fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauka

Prosecco Ca’ del Sole

Materiały prasowe
„Święty Antoni, święty Antoni, Serce zgubiłam pod miedzą. Oj, co to będzie, święty Antoni, Gdy się sąsiedzi dowiedzą" – śpiewała Hanka Ordonówna w piosence skomponowanej przez Henryka Warsa z tekstem Artura Marii Swinarskiego.

Ja zostawiłem swoje serce we Włoszech, ale chyba nie potrzebuję wstawiennictwa Fernando Martinsa de Bulhoes, jak w cywilu nazywał się pochodzący z Portugalii wspomniany święty, by je odnaleźć. Zbyt wiele w Italii wspaniałych win i innych przysmaków, żeby z nich rezygnować. A sympatię do nich (a także do klimatu, zabytków czy też po prostu zakupów) podziela najwyraźniej wiele osób, gdyż Włochy są w trójce krajów najczęściej przez Polaków odwiedzanych.

Włoskich regionów winiarskich mamy okrągłe 20. W każdym z nich, od Veneto po najmniejszą Valle d'Aosta (znaną zapewne doskonale wszystkim narciarzom), znajdziemy coś ciekawego. My jednak zatrzymamy się dziś właśnie w Veneto (czyli po polsku – w Wenecji Euganejskiej), skąd pochodzi niemal jedna piąta włoskich win. Tu przyjeżdżamy, by w Wenecji popływać gondolą lub na podwórzu pałacu na via Capello w Weronie dotknąć piersi posągu Julii Capuletti (co podobno ma przynieść szczęście w miłości).

W Veneto sycimy oczy widokiem turkusowych wód największego włoskiego jeziora Garda albo w Padwie, pod okiem naszego znajomego św. Antoniego Padewskiego, przechadzamy się ścieżkami jednego z najstarszych na świecie ogrodów botanicznych.

Winem, które od razu przychodzi na myśl w związku z Veneto i jego częścią – Valpolicellą – jest amarone. Wielkie, obezwładniające i onieśmielające, a jednak łaskawe dla śmiałków, którzy odważą się go spróbować. Wino na serio, dla wyrobionego podniebienia. Aspirujący, pełni entuzjazmu i zapału nowicjusze muszą niestety dorosnąć, by w pełni je zrozumieć i docenić. Ale warto czekać! Jednak Veneto i Valpolicella to nie tylko amarone, ale także ripasso oraz valpolicella – w wersji superiore bądź classico. Z białych win na pewno warte grzechu jest słomkowe, delikatne w kolorze, ale bogate w treści, rześkie soave, którego podstawę stanowią winogrona garganega. To wszystko?

Nie, bo Wenecja Euganejska to również ojczyzna wina prosecco. To właśnie tu uprawia się białą odmianę prosecco, a raczej glerę – jak od 2009 roku każe nazywać ten szczep Unia Europejska – z której rodzi się bezpretensjonalny, lekki i delikatny jak mgiełka trunek.

Uważa się, że najlepsze okazy prosecco powstają w 100 proc. z odmiany glera, ale możliwy jest również nieduży dodatek pinot blanc i pinot grigio. Prosecco ma jasnożółty kolor z zielonymi refleksami. Musowanie zawdzięcza tak zwanej metodzie Charmata (Charmata – Martinottiego, jak z uporem zaznaczają Włosi, bo choć Francuz spopularyzował, to Włoch opracował ten sposób produkcji). Od szampańskiej (klasycznej) różni ją to, że wtórna fermentacja ma miejsce nie w butelkach, ale w hermetycznych zbiornikach po dodaniu do wina mieszanki cukru i drożdży. Dwutlenek węgla, który powstaje przy tej okazji, zapewnia prosecco jego przyjemny „gazik".

Spośród wielu wybornych okazów prosecco wybrałem dziś Prosecco D. O. C. Treviso Extradry sygnowane przez Ca' del Sole. Winogrona, z których jest produkowane, rosną w winnicach rejonu między miejscowościami Conegliano i Valdobbiadene, uznawanego za modelowy dla prosecco. Subtelny kwiatowo-owocowy aromat i przyjemny delikatnie wytrawny, mineralny smak zamknięte są w bardzo eleganckiej (jak to na włoski design przystało) butelce. Liczę więc, że kieliszek dobrze oziębionego Prosecco D. O. C. Treviso Extradry będzie idealnym początkiem waszych wielu udanych towarzyskich spotkań.

Jerzy Mazgaj, prezes zarządu delikatesów Alma, miłośnik cygar, dobrych trunków i wybornej kuchni

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA