fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Bankowcy poza rzeczywistością

Waldemar Grzegorczyk
Fotorzepa/Waldemar Kompała
Przedstawiona w środę propozycja bankowców dla osób spłacających kredyty hipoteczne we frankach budzi niedowierzanie.

W sytuacji gdy inwestorzy sprzedają ich akcje na giełdzie w obawie, że Andrzej Duda spełni swoją obietnicę z kampanii wyborczej i doprowadzi do przewalutowania tych zobowiązań po kursie z dnia zaciągnięcia, prezentują oni pomysł, który w zasadzie przynosi korzyści wyłącznie im.

Owszem, utworzenie funduszu, z którego osoby spłacające kredyty mieszkaniowe (nie tylko we frankach), znajdujące się w szczególnie trudnej sytuacji życiowej, mogłyby dostawać przez rok pieniądze na spłatę raty, jest całkiem sensowne. Taka przejściowa pomoc z pewnością może się przydać wielu kredytobiorcom. Tyle tylko, że poza całkiem szczególnymi przypadkami, otrzymane z funduszu środki trzeba będzie zwrócić. Całe działanie banków sprowadzi się więc do tego, że pożyczą swoim klientom pieniądze po to, żeby ci oddali im je w formie raty, na którą w przeciwnym wypadku nie mieliby środków.

Druga część propozycji, ta związana z przewalutowaniem kredytów, jest zdecydowanie dziwniejsza. Niewielka dopłata do raty w przypadku skoku notowań franka powyżej 5 zł w zamian za zobowiązanie się do zamiany zobowiązania na złote, jeśli kurs szwajcarskiej waluty spadnie do poziomu 3 zł (takiego poziomu nie ustalono, ale o nim się mówi), to absolutne kuriozum. Tak naprawdę oznacza zawarcie swego rodzaju opcji walutowej. W sytuacji gdyby nagle doszło do spadku notowań franka poniżej tego poziomu, chroni ona banki przed zmniejszeniem wpływów z rat od spłacanych kredytów, a jednocześnie pozbawia klientów korzyści z osłabienia franka.

Trudno się dziwić, że nadzór finansowy, którego szef wcześniej przedstawił pomysł systemowego rozwiązania problemu, od razu ostro skrytykował banki i zagroził im podjęciem prac nad rozwiązaniem ustawowym. Przy czym słusznie zwrócił uwagę na „zmieniający się klimat regulacyjny". Prawdopodobnie miał na myśli dokładnie to samo, czym kierują się inwestorzy sprzedający właśnie akcje instytucji kredytowych. Czyżby tylko właściciele banków i powołane przez nich zarządy nie dostrzegli, że znaleźli się w sytuacji, kiedy chciwość wcale nie jest dobra?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA