fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Filip Memches: Mit neutralności

Fotorzepa/Magda Starowieyska
Prezydencka kampania wyborcza nie sprzyja zdystansowanemu patrzeniu na politykę.

Debaty kandydatów wywołują emocje, a te – jak wiadomo – nie mają nic wspólnego ze spokojną refleksją. Bez niej jednak pozostaje nam stoczyć się w odmęty populistycznego barbarzyństwa.

Warto więc sięgnąć po najnowsze wydanie „Christianitas". Możemy w nim przeczytać m.in. kilka tekstów o tym, jak nowomowa współczesnego świata wdziera się do Kościoła i powoduje, że katolicy zaczynają myśleć „neutralnymi światopoglądowo" kategoriami.

Czy oznacza to, że między Kościołem a współczesnym światem zawiązuje się szczery dialog? W wielu przypadkach nie, czego przykład mamy w obecnej kampanii. Jeden z czołowych pretendentów do prezydentury deklaruje się jako katolik, ale – wbrew stanowisku Kościoła – popiera in vitro, ponieważ według badań sondażowych większość Polaków akceptuje tę metodę poczęć.

Na to zjawisko warto patrzeć znacznie szerzej, ponieważ „neutralizacja światopoglądowa" przestrzeni publicznej jest zjawiskiem, z którym liberalna demokracja zmaga się przez cały XX wiek. A jeśli już poruszamy tę kwestię, to „Christianitas" publikuje fragment książki zmarłego w 1978 r. wybitnego francuskiego filozofa Étienne'a Gilsona. Pisze on: „Pod płaszczykiem neutralności [państwo] chce faktycznie zniewolić całego człowieka. Obejmując to, co duchowe, razem z doczesnym, przypisuje sobie prawa, których nie posiada, sięgające aż do naszego sposobu myślenia, odczuwania, a nawet oddawania czci".

Przesada? Być może. Chociaż trudno nie zauważyć, że kiedy w Polsce Kościół krytykuje establishment polityczny za uleganie liberalnym dogmatom, to traktowany jest jak intruz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA