fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Jarzy Stuhr i Maciej Stuhr w Obywatelu

W pierwszym dniu festiwalowej rywalizacji debiutuje „Obywatel" ?Jerzego Stuhra.
materiały prasowe
W pierwszym dniu festiwalowej rywalizacji debiutuje „Obywatel" ?Jerzego Stuhra - pisze Barbara Hollender z Gdyni.
Ten artysta stale wadzi się z polskim losem. Jako aktor Jerzy Stuhr był wodzirejem z filmu Feliksa Falka i amatorem z obrazu Krzysztofa Kieślowskiego, jako reżyser opowiada o wyborach współczesnych Polaków, o ich moralności, o rachunku sumienia. Takie  były „Historie miłosne", „Tydzień z życia mężczyzny", „Pogoda na jutro". W „Korowodzie" próbował dotknąć szczególnie drażliwego tematu dekady potransformacyjnej – lustracji i rozliczania tajnych współpracowników SB. Teraz w „Obywatelu" opowiedział o sześciu dekadach w Polsce. Idąc śladami „Zezowatego szcześcia" Andrzeja Munka, zrobił film o współczesnym Piszczyku – człowieku miotanym przez historię, mimowolnie wplątanym w jej układy.
Październik 2014 roku. Wybory. Pod gmach telewizji podjeżdża limuzyna z prezydentem. Od budynku odrywa się potężna płyta. Przypadek? Próba zamachu na najważniejszą osobę w państwie? Nie wiadomo. Ale prezydent wychodzi z opresji bez szwanku, a płyta spada na Jana Bratka.
W następnej scenie widzimy go już na szpitalnym OIOM. Głowę ma w gipsie, w którym zrobiono tylko dziurki na oczy i usta. Ranny jest w stanie ciężkim, ale stabilnym. Lekarze podejrzewają, że cierpi na amnezję. Nic podobnego. Podłączony pod monitoring i kroplówki Bratek rozlicza się z własną przeszłością.
Zawsze był facetem nijakim, bez charakteru. Przeciętniakiem uzależnionym od matki i pozbawionym własnej opinii w najważniejszych sprawach. Ale w Polsce nawet takich „zwyczajnych obywateli" często wchłania życie polityczne. I Bratek, chcąc nie chcąc, wielokrotnie bywał wplątany w bieg wydarzeń. Pechowiec i oportunista, mimowolnie stawał się zarówno antybohaterem, jak i bohaterem. Takie to już było to jego zezowate szczęście.
Opowiadając o 60 latach polskiej historii, Stuhr nie przybiera tonu martyrologicznego. Jak Munk – choć mówi o nonsensach PRL, o polskim, często zakłamanym, katolicyzmie, o antysemityzmie, o słabościach zarówno władzy, jak i opozycji – zachowuje dystans, czasem wręcz drwi. Ma do tego prawo. Tym bardziej że nie odcina się od swojego „Piszczyka". Sięga do własnych wspomnień, próbując śmiechem i ironią rozładować napięcie. Jan Bratek ma zresztą w filmie twarz jego i Macieja Stuhra (ojciec gra starego bohatera, syn pojawia się w retrospekcjach).
I nawet jeśli chwilami ten film ma zbyt dużo kropek nad i oraz klisz, to jest znaczącym spojrzeniem na Polskę. Tę nową i tę, która niby już odeszła, ale wciąż jeszcze wegetuje w mentalności Polaków.
Z Polską niezmiennie wadzi się również Wojciech Smarzowski. O Złote Lwy walczy w tym roku jego „Pod Mocnym Aniołem" – znakomity, bardzo bolesny film o alkoholizmie. O pisarzu, który stale trafia na odwyk. Jeszcze jedna przypadłość wyniesiona z PRL? Reakcja na stres i porażkę? Słabość charakteru?
A na ile inne jest młode pokolenie? Z jakimi demonami walczy? W co wierzy? Te pytania zadaje Anna Kazejak w „Obietnicy". I mimo pewnych słabości scenariuszowych próbuje znaleźć na nie odpowiedź. A przynajmniej zmusza widza do myślenia.
Barbara Hollender
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA