fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Nie drażnić niedźwiedzia

Dla niemieckich elit głównym partnerem jest Rosja, ten odwieczny przyjaciel i sojusznik, którego się kocha i nienawidzi zarazem – pisze publicystka
Czy Rosja ma prawo ingerować w wewnętrzne sprawy sojuszu północnoatlantyckiego i współdecydować o jego rozszerzeniu? Wydawałoby się oczywiste, że takiego prawa nie ma. Jednak po raz kolejny okazało się, że jest wręcz przeciwnie – Rosja ma głos decydujący, a jej wpływ na starą Europę jest wręcz przerażający.
Media zachodnioeuropejskie, a niemieckie w szczególności, wyrażały wczoraj zadowolenie ze sprzeciwu czołowych krajów wobec objęcia Ukrainy i Gruzji MAP, czyli planem otwarcia dla nich drogi do integracji z NATO. Satysfakcja niemieckich mediów była tym większa, że głównym hamulcowym tego procesu okazała się kanclerz RFN Angela Merkel, pokazująca w ten sposób, że Niemcy są prawdziwym mocarstwem europejskim, z którego zdaniem muszą się liczyć pozostali partnerzy.
Drugą przyczyną satysfakcji niemieckich gazet jest – ich zdaniem – totalna klęska planów prezydenta Busha. Lewicowa gazeta „Süddeutsche Zeitung” napisała m. in., że Bush, wspierając natowskie aspiracje Ukrainy i Gruzji, kierował się „egoistycznym życzeniem, by po raz ostatni ponieść w świat przesłanie demokracji i wolności”. Te słowa dowodzą, że w Europie wspieranie demokracji i wolności przeszło już do historii, aktualne jest wspieranie własnych i grupowych interesów kosztem interesów innych narodów, nienależących do klubu wybrańców. Komentarze niemieckich gazet są przepełnione hipokryzją, która w pełni wpisuje się w uprawiany w polityce Zachodu styl poprawności politycznej.
„Süddeutsche Zeitung” napisała, że Bush, ciągnąc Ukrainę i Gruzję do NATO, kieruje się „egoistycznym życzeniem, by po raz ostatni ponieść w świat przesłanie demokracji i wolności”
Liberalna „Frankfurter Allgemeine Zeitung” zaapelowała o oddramatyzowanie sprawy rozszerzenia NATO, zauważając, że żadne państwo trzecie, w tym Rosja, nie może mieć prawa weta w tych sprawach, ale „NATO i jego członkowie mają również interesy, które wymagają gotowości do współpracy ze strony Rosji. Takie podejście nie jest wyrazem chęci ugłaskania Rosji”. Chodzi o to, żeby tak zaplanować rytm rozszerzenia, by nikt nie odniósł wrażenia, że „Rosja mogłaby go narzucać”. Za to „Berliner Morgenpost” mówi wprost: Niemcy i Francja nie chcą drażnić „rosyjskiego niedźwiedzia”.
Aby hipokryzji stało się zadość, niemieckie gazety wskazują na niedostateczne przygotowanie Ukrainy i Gruzji do uczestnictwa w NATO. Brak tam stabilizacji, demokracji i zgody społecznej. Gdyby odczytywać owe komentarze jako odbicie intencji niemieckiego rządu, należałoby streścić je następująco: nasz zachodni sąsiad ma wielkomocarstwowe ambicje, chce odgrywać na naszym kontynencie i w świecie rolę autorytetu politycznego, a nawet moralnego.
Antyamerykanizm dominuje nie tylko w mediach, ale i w kołach politycznych Berlina, mimo starań o ocieplenie stosunków z Waszyngtonem. Dla niemieckich elit najbardziej liczącym się partnerem jest Rosja, ten odwieczny przyjaciel i sojusznik, którego się kocha i nienawidzi zarazem. Przyjaźni tej towarzyszy pogarda dla krajów biedniejszych i mniejszych, które nie potrafią lub boją się walczyć o swoje interesy.
Niemcy boją się gniewu Rosji, bo są uzależnione od dostaw Gazpromu. W rządzie RFN wicekanclerzem i szefem MSZ jest Frank-Walter Steinmeier, poplecznik Schrödera, obecnie urzędnika Gazpromu, czyniący wszystko, żeby przypodobać się Rosji. Zadziwia naiwność, z jaką stara Europa liczy na zmianę kursu na Kremlu po objęciu prezydentury przez Miedwiediewa. Kiedyś liczyła na Andropowa, potem na Gorbaczowa i Jelcyna. Najmniej na siebie. Gdyby USA wystąpiły z NATO i zaczęły uprawiać politykę izolacjonizmu, Europa musiałaby ogłosić kapitulację. Nie tylko przed Rosją.
Autorka, wieloletnia korespondentka w Niemczech, jest publicystką współpracującą m.in. z tygodnikiem „Wprost”
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA