fbTrack

Sport

Ludzie – króliki doświadczalne w walce z dopingiem

Lance Armstrong
AFP
Przez miesiąc ośmiu sportowców pod kontrolą lekarzy brało zabronione środki. Wniosek? Główny antydopingowy oręż, paszport biologiczny, jest do wymiany.

Na potrzeby reportażu telewizyjnego (France 2) akcję przeprowadził lekarz Pierre Sallet, szef programu „Sportowcy dla przejrzystości" (jako jeden z pierwszych twierdził, że Lance Armstrong stosuje doping). Zgodę na eksperyment wydała Światowa Agencja Antydopingowa (WADA).

Zawodnicy pod kontrolą lekarzy otrzymywali niewielkie ilości EPO, hormonu wzrostu i kortykoidów. Poddawani byli też transfuzjom krwi. Równocześnie badano ich wyniki sportowe.

– Stali się królikami doświadczalnymi po to, by walczyć z dopingiem. To jest jak crash-test, po to, by w przyszłości zapewnić nam bezpieczeństwo – tłumaczył Sallet.

„Mikrodawki i maksiefekty" – tak wyniki eksperymentu podsumował autor reportażu. Jeden z maratończyków na treningowym odcinku 24 kilometrów poprawił się o 10 minut. Nie czuł się bardziej zmęczony. Pojawiły się jednak pewne niedogodności. Nad ranem czuł się dziwnie, a w pracy – co zauważyli jego koledzy – zrobił się bardziej agresywny.

Lekkoatlecie, który biegał na 3000 m, zmierzono czas o 31 sekund lepszy! „Oznacza to, że 41. zawodnik na listach światowych w zaledwie trzy tygodnie może się znaleźć na pierwszym miejscu" – podkreślał narrator w telewizyjnym materiale. – To jest nieludzkie, a braliśmy tylko mikroskopijne dawki – podsumowuje akcję jeden ze sportowców.

U każdego z badanych lekarze odnotowali poprawę wyników, ale najbardziej zaskakujące wnioski dotyczyły paszportu biologicznego. Ten „antydopingowy dokument", wprowadzony najpierw w kolarstwie, a potem w lekkiej atletyce, pływaniu i sportach zimowych, miał być skuteczną odpowiedzią na stosowanie dopingu.

Dane z paszportu miały pozwolić na odnotowanie wszelkich anomalii zachodzące w organizmie w wyniku stosowania niedozwolonych środków i sportowiec mógł być ukarany, nawet jeśli nie wykryto dopingu podczas badań laboratoryjnych.

Z reportażu wynika jednak, że u wszystkich dopingowanych sportowców ich dane z paszportu pozostały w normie.

– Spowodowane jest to tym, że brali małe, ale dające wymierny efekt dawki zakazanych środków. Konkluzja jest taka, że paszport biologiczny musi się zmienić, żeby oszuści przestali czuć się bezkarni – podsumowuje materiał jego autor. Jednym słowem, paszporty biologiczne nadają się do wymiany.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL
Pozostało 5 z 6 darmowych artykułów. Chcesz czytać więcej bez ograniczeń? Uzyskaj dostęp do naszych treści.
Zobacz ofertę