fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mirski. Nemesis - felieton Wojciecha Stanisławskiego

Wojciech Stanisławski
Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała
Większość szlacheckich rodów korci, by przesunąć paciorki heraldycznych liczydeł jak najdalej wstecz i móc liczyć swój ród, jeśli się da, od Eneasza czy Sarmatów.
Dla koronnych, litewskich i moskiewskich splecionych koneksjami jak nitki mchu Mirskich byłoby to poniżej godności: XI-wieczny protoplasta Światopełk Izajasławicz, książę połocki, kijowski i turowski, i tak stawiał ich o pięć długości przed nuworyszami w rodzaju Rurykowiczów czy Jagiellonów.Dymitr Światopełk, czterdziesty któryś z rodu, syn liberalnego ministra spraw wewnętrznych Rosji w roku 1905, broni się przed ennui, jak może: pisze symbolistyczne sonety, studiuje filologię chińską, z cienkim oficerskim wąsikiem spędza w okopach pierwszą wojnę, ba, trafia do Denikina, a razem z jego rozbitymi oddziałami – do Warszawy, Aten, wreszcie Londynu. Od niechcenia wydaje kilka tomików, uwodzi kilka żon, otrzymuje katedrę w Oksfordzie i pisze najlepszą, zdaniem Nabokova, historię literatury rosyjskiej po angielsku.Ile jednak można poprawiać chusteczkę w klapie temu nudnemu Thomasowi Eliotowi spotykanemu w redakcji „The Criterion"? W 1928 r. Dymitr nawiązuje ...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA