fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Lider pragmatyczny

Prezes PiS Jarosław Kaczyński w Sejmie
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Kaczyński wybrał ewolucję

Jeśli faktycznie PiS wygra jesienne wybory, to nie tylko premier będzie zaskoczeniem dla mniej wyrobionych politycznie. Rząd Beaty Szydło jest planowany jako zmiana pokoleniowa. Prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił o tym publicznie na ostatniej konwencji swej partii. Przekonują o tym również nasi rozmówcy z obozu Zjednoczonej Prawicy. Może być tak jak z kancelarią Andrzeja Dudy. Wiele osób czekało na posady – jako naturalne po objęciu władzy. Propozycje jednak nie przyszły.

Niepewność dotyczy tego, jaka będzie w tym układzie rola prezesa. Ścierają się dwie koncepcje. Jedna z nich zakłada, że Kaczyński faktycznie podzieli się władzą z Szydło, ale wciąż będzie odgrywał istotną rolę. W PiS nie mówi się o sterowaniu z tylnego siedzenia. Chodzi o relację, jaka jest w firmach między radą nadzorczą a zarządem. Szydło miałaby mieć pełną swobodę działania, ale to Kaczyński oceniałby, czy taka formuła służy ugrupowaniu i Polsce.

Nasi rozmówcy nazywają to układem partnerskim. W PiS mało kto uważa, że Kaczyński powinien usunąć się w cień, a Szydło nie należy do wyjątków i akceptuje swoją rolę.

Zgodnie z drugą koncepcją Kaczyński nie chce, by PiS bez niego spotkał los PO po wycofaniu Donalda Tuska, czyli ideowe pogubienie i wewnętrzne wojny. Dlatego prezes najpierw zmienił samą partię, otaczając ją mniejszymi środowiskami prawicowymi, a teraz przygotowuje sukcesję. Liczni sympatyzujący z nim intelektualiści w prywatnych rozmowach, a także publicznie, zarzucali mu, że otoczył się ludźmi niezdolnymi do przejęcia władzy. Nie chciał się pozbywać wiernych towarzyszy, ale otoczył ich innymi środowiskami.

Kaczyński wybrał już przyszłą liderkę i będzie się upewniał, czy się na niej nie zawiedzie. Już wie, że się nie pomylił, stawiając na Andrzeja Dudę. Beata Szydło też spełnia jego nadzieje, bo nie tylko zrealizowała kilka ważnych zadań, ale podobnie jak prezydent elekt, mimo wcześniejszej współpracy ze Zbigniewem Ziobrą, okazała się lojalna w godzinie próby – gdy ziobryści tworzyli swoją partię – Solidarną Polskę.

Ostatecznym celem miałby być silny prawicowy blok, który wchłonąłby partie Jarosława Gowina, Marka Jurka i Zbigniewa Ziobry. Miałby być ukoronowaniem politycznej kariery Kaczyńskiego, który nadal odgrywałby istotną rolę, ale już jako mentor, a nie lider. W statucie PiS przyjętym w 2013 r. jest funkcja prezesa honorowego, który ma prawo być członkiem Komitetu Politycznego czy też głosować podczas posiedzeń Rady Politycznej.

Gwarant koalicji

W PiS krąży też pogłoska, że Szydło usłyszała od Kaczyńskiego nie tylko ofertę objęcia funkcji premiera, ale również lidera ugrupowania. Prezes miał zwołać kongres i zrzec się swojej funkcji. Szydło zaprotestowała. Od realizacji tych planów mieli też Kaczyńskiego odwieść dwaj inni wiceprezesi: Antoni Macierewicz i Mariusz Kamiński, argumentując, że powinien dokończyć upływającą w przyszłym roku kadencję.

– Proszę w takie rzeczy nie wierzyć – mówi nam jeden z weteranów ugrupowania. – Sam byłem świadkiem po wyborach prezydenckich w 2010 r., jak prezes mówił, że on stanie na czele Ruchu Społecznego im. Lecha Kaczyńskiego, a jego miejsca zajmie Joanna Kluzik-Rostkowska. Ta zaś nie potrafiła ukryć radości – wspomina z uśmiechem nasz rozmówca.

Jak dodaje, nawet gdyby taka propozycja padła, to miałaby na celu wybadanie nastawienia najbliższych współpracowników.

W każdej rozmowie z działaczami na temat przyszłości PiS przewija się jeden wątek. Niemal wszyscy przekonują, że to Kaczyński jest gwarantem spójności ideowej formacji, realizacji programu modernizacyjnego i uczciwości ekipy, która miałaby objąć władzę. Rozmówcy z prawicowych partii współpracujących z PiS dorzucają jeszcze, że to Kaczyński jest strażnikiem realizacji porozumienia o koalicyjnych listach wyborczych.

W tym sensie pokojowe przekazanie władzy, jakim byłaby stopniowa sukcesja na rzecz Szydło, jest wszystkim na rękę, bo gwarantuje, że Kaczyński będzie mógł doglądać kwestii, których oczekuje od niego jego środowisko.

Smoleńsk nie zniknie

Wystawienie Szydło jako liderki kampanii wyborczej oceniany jest jako posunięcie pragmatycznego lidera. Trudno przesądzać, czy prezes PiS faktycznie usuwa się w cień, przekazując stopniowo swoje plenipotencje, czy też wymyślił sprytny manewr marketingowy, gdy się okazało, że postawienie na Dudę było skuteczne.

Ale jest dużo przesady w zarzutach formułowanych przez komentatorów o maskach, które przybiera Kaczyński na czas kampanii. Jedną z bardziej naciąganych jest teza o ukrywaniu tematu katastrofy smoleńskiej. Gdy pojawiły się nowe informacje w tej sprawie (wyciekła ekspertyza prokuratury wskazująca na obecność gen. Andrzeja Błasika w kokpicie), zorganizował konferencję prasową. Choć był przekonywany, że twarzą PiS komentującą w mediach temat powinien być poseł Bartosz Kownacki, to na scenie z prezesem stanął kto inny – Antoni Macierewicz. Było to na mniej niż miesiąc przed pierwszą turą wyborów prezydenckich.

Kaczyński to sprytny, twardy, a czasem cyniczny gracz polityczny. Ale jak mówi nam jeden z jego współpracowników, są granice, których nie przekrocza.

– Oddając władzę w 2007 r., pokazał, że nie wykorzysta wszystkich metod, by się przy niej utrzymać – przypomina nasz rozmówca.

Podobnie ma być ze zdobyciem władzy. Jarosław Kaczyński od lat nakłaniał swoich posłów do objazdu powiatów, a partia w kolejnych kampaniach powtarzała hasło o „słuchaniu Polaków". Nie przynosiło to efektów, ale zaczyna się to zmieniać, bo rywale utrwalili wizerunek oderwanych od rzeczywistości.

Prezes PiS przez kilkadziesiąt lat uprawiania polityki wiele razy spadał na dno. Zawsze gdy wracał, zawdzięczał to wytrwałości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA