fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Moralność jest sexy

Rzeczpospolita
Warszawski przegląd pokazał, że mamy kolejnego zdolnego inscenizatora. Rewelacją były spektakle „Kartoteka” i „Wałęsa”, porażką – „Wesele”. Reżyser przewietrzył klasykę. W czasach gdy w teatrze króluje reportaż – walczy z realizmem.
Lech Wałęsa u Michała Zadary nie ma Matki Boskiej w klapie marynarki ani charakterystycznych wąsów przewodniczącego – nie przypomina go ani na jotę! Wygląda jak współczesny inteligent. W dodatku śpiewa piosenkę „New Year’s Day”, o własnym internowaniu i rozstaniu z żoną Danutą, skomponowaną na początku lat 80. przez grupę U2.
Czy to jakiś porąbany sceniczny komiks? Cóż to za ostentacyjne mijanie się z prawdą historyczną?! Dla reżysera najważniejsze jest jednak to, że jego bohater działa tak, jak Wałęsa mógłby postępować, gdyby dziś tworzył „Solidarność”. Bo przeszłość może mieć znaczenie dla nowych pokoleń tylko wtedy, jeśli pomaga rozwiązać problemy współczesności i przyszłości.
Równie ważna jest wiara w siłę ludzkiego ducha. Jeśli maltretowany przez Rosjan ksiądz Marek z poematu dramatycznego Słowackiego może pokonać dziesiątki rosyjskich jegrów, to nie jest wcale fantazja autora, tylko dowód moralnej przewagi bohatera. Wiara czyni cuda w życiu, a nie w teatrze.
Ponieważ potęgi wiary, ale i artystycznej kreacji, nie da się pojąć ani też pokazać w kategoriach realizmu – młody reżyser robi wszystko, by wyrugować ze sceny udawanie, psychologizm.
W „Księdzu Marku” zamordowany mężczyzna zastanawia się, jak bliscy zareagują na jego śmierć. A potem wstaje, otrzepuje ubranie i schodzi za kulisy. Aktorzy Zadary na oczach widzów zmieniają kostiumy, a kiedy palą papierosy – zaciągają się mocno, lecz na niby – nie dymem, ale powietrzem. Teatr nie jest telenowelą!
Myślę, że Zadarze udało się stworzyć nową jakość w polskim teatrze, ponieważ ma inną biografię niż Krzysztof Warlikowski i Grzegorz Jarzyna. W przeciwieństwie do nich nie przeżył fascynacji zachodnią kulturą, nie szukał miejsca w Europie i Ameryce. Studiując w Stanach Zjednoczonych, poznał mechanizmy kapitalizmu w jego czystej, rozwiniętej postaci. Uciekł z ojczyzny globalnej gospodarki do kraju, gdzie wolny rynek nie zdusił jeszcze do końca wiary w wartości pozamaterialne. W nas się jeszcze kołacze przesłanie Jana Pawła II, „Solidarności” i romantycznych wieszczów.
Nie znaczy to, że Zadara nie bywa sceptykiem. Nieudane „Wesele” zinterpretował jako pijatykę kiboli na wsi. „Odprawa posłów greckich” Kochanowskiego – epileptyczny, pulsujący elektronicznymi rytmami dance macabre – przedstawia koniec złudzeń o idealnej demokracji, egoistycznych polityków i gmatwaninę sąsiedzkich porachunków. „Wałęsa” uzmysławia, że stajemy się zakładnikami globalnych korporacji, usidlonymi wieloletnimi pożyczkami, gdy związki zawodowe są skorumpowane, a większość mediów tworzy wirtualny świat jak w reklamie. W groteskowej scenie kulinarnego show reżyser pokazał, że 21 postulatów „Solidarności” już dawno trafiło do śmietnika, a legendarny stoczniowy styropian został zlicytowany na aukcji.
Jednak w przeciwieństwie do starszych reżyserów, w tym Jana Klaty, nie ogranicza się do diagnozy kryzysu. Pokazuje przewodniczącego „Solidarności” nie po to, by odtwarzać historię, lecz by ją dalej zmieniać, byśmy nie myśleli, że nasz wybór ogranicza się do konsumenckiego pytania: „Géant czy Auchan?”.
„Wałęsa” Zadary zagrzewa wszystkich pokrzywdzonych do walki o godność i prawa, a pracowników sieci spożywczej, którzy zarabiają 800 złotych, przekonuje, że „nie ma wolności bez strajku”.
O młodym reżyserze można też powiedzieć słowami Żeromskiego, że rozdrapuje świeżo zabliźnione rany, by nie zarosły błoną podłości. Najlepszym przykładem jest „Ksiądz Marek”. Słowacki opowiedział historię konfederata barskiego Kosakowskiego, który zgrzeszył pychą, sprzeniewierzył pieniądze i nie zawahał się dla nich zamordować rabina, jednocześnie uwodząc jego córkę Judytę. Zadara gra dramat o wojnie budzącej demony antysemityzmu. To ważny głos we wciąż powracającej dyskusji o skomplikowanych relacjach polsko-żydowskich.
Prawdziwym bohaterem jest tytułowy męczennik karmelita. To superman z kina akcji przypominający jednocześnie Popiełuszkę i młodego Wojtyłę, który nigdy nie zapomniał o żydowskich przyjaciołach sprzed wojny. Ksiądz Marek Zadary dzięki wierze i miłości przeżywa swoją śmierć, okazuje się od niej silniejszy. A młoda widownia widzi, że moralność i tolerancja są sexy.
Oglądając niektóre przedstawienia Zadary, można odnieść wrażenie, że potrafi robić teatr, mając do dyspozycji tylko aktorów i kawałek sceny. Mistrzostwem jest „Kartoteka”. Różewicz stworzył ją przed laty jako manifest teatru otwartego. Młody reżyser otworzył go jeszcze bardziej i przewietrzył.
Historia dla Zadary ma znaczenie, jeśli pomaga rozwiązać problemy współczesności i przyszłości
Rozwinął doświadczenia hap-peningu, stworzył widowisko w obecności widzów i między nimi, z symultanicznie granymi, improwizowanymi scenami. Z wielką poezją o zwykłych ludzkich sprawach, historii i miłości. Dawno na żadnym spektaklu nie czułem takiej radości, swobody, wyzwolenia.
Aktorstwo u Zadary – z wyjątkiem granego naturalistycznie „Wesela” – zawsze jest energetyczne, choć bywa szorstkie, proste, pisane grubą kreską emocji. Są też kreacje. Jan Peszek, który jest zawsze tam, gdzie dzieje się coś nowego, stworzył ją w „Kartotece”. Nie gra, nie oszukuje, ale dzięki niemu doświadczamy różewiczowskiej poezji w namacalny sposób, wszystkimi zmysłami. A kiedy mówi, że ma poczucie winy z powodu klaskania politykom, nie chodzi już o Bolesława Bieruta, Władysława Gomułkę czy Edwarda Gierka. Po 1989 roku my też sporo się naklaskaliśmy. I także o tym jest teatralna kartoteka polskich grzechów Michała Zadary.
Od 29.03 do 2.04 trwał w stolicy festiwal zadara.pl. Reżyser (ur. 1976) studiował w USA nauki polityczne i oceanografię. Pracował jako asystent public relations, stolarz, informatyk. W 2001 r. rozpoczął studia na PWST w Krakowie. Specjalizuje się w klasyce polskiej. Wystawił „Odprawę posłów greckich”, „Księdza Marka”, „Wesele”, „Operetkę” i „Kartotekę”. Inscenizował współczesne polskie sztuki: „From Poland with Love” i „Wałęsa”. Laureat Paszportu „Polityki”. Wkrótce pokaże „Kartotekę” w Moskwie. Będzie reżyserował w Jerozolimie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA