fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Napieralski wraca do walki o SLD

Grzegorz Napieralski przypomina, że on za krytyczne wypowiedzi Leszka Millera nie karał
Fotorzepa/Danuta Matloch
Były lider lewicy walczy o swój byt w partii. Nie przeszkadza mu to budować struktur nowej formacji.

Skazany na partyjną banicję Grzegorz Napieralski nie składa broni. W poniedziałek wniósł odwołanie od wyroku, który zakazuje mu pełnienia jakichkolwiek funkcji w SLD przez trzy lata.

– Ten wyrok to kneblowanie mi ust. Oznacza, że przez trzy lata praktycznie nie mógłbym nic zrobić, nawet zostać delegatem na konwencję. A tam toczą się debaty programowe – tłumaczy powody swojej decyzji Napieralski. I dodaje, że chce walczyć o swój pełnoprawny byt w SLD.

Z odwołania, którego treść poznała „Rzeczpospolita", wynika, że Napieralski przyjął dwutorową linię obrony.

Z jednej strony wskazuje na towarzyszące jego styczniowemu zawieszeniu i marcowemu procesowi łamanie przepisów statutu SLD, ustawy o partiach politycznych, a nawet konstytucji. Napieralski twierdzi też, że skazanie go za nawoływanie do zmiany nazwy, logo, programu czy też liderów partii jest absurdalne.

– Od momentu istnienia SLD partia dokonywała zmian zarówno w zakresie logo, programu, jak i liderów. Leszek Miller piastuje swoje stanowisko właśnie w wyniku takiej zmiany – tłumaczy nam były lider Sojuszu.

W swoim odwołaniu Napieralski wytyka też, że na podstawie stawianych mu zarzutów ukarać można także lidera partii Leszka Millera. – On również wypowiadał się krytycznie o wyborczych wynikach SLD – podkreśla.

„Nie ma sensu szminkować rzeczywistości. 8 procent w wyborach to dotkliwa porażka. To nie tylko wynik ograniczający pole politycznego działania, ale i mocno ambarasujący. Wynik, który wpędza nas w żenujące dyskusje, naraża na kpiny i jadowite uwagi" – przytacza wypowiedź Millera po wyborach parlamentarnych w 2011 r., kiedy to właśnie Napieralski kierował partią. I przypomina, że obecny szef za te słowa nie był karany.

Ataków na Millera w odwołaniu jest więcej. „Pragnę zaznaczyć, że to nie ja proponowałem Ryszarda Kalisza, surowego recenzenta władz krajowych SLD od lat, na kandydata SLD na prezydenta RP po uprzednim wyrzuceniu go z partii. I nie ja przyjmowałem do Klubu SLD posłów Ruchu Palikota, który budował przez lata swoją polityczną tożsamość na negacji Sojuszu. To dzieło Leszka Millera" – pisze były lider partii. To odpowiedź na oskarżenia o współpracę z ludźmi, którzy krytycznie odnosili się do SLD.

Powrót do walki o przywrócenie pełni praw w SLD nie oznacza, że Napieralski zaprzestał budowy nowej siły na lewicy. Z informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że wypchnięty na partyjny margines polityk kontynuuje budowę struktur.

– Jest ostatnio bardzo aktywny, jeździ po regionach i spotyka się z ludźmi, którzy deklarują poparcie dla idei nowego ugrupowania – mówi nam osoba z bliskiego kręgu Napieralskiego.

Kogo były lider SLD chciałby włączyć w budowę nowego środowiska? Nasi informatorzy twierdzą, że spotyka się z kojarzonymi z lewicą prezydentami miast – włodarzem Słupska Robertem Biedroniem i rządzącym Głogowem Rafałem Rokaszewiczem.

– Zwłaszcza Biedroń jest bardzo zainteresowany nową inicjatywą. Otwarcie mówił w mediach, że nam kibicuje – mówi nasz informator.

Stronnicy Napieralskiego przekonują, że kwiecień to miesiąc pracy u podstaw. Prawdziwa ofensywa ma się zacząć po wyborach prezydenckich. – Zwłaszcza że obecne sondaże nie dają Ogórek większych szans. Jej słaby wynik może pogrzebać SLD – przekonuje nas jeden z nich.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA