fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Austriaków lepiej nie lekceważyć

Rzeczpospolita
Ostrzegam, bo dobrze Austriaków znam. Jako gospodarzom bardzo im zależy na zwycięstwach i od dawna przygotowują się do turnieju jak nikt inny - mówi w rozmowie z "Rz" Radosław Gilewicz, były reprezentant Polski, pięciokrotny mistrz Austrii i najlepszy piłkarz ligi austriackiej w 2000 roku
Rz: Słyszał pan, co mówią kibice? Podobno na pewno przegramy z Niemcami i na pewno pokonamy Austrię. Zgadza się pan z takimi opiniami?
Radosław Gilewicz: Nie mogę. Ani jedno, ani drugie nie jest pewne. Czytam codziennie austriacką prasę, rozmawiam często ze znajomymi Austriakami i z tej lektury oraz rozmów wynika jedno – my się cieszymy, że trafiliśmy na nich, a oni, że na nas. Jeśli polscy kibice usiądą 12 czerwca przed telewizorami z pewnością, że czeka nas zwycięski mecz, to mogą się rozczarować.
Nadzieje opieramy na dwóch zwycięstwach nad Austrią w eliminacjach mistrzostw świata i trwającej kilka lat słabości austriackiej drużyny...
Ale ja ostrzegam, bo dobrze Austriaków znam. Jako gospodarzom bardzo im zależy na zwycięstwach i od dawna przygotowują się do turnieju jak nikt inny. Nie musieli rozgrywać meczów eliminacyjnych, mogli bez ryzyka próbować różnych zawodników i ustawień, korzystają z dobrych, głównie niemieckich, wzorów, nawet pojechali na obóz na Sardynię do tego samego hotelu, w którym przed ostatnimi mistrzostwami świata mieszkali Niemcy. Wszystko ma ręce i nogi, jest dobrze zorganizowane i jestem pewien, że pokonanie ich nie będzie łatwe. Poza tym Austriacy mają świadomość, jak niewielu rodaków na nich stawia. Jeśli im się nie uda, to nikt nie będzie miał pretensji, ale kiedy wygrają raz, dostaną skrzydeł. Z takim nastawieniem łatwiej się gra. Pierwsi mogą się o tym przekonać Chorwaci. Tym bardziej że ich po zwycięstwie na Wembley wszyscy głaszczą i sami już uwierzyli w swoją wielkość. Są przekonani, że wyjdą z grupy razem z Niemcami, tylko że jeszcze nie pokonali ani Austriaków, ani Niemców, ani nas.
Kiedy Austria wyjdzie przeciw nam na boisko w Wiedniu, przygotowania, organizacja i wiara mogą nie mieć znaczenia. Liczyć się będą umiejętności, a pod tym względem Polacy są trochę lepsi.
Myślę, że umiejętności są porównywalne, ale kiedy popatrzy pan na kadrę Austrii, zobaczy, że prawie wszyscy mają pewne miejsca w swoich drużynach klubowych. Bez względu na to, czy są to kluby austriackie czy zagraniczne. O Polakach nie można tego powiedzieć. Inaczej mówiąc, dla Austriaków turniej będzie ciągiem dalszym sezonu, a wielu Polaków będzie nadal szukało formy, której nie zdobywa się, siedząc na ławkach rezerwowych.
Ale austriacka prasa też ma obawy i krytykuje trenera Hickersbergera.
Trener Hickersberger stara się naśladować Niemców
Taka jest rola prasy. Zresztą czasami ta krytyka jest przesadzona i nieuzasadniona. Rozmawiałem z Hickersbergerem w grudniu. On zdaje sobie sprawę, jakiego zadania się podjął, ale wie też, jak sobie z nim poradzić. Austriacy mają kilku trenerów o różnych specjalnościach. Przygotowaniem fizycznym od półtora roku zajmuje się Anglik, który pracował w Manchesterze City. Jest w sztabie psycholog, dba, żeby piłkarze dobrze się ze sobą czuli poza boiskiem. Hickersberger stosuje rozmaite formy treningu, między innymi tak zwane testy z jednym okiem. W Manchesterze United próbowano czegoś takiego już chyba dziesięć lat temu. Podczas treningu piłkarzom zasłania się jedno oko, żeby zmusić ich do większej koncentracji i oceny sytuacji w ekstremalnych warunkach. Ma to też służyć wyeliminowaniu błędów przy zmęczeniu. To był problem Austriaków w meczach sparingowych z Niemcami i Holendrami.
Czy Austriacy są od nas lepsi w jakimś elemencie gry?
Najbardziej niebezpieczni będą przy rzutach wolnych i rożnych. Wszyscy są bardzo wysocy, a obrońcy do tego tak silni, że rywale się od nich odbijają. Są dwaj młodzi napastnicy, praktycznie bez żadnego doświadczenia w reprezentacji, którzy w powietrzu wygrywają wszystkie pojedynki. Stefan Maierhofer, który dla Rapidu Wiedeń strzelił w lidze dziewięć goli i przyczynił się do zdobycia mistrzostwa, ma 202 cm wzrostu. Jeszcze bardziej podoba mi się Marc Janko z Salzburga o wzroście prawie dwa metry. Roland Linz, który w ostatnim meczu strzelił nam w Chorzowie dwie bramki, ma 185 cm.
Dlaczego trener Hickersberger, mając takich młodych utalentowanych piłkarzy, powołał 38-letniego Ivicę Vasticia?
Właśnie dlatego, żeby młodzi czuli obok siebie kogoś znanego i doświadczonego. Vastić jest bardzo dobry, grałem z nim przez dwa lata w Austrii Wiedeń, a teraz wiem, jak prezentuje się na zgrupowaniu w Sardynii. Hickersberger jest z niego bardzo zadowolony. Przede wszystkim wygląda na 30 lat i tak się czuje. Robi tak dobre wrażenie, że wcale się nie dziwię austriackiej prasie od dawna domagającej się jego powołania. Rola Vasticia w reprezentacji może być podobna do tej, jaką pełni Andreas Ivanschitz – grającego w środku pola zawodnika, przede wszystkim atakującego, ale i kierującego drużyną. Na pewno nie będą sobie wchodzić w drogę.
O ile wiem, łączą pana bliskie kontakty z trenerem reprezentacji Niemiec Joachimem Loewem. Myśli pan, że on wie to samo o Austriakach co pan?
Loewa znam od 14 lat i miałem nawet jakiś wpływ na jego karierę. Bardzo go lubię i cenię. Kiedy mieszkaliśmy razem w Austrii, nasze żony się przyjaźniły. Byliśmy razem najpierw w VfB Stuttgart. Kiedy z Austrii Wiedeń odchodził trener Kurt Jara, poleciłem na jego miejsce Loewa. Potem zrobiłem to samo w Wiedniu, kiedy trzeba było znaleźć następcę Christopha Dauma. Loew jest trenerem poszukującym, to on razem z Jürgenem Klinsmannem odmienili niemiecką piłkę. Ona już nie jest nudna, przewidywalna, piłkarze nie są ograniczani schematami i taktyką. Dzięki nim niemiecki futbol zyskał wielu nowych sympatyków i nie dziwi mnie, że po Klinsmannie trenerem został Loew. Mimo że nie ma za sobą wielkiej kariery piłkarskiej, jak większość wcześniejszych trenerów kadry Niemiec, to jego kandydaturę poparli zarówno Franz Beckenbauer, jak i piłkarze tej klasy co Michael Ballack czy Miroslav Klose. Podczas mundialu to Loew, a nie Klinsmann, opracowywał taktykę, omawiał grę przeciwników. A poza wszystkim to jest bardzo sympatyczny człowiek, dbający o swój wygląd. Zawsze elegancki, podczas mundialu w Niemczech wybierał nie tylko taktykę dla piłkarzy, ale i ubrania dla całego sztabu trenerskiego. Loew spędził w Austrii cztery lata, dobrze zna tamtejszy futbol i większość zawodników kadry.
Czy wybiera się pan na mistrzostwa?
Sekretarz generalny Austriackiego Związku Piłkarskiego Alfred Ludwig zaprosił mnie w imieniu federacji na trzy dni do Wiednia. Będę jej gościem honorowym na meczu z Polską. Po prostu ktoś w Wiedniu uznał, że jako polski piłkarz, który do niedawna grał na austriackich boiskach, powinienem się znaleźć na trybunach podczas meczu z Polską. Nic więcej. Zrobiło mi się bardzo miło. Radość trochę przygasła, gdy pomyślałem sobie, że mogę być w niezręcznej sytuacji, gdy PZPN np. poprosi mnie o pomoc przy zbieraniu informacji o rywalach. Powiedziałbym przecież wszystko, co wiem o Austrii. Ale nikt nie prosił.
Radosław Gilewicz (ur. 1971), dziesięciokrotny reprezentant Polski (1997 – 2003). Zawodnik GKS Tychy, Ruchu Chorzów (1992 – 1993), Sankt Gallen (Szwajcaria, 1993 – 1995), VfB Stuttgart (1995 –1997), Karlsruhe (1997 – 1998), Wacker Tirol Innsbruck (1999 – 2002), Austrii Wiedeń (2002 – 2005), SV Pasching (2005 – 2007), Polonii Warszawa (od 2007). Pięciokrotny mistrz Austrii (trzy razy z Wackerem, dwukrotnie z Austrią), zdobywca Pucharu Niemiec (ze Stuttgartem), piłkarz roku 2000 w Austrii, król strzelców ligi austriackiej (2000 – 2001). Dla Wackeru, Austrii i Pasching strzelił w lidze 100 bramek.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA