fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Dalajlama podzielił niemieckich polityków

Dalajlama
AFP
Tysiące Niemców zgromadzonych pod Bramą Brandenburską słuchało skromnego mnicha z Tybetu. Dalajlama mówił o pokoju, o dłoni wyciągniętej do władz w Pekinie i o tym, że Tybet wcale nie dąży do niepodległości. Dzień wcześniej z podobnym posłaniem wystąpił w Norymberdze.
Od spotkania z duchowym przywódcą Tybetańczyków uchylił się polityk SPSD Frank–Walter Steinmeier, wicekanclerz i szef MSZ. – Niegodnie potraktował gościa – orzekli politycy CDU. Angela Merkel, która we wrześniu 2007 r. przyjęła mnicha w urzędzie kanclerskim, przybywa teraz w Ameryce Południowej. Na spotkanie z Dalajlamą zdecydowała się – mimo sprzeciwu swej partii – Heidemarie Wieczorek-Zeul (SPD), minister ds. pomocy gospodarczej i rozwoju.
– Reprezentowałam rząd. Nasze stanowisko nie uległo zmianie. Tybet powinien mieć autonomię kulturową – oświadczyła. Rozmowa odbyła się w hotelu, a nie w gabinecie pani minister. Wygląda na to, że Berlin postanowił nie drażnić Pekinu, który po spotkaniu kanclerz z Dalajlamą zamroził na wiele tygodni relacje z Niemcami. Chiny dały wtedy do zrozumienia, że nie zamierzają tolerować niemieckich prób wprowadzenia Dalajlamy na europejskie salony. Szef MSZ Frank–Walter Steinmeier uznał, że nie warto manifestować poparcia dla Dalajlamy. – Wykazanie odwagi polega na tym, by nie spotykać się teraz z Dalajlamą – miał tłumaczyć współpracownikom. – Każdy, kto chce doprowadzić do poprawy sytuacji w Tybecie, wie, że droga do tego prowadzi przez Pekin – mówi Eberhard Sandschneider z Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA