fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Samobójczy festiwal - podsumowanie 14. kolejki ekstraklasy

Warto było poczekać – Francuz Olivier Kapo wreszcie błyszczy? w Koronie. Świetny mecz i remis Śląska z Lechem we Wrocławiu.
Ze stryczka zerwała się Korona, a jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że zespół prowadzony przez Ryszarda Tarasiewicza jest murowanym kandydatem do spadku. W piątkowym kuriozalnym meczu zespół z Kielc pokonał u siebie Wisłę Kraków 3:2 i zyskał czas na głębszy oddech.
To już trzeci z rzędu mecz Korony bez porażki. Jak na drużynę, która na pierwsze zwycięstwo musiała czekać aż do ósmej kolejki, to wynik więcej niż przyzwoity. Oczywiście obecna seria nie oznacza, że Korona może już spokojnie patrzeć w przyszłość i przestać obawiać się spadku, ale wygląda, że w Kielcach pożar dogasa.
Tym większe słowa pochwały należą się działaczom, którzy wytrzymali ciśnienie i nie zwolnili trenera Tarasiewicza – a przecież oba kluby będące w tabeli jeszcze niżej (Ruch i Zawisza) szkoleniowców w trakcie sezonu wymieniły.
W piątek Korona miała mnóstwo szczęścia, a takiego festiwalu samobójczych bramek, jaki widzieliśmy w Kielcach, nie było w naszej lidze już dawno. Najpierw na strzał z dystansu zdecydował się Kyryło Petrow, a piłka po drodze odbiła się od głowy Arkadiusza Głowackiego i zmyliła stojącego w bramce Wisły Michała Buchalika. Ten gol w protokole został jednak zapisany na konto Ukraińca. Podobnie jak wyrównująca bramka, którą zdobył Łukasz Burliga, ale po jego strzale głową piłka odbiła się od Petrowa.
Przy kolejnych dwóch golach wątpliwości już nie było. Najpierw samobója strzelił węgierski stoper Wisły – Richard Guzmics, a następnie na 2:2 trafił do swojej bramki Radek Dejmek, który zupełnie nie dogadał się z bramkarzem Vytuasem Cerniauskasem. Na szczęście przynajmniej decydującą o zwycięstwie Korony bramkę zdobył jej napastnik Olivier Kapo.

Tym razem ?się udało

Gdy już w trakcie sezonu urodzony w Abidżanie Francuz podpisał umowę z kieleckim klubem, wielu wątpiło w powodzenie tego przedsięwzięcia. Ostatnim piłkarzem, który z tak bogatym CV pojawił się w naszej ekstraklasie, był Danijel Ljuboja.
Serb jednak przechodził do walczącej o mistrzostwo Legii, a Kapo, wychowanek Auxerre, dziewięciokrotny reprezentant Francji, w przeszłości zawodnik Juventusu Turyn, podpisał kontrakt ze słabeuszem ligi. To nie miało prawa się udać, a gdy jeszcze Tarasiewicz niespecjalnie kwapił się do korzystania z jego pomocy, przyjście Kapo zostało uznane za niewypał.
Tymczasem po przerwie na mecze reprezentacji napastnik nie tylko zaczął wychodzić na boisko w podstawowym składzie, ale też strzelać bramki. Na razie dwie, ale wygląda na to, że ze zdobywcy Pucharu Konfederacji 2003 jeszcze w Koronie będą mieć pociechę.
To nie pierwsze podejście Korony do piłkarza o znanym nazwisku. Dwa lata temu spróbowano eksperymentu ze sprowadzeniem byłego cudownego dziecka światowego futbolu – Nikona Jevtica, który zdążył nawet zmienić nazwisko na El Maestro. Jevtić miał być drugim Maradoną, ale nawet w Koronie nie był w stanie przebić się do pierwszego zespołu i jego przygoda z Kielcami skończyła się na pięciu spotkaniach w dogorywającej już wówczas Młodej Ekstraklasie.
Z pewnością już teraz można powiedzieć, że sprowadzenie Kapo okazało się znacznie lepszym pomysłem niż próba wskrzeszenia kariery Jevtica, który dziś gra w Blau-Weiß Hollabrunn – ostatniej drużynie w siódmej lidze Austrii.
Świetny mecz obejrzeli kibice we Wrocławiu (22 tysiące widzów – rekord frekwencji na Stadionie Miejskim w tej rundzie) – być może jeden z najlepszych w tym sezonie ekstraklasy, ale Śląsk tylko zremisował 1:1 z Lechem.
Bohaterem spotkania był bramkarz gospodarzy Mariusz Pawełek, który kibicom raczej kojarzy się z głupimi wpadkami, a nie takimi kapitalnymi interwencjami jak w niedzielę. Pawełek – szczególnie w pierwszej połowie – w fantastyczny sposób zatrzymywał ofensywnych graczy gości, chociaż pierwszy raz musiał wyjmować piłkę z siatki już w drugiej minucie po strzale Darko Jevtica.

Dobrzy do przerwy

Coś złego dzieje się z Lechem w drugich połowach meczów – zbyt często zawodnicy Macieja Skorży potrafią zaprzepaścić prowadzenie, które wypracowali do przerwy. Tak było i tym razem w meczu ze Śląskiem we Wrocławiu – najpierw w 70. minucie wyrównującego gola dla gospodarzy zdobył Mateusz Machaj (wychowanek Lecha), a chwilę później gościom sprzyjało szczęście, gdy uderzenie Krzysztofa Ostrowskiego zatrzymało się na poprzeczce. Śląsk jest od siedmiu meczów niepokonany, a na własnym stadionie ostatni raz przegrał jeszcze w poprzednim sezonie – 23 lutego (2:3 z Ruchem).
Jedenastej porażki w tym sezonie doznał Zawisza. Tym razem zespół prowadzony przez Mariusza Rumaka okazał się gorszy od Cracovii. Zima w Bydgoszczy może być sroga.

14. kolejka

Górnik Łęczna – Lechia Gdańsk ?1:1 (1:0).
Bramki – dla Górnika: P. Mraz (23); ?dla Lechii: A. Colak (50).
Żółte kartki: M. Makuszewski, ?M. Bougaidis (Lechia). ?Czerwona kartka: P. Mraz (81, Górnik).
Sędziował Tomasz Musiał (Kraków). Widzów 4 033.
Korona Kielce – Wisła Kraków ?3:2 (1:0).
Bramki – dla Korony: K. Petrow (33) ?R. Guzmics (61, samobójcza)., O. Kapo (85); ?dla Wisły: Ł. Burliga (55), ?R. Dejmek (78, samobójcza).
Żółte kartki: O. Kapo (Korona); ?M. Sadlok, W. D. Guerrier, ?Ł. Garguła (Wisła). ?Czerwona kartka: Ł. Burliga (73, Wisła).
Sędziował Paweł Raczkowski (Warszawa). Widzów 7 089.
Górnik Zabrze – Pogoń Szczecin ?1:1 (1:1)
Bramki – dla Górnika: M. Zachara (8); dla Pogoni: M. Matras (42).
Żółte kartki: A. Cerimagic (Górnik); ?Ł. Zwoliński (Pogoń). Czerwona kartka: B. Augustyn (73, Górnik).
Sędziował Bartosz Frankowski (Toruń). Widzów 3 000.
Śląsk Wrocław – Lech Poznań ?1:1 (0:1)
Bramki – dla Śląska: M. Machaj (70); ?dla Lecha: D. Jevtić (2).
Żółte kartki - Śląsk Wrocław: ?M. Pawełek, D. Paraiba (Śląsk); Ł. Trałka, T. Kędziora, L. Henriquez (Lech).
Sędziował Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Widzów: 22 687.
Cracovia – Zawisza Bydgoszcz ?1:0 (0:0)
Bramka: D. Rakels (56).
Żółte kartki: Mateusz Żytko, Marcin Budziński, Deniss Rakels (Cracovia); A. M. Pereira, Wagner (Zawisza).
Sędziował Jarosław Przybył (Kluczbork). Widzów 5 234.
Jutro mecze Podbeskidzie Bielsko-Biała – Piast Gliwice (18.00) i Jagiellonia Białystok – GKS Bełchatów (20.30).

I liga

Koniec złej passy Termaliki Bruk-Bet Nieciecza. Zespół prowadzony przez Piotra Mandrysza nie odniósł zwycięstwa od pięciu meczów. Jednak w spotkaniu 15. kolejki pokonał Drutex Bytovię 1:0, ma 31 punktów i pozostaje liderem. Tyle samo punktów ma drugie Zagłębie Lubin, które wygrało na wyjeździe 3:0 z Widzewem Łódź i przez chwilę cieszyło się ?z prowadzenia w tabeli. Dla drużyny z Łodzi była to dziewiąta porażka w tym sezonie.
Szansy na ucieczkę ze strefy spadkowej nie wykorzystał GKS Tychy. Przedostatni zespół tabeli przegrał u siebie 0:1 z Olimpią Grudziądz. Gospodarze zmarnowali dwa rzuty karne. Olimpia skorzystała z potknięcia Wisły Płock (1:1 z Chojniczanką) i awansowała na trzecie miejsce.
O dużym pechu mogą mówić piłkarze Dolcanu Ząbki. Do 88. minuty prowadzili 2:0 ze Stomilem Olsztyn. Mecz ostatecznie zakończył się remisem 2:2.     —mradz
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA