fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Nowości DVD poleca Barbara Hollender

Barbara Hollender
Fotorzepa/ Ryszard Waniek
Trzy filmy, które nadają się na majowy weekend.

„Wolny strzelec" Dana Gilroya to mocne współczesne kino, którego głównymi bohaterami są dzisiejsze media i Los Angeles. Woodego Allena nie trzeba specjalnie polecać: każdy jego film trzyma poziom, a jak jeszcze w tle są krajobrazy Lazurowego Wybrzeża... No i trzecia część trylogii o Hobbicie: Peter Jackson filmuje bitwę aż pięciu armii.

„Wolny strzelec", reż. Dan Gilroy
Monolith Video

„Jest krew, jest news" — twierdzi wydawca wiadomości. Chce dostawać materiały, które ludzie „obejrzą przy śniadaniu i będą o nich rozmawiać cały dzień". Lou Bloom nie jest zawodowym dziennikarzem. Ale chce nim być. Drobny złodziejaszek, typowy „nikt", kupuje kamerę i jest gotowy zrobić wszystko, żeby dostarczyć mediowej korporacji newsy. Nocą przemierza Los Angeles. Wchodzi na radiowe częstotliwości policji i jest wszędzie, gdzie coś się dzieje. Filmuje bójki, zjawia się w miejscach zbrodni. Takich jak on jest wielu, ale on jest najlepszy: nie ma żadnych skrupułów. Pod koniec lat 90. rozgorzała dyskusja o etyce dziennikarskiej, gdy w „Chłodnym okiem" Haskell Wexler sportretował reportera telewizyjnego przygotowującego realistyczne materiały z murzyńskiego getta. Dzisiaj już dyskusji nie ma. Sfilmowanie „chłodnym okiem" wypadku nie wystarcza. Lou Boom przyciska guzik kamery, gdy widzi konającego człowieka i przenosi zwłoki w inne miejsce, gdzie lepiej wyjdzie materiał. Recenzenci zarzucali Danowi Gilroyowi, że nie uniknął klisz. I pewnie to prawda. Ale trzeba przyznać, że film robi wrażenie. Także dzięki świetnemu Jake'owi Gyllenhaalowi, który Blooma zagrał brawurowo.

„Magia w blasku księżyca", reż. Woody Allen
Kino Świat

Woody Allen po wyprawach do Londynu, Barcelony i Paryża trafił na francuską Rivierę. Jego „Magia w blasku księżyca" z Emmą Stone i Colinem Firthem to historia brytyjskiego iluzjonisty, który we Francji w 1920 roku próbuje zdemaskować pewną hochsztaplerkę — młodą Amerykankę, która organizując seanse spirytystyczne owinęła sobie wokół palca bogacza z Lazurowego Wybrzeża. Niestety, oszustka jest wyjątkowo ładna. Nie jest to szczytowe osiągnięcie Allena, ale twórca „Manhattanu" i tak poniżej dość wysoko ustawionej poprzeczki nie schodzi, zabarwiając film odrobiną swojego sceptycyzmu i humoru. Do tego kostium lat 20. poprzedniego wieku, świetni aktorzy, morze, niebieskie niebo — można sympatycznie spędzić 1,5 godziny.

„Hobbit. Bitwa Pięciu Armii", reż. Peter Jackson
Galapagos Films

Trzecia część trylogii „Hobbit", nakręconej według kultowej powieści J.R.R. Tolkiena z 1937 roku. Krasnoludy z Ereboru odzyskują ojczyznę i bogactwa swoich przodków, ale ściągają na siebie gniew smoka Smauga, który atakuje Miasto na Jeziorze. Z kolei władca ciemności Sauron wysyła legiony orków na Samotną Górę. Ludzie, krasnoludy i elfy muszą zdecydować, czy połączyć swoje siły. Peter Jackson doprowadza różne wątki trylogii do finału. Przede wszystkim jednak bawi się kinem. I bawi widza, zwłaszcza taki scenami jak bieganie po spadających kamieniach, skok armii Elfów nad Krasnoludami. Połowę filmu zajmuje bitwa, w której Jackson stale wyławia losy różnych bohaterów, podprowadzając je do miejsca, gdzie może się już zacząć nakręcony wcześniej „Władca pierścieni". Przyznaję, to nie jest moje kino, ale dla wielbicieli Tolkiena i Jacksona ukazanie się tego filmu na płytach DVD i Blu-raya jest świętem.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA