmę francuskie kino czekało 21 lat.
– Film Barry’ego Levinsona zamykający tegoroczny festiwal nosi tytuł „Co się właśnie stało?”. Kiedy ogłosimy, kto wygrał, wielu widzów wykrzyknie to samo – zapowiedział na początku ceremonii rozdania nagród Sean Penn. I zaskoczenie było. Ale nie aż tak wielkie. Wyróżniona Złotą Palmą „Klasa” to opowieść o nauczycielu, który musi zmierzyć się z klasą. Niełatwą, bo złożoną z uczniów różnego pochodzenia, także młodych emigrantów, dla których Francja stała się drugą ojczyzną.
Ten film oddawał ducha całego festiwalu, podczas którego na ekran wdarła się rzeczywistość. Jakby artyści zrozumieli, że życie pisze bardziej dramatyczne scenariusze od tych, które potrafią wymyślić autorzy.
„Klasa” to niemal paradokument. Nauczyciela gra autentyczny nauczyciel, uczniów – chłopaki i dziewczyny, z którymi reżyser Laurent Cantet spędził niemal rok. Nikt z bohaterów nie dostał do rąk scenariusza, aktorzy znali kolejne sytuacje i na planie improwizowali.
We wszystkich najbardziej interesujących filmach festiwalu świat odbijał się jak w lustrze. Artyści pod różnymi szerokościami geograficznymi obserwują rzeczywistość miotaną konfliktami, ale przede wszystkim pokazują ludzi, którym przyszło zmierzyć się z wojną, nędzą, uprzedzeniami rasowymi, samotnością i brakiem wiary. Inaczej niż Cantet opowiadają o emigrantach bracia Dardenne.
– Poznaliśmy kobietę, która chciała dzięki fikcyjnemu małżeństwu zyskać belgijskie obywatelstwo – powiedzieli mi w rozmowie bracia Dardenne nagrodzeni za scenariusz. Z opowieści o Albance, której mafia załatwia ślub z narkomanem z Liege, zrobili piękny film o człowieczeństwie rodzącym się na dnie i sumieniu niepozwalającym pogodzić się z niegodziwością i zbrodnią.
O wierności podstawowym wartościom i ludzkiej solidarności opowiada też Brazylijczyk Walter Salles, wchodząc z kamerą w świat ubogich dzielnic Sao Paolo, gdzie jedyną drogą do wyrwania się z nędzy jest kariera piłkarska.
– 28 procent brazylijskich rodzin tworzą matki samotnie wychowujące dzieci – mówi mi Salles. – Spędziliśmy razem z moją współpracowniczką Danielą Thomas ogromnie dużo czasu w favelach, chodziliśmy na nabory, jakie organizują dla nastolatków kluby piłkarskie, rozmawialiśmy z kobietami borykającymi się z życiem.
To właśnie za rolę w tym filmie Sandra Corveloni dostała nagrodę aktorską.
Szkoda, że jury nie doceniło izraelskiego “Walca z Bashirem” – animacji przypominającej wstrząsający dokument. To film katharsis. Bohater usiłuje odtworzyć wydarzenia wojenne – masakrę cywilnej ludności, w której brał udział. Odwiedza dawnych znajomych, tak samo kalekich psychicznie jak on. Człowiek, który przeszedł przez piekło, nie jest w stanie się od niego uwolnić.
Chińczyk Jia Zhangke nawet nie próbował udawać, że zaproponował widzom fabułę. W „24 City” filmuje „gadające głowy”. Pięciu mężczyzn i trzy kobiety – robotnicy z zamkniętej fabryki – opowiadają o swoim życiu. Historie mężczyzn są autentyczne, kobiet wymyślone. Ale wszystko przypomina pasjonujący dokument, w którym odbijają się współczesne Chiny.
Większość prezentowanych w Cannes filmów opowiadała o zwykłych ludziach niedających sobie rady z życiem. Oglądaliśmy obrazy zrealizowane za niewielkie pieniądze, nie epatujące rozmachem ani nazwiskami gwiazd. Równie skromnie wyglądały dzieła, których twórcy wchodzili w trudną sferę polityki. Nagrodzony przez jury włoski „Il Divo” Paola Sorrentino – filmowa karykatura premiera Giulio Andreottiego – okazał się błyskotliwym, wnikliwym, choć piekielnie złośliwym portretem premiera Włoch oskarżanego o współpracę z mafią. Także laureat Grand Prix festiwalu, „Gomorra” Matteo Garrone, jest opowieścią o mafii, mocno zakorzenioną w rzeczywistości.
Uwierzyli w siłę życia także twórcy hollywoodzcy. Nawet Steven Soderbergh nakręcił swojego „Che” dość powściągliwie. Niestety, pseudodokumentalna metoda nie uchroniła go od laurkowego portretu Guevary. Nie przeszkodziło to zresztą jurorom docenić kreację Benicia Del Toro. Natomiast obronił się nagrodzony za całokształt Clint Eastwood. W „Zamianie” wykorzystał autentyczną historię kidnapingu, jaka wydarzyła się w latach 20. XX wieku w Los Angeles. Policja znalazła dziecko, ale matka nie rozpoznała w chłopcu swego syna. Zaczęła się straszliwa walka między nią a skorumpowanymi i nadużywającymi władzy policjantami, którzy oskarżyli kobietę o szaleństwo i zamknęli w zakładzie psychiatrycznym. Eastwood stworzył film po hollywoodzku perfekcyjny, ale naznaczony prawdą.
Twórcy wyraźnie przestali się wstydzić dokumentalnego podejścia do kina. Przy takich mocno osadzonych w rzeczywistości obrazach nowe filmy Wima Wendersa („Palermo Shooting”) czy Charliego Kaufmana („Synecdoche, New York”) wydawały się pretensjonalnymi i przekombinowanymi zgrzytami. Życie naprawdę okazało się ciekawsze niż wyobraźnia twórców.
Barbara Hollenderz Cannes
Złota palma
- „Entre les murs” („Klasa”, reż. Laurent Cantet, Francja)
Grand Prix
- „Gomorra” (reż. Matteo Garrone, Włochy)
Nagroda specjalna
- Catherine Deneuve i Clint Eastwood
Nagroda za reżyserię
- Nuri Bilge Ceylan („Trzy małpy”, Turcja)
Nagroda za scenariusz
- Jean-Pierre i Luc Dardenne („Milczenie Lorny”, Belgia)
Najlepsza rola kobieca i męska
- Sandra Corveloni („Linha de passe”, Brazylia) i Benicio Del Toro („Che”, USA)
Nagroda jury
- Paolo Sorrentino („Il Divo”, Włochy)
pap
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA