fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kongres Obywatelski

Duch miejsca

Tadeusz Bartoś
Rzeczpospolita
Jesteś taki, jaki dom miałeś w dzieciństwie; dusza żyjącego w brzydocie jest duszą przepełnioną brzydotą. Z tym dziedzictwem musimy się zmierzyć.

Tadeusz Bartoś

Przestrzeń tworzy człowieka, buduje ramy, w których odnajduje on siebie lub siebie zatraca. Specyficzna jest przestrzeń miejska. Oznacza zagęszczenie mieszkańców, widok raczej sąsiada, sklepu niż dalekiego pustego horyzontu. Gęsta zabudowa, z witrynami restauracji, kawiarni, sklepów wzdłuż ulicy wskazuje, że życie dzieje się na tej ulicy: obok siebie mieszkamy, żyjemy, pracujemy. Odmienny sposób bytowania wytwarzają blokowiska-noclegownie. Martwe w ciągu dnia, opustoszałe, wieczorami schowane za oknami i drzwiami mieszkań. Wyizolowane, niewspólne.

Rozmiary zabudowy mówią ci, kim jesteś. Wobec ogromu pustych przestrzeni, blokowisk – nieznajdujących kontrapunktu w wymiarach proporcjonalnych dla ludzkiego życia – jesteś nikim. Kolos, wielkie odległości versus małe budki spożywcze w okolicy. Nic pomiędzy, żadnego zapośredniczenia.

Przejście od prywatnego do prywatnego, od swojskiego do swojskiego, przez bezosobowe bezludzie placów, chodników, ulic. Nieludzki system, odzwyczajający od życia wedle ludzkich proporcji. To także jeden z wymiarów tworzących osobliwą pustkę duszy Polaka.

Istnieje od lat w naszej architekturze miejskiej skłonność do niebudowania miasta na podstawie tradycyjnego miejskiego planu, a więc klasycznych ciągów kamienic z funkcjami usługowymi na parterze. Jakby nie było zapotrzebowania na życie miejskie ludzi w mieście. Zresztą trudno dociec, co tu jest przyczyną, a co skutkiem.

Miejsce ma swój klimat, wyczuwalny instynktownie, pierwotnie, przedanalitycznie. Gdy staniemy pośrodku gotyckiego kościoła, nic nie musimy robić, coś samo w nas się zmienia, przestrzeń zaczyna oddziaływać. Zbudowanie klimatu miejsca, zdefiniowanie, jaki to ma być klimat – to powinno być punktem wyjścia architektonicznej roboty.

Trzeba, by architekci pomyśleli o rzeczach dotychczas zaniedbywanych. Czy istnieje coś takiego jak genius loci, czy możliwe jest coś, co Francuzi nazywają coup de c?ur (zauroczenie?) w spotkaniu z domem, placem, uliczką? I jak to się robi? Jacy mieliby stać się ludzie odmienieni wpływem miejskiego otoczenia? Być może należałoby w myśleniu o przestrzeni miejskiej powrócić do archaicznego pojęcia piękna albo wręcz odgrzebać regułę złotego podziału?

Nie ma jednak pewności, czy sprostają naszym oczekiwaniom architekci, dzięki którym (przed tą odpowiedzialnością się nie uchylą) znacząca część populacji Polaków rodzi się, żyje i umiera w brzydocie, nie odczuwając przy tym specjalnego dyskomfortu.

Autor jest filozofem i teologiem, profesorem Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA