fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

O dopingu wśród mistrzów lekkoatletycznego sprintu

Usain Bolt pobiegnie na Stadionie Narodowym 23 sierpnia
AFP, AndreJ Isakovic AndreJ Isakovic
Lekkoatletyka. Historię rekordu świata w biegu na 100 m czyta się jak kryminał z dobrze znanym zakończeniem.
W autobiografii „Szybszy niż błyskawica" Usain Bolt prowadzi czytelnika od sukcesu do sukcesu. Lubi przy tym określać się mianem żywej legendy sportu. Niebawem – 23 sierpnia – legenda pojawi się w Polsce.
Jamajczyk wystąpi podczas 5. Memoriału Kamili Skolimowskiej w Warszawie. Rzecz warta uwagi, bo w tym roku mistrz startuje zaledwie czterokrotnie – poza Igrzyskami Wspólnoty Brytyjskiej odwiedzi jeszcze Rio de Janeiro i Zurych. „Nigdy dotąd nie biegałem na stadionie piłkarskim" – napisał na swojej stronie WWW.
Wcześniej – 13 sierpnia – odbędzie się polska premiera „Szybszego niż błyskawica". Tę książkę można czytać w rytm reggae, jako że kariera jamajskiego mistrza jest niemal nieprzerwanym pasmem radości i triumfu. Zdarzają się potknięcia, jak falstart w finale 100 m podczas MŚ w 2011 roku, zazwyczaj jednak czytelnik towarzyszy bohaterowi w chwilach radości – od pierwszych ważnych zawodów – Międzyszkolnych Mistrzostw Uczniów Szkół Średnich (które na Jamajce są wydarzeniem wielkiej rangi) – do igrzysk olimpijskich w Londynie (2012), gdzie obronił trzy tytuły mistrzowskie i – istotnie – stał się legendą.
Autor kilkakrotnie odnosi się do podejrzeń o doping, nieuniknionych w jego konkurencji. Zapewnia, że nie ma nic do ukrycia. Z jego słów płynie komunikat: gram fair. Dlatego zżyma się na uwagi o nieszczelności jamajskiego systemu antydopingowego, wygłaszane m.in. przez Carla Lewisa.

Carl Lewis? Nie znam

„Znowu ktoś wywlókł ten sam stary, oklepany argument. (...) W 2003 roku nasz kraj podpisał deklarację kopenhaską dotyczącą walki z dopingiem w sporcie i postępuje według reguł wyznaczonych przez WADA (Światową Agencję Antydopingową)" – broni się Bolt, wyznając przy okazji, że musiał dokładniej sprawdzić, kim jest ten Carl Lewis.
Teraz już wie, choć nie dodaje, że dziewięciokrotny mistrz olimpijski z USA nie jest najlepszym arbitrem w podobnych sprawach. Zwłaszcza w świetle dokumentów, jakie przekazał prasie dr Wade Exum, były szef działu kontroli antydopingowej Amerykańskiego Komitetu Olimpijskiego. Na liście 100 sportowców, którym pozytywne wyniki kontroli w latach 1988–2000 puszczono płazem, znalazł się także Lewis. W czasie prób przedolimpijskich poprzedzających igrzyska w Seulu miał zostać przyłapany trzykrotnie. Sam zainteresowany utrzymywał, że zakazane substancje – m.in. efedryna i pseudoefedryna – znalazły się w jego organizmie przypadkiem, w efekcie przyjmowania suplementów diety. Dzisiejsze przepisy dopuszczają poziom stymulantów wykryty u lekkoatlety, jednak wedle ówczesnych powinien zostać zawieszony na sześć miesięcy.
Czterokrotny mistrz igrzysk w Los Angeles pojechał jednak do Seulu, gdzie swój koniec miała kariera innego rekordzisty w biegu na 100 m. Ben Johnson zdobył w Korei złoto olimpijskie i ustanowił rekord świata (9,79 s). Po trzech dniach, gdy w jego organizmie wykryto steroid anaboliczny – stanozolol – urodzony na Jamajce reprezentant Kanady został zdyskwalifikowany. Pozbawiono go także poprzedniego rekordu świata (9,83 s), ustanowionego podczas mistrzostw świata w 1987 roku. Złoty medal olimpijski i tytuł najszybszego człowieka globu (9,92 s) trafił do Lewisa.
Walka o setne sekundy w biegu na 100 m nabrała rumieńców w latach osiemdziesiątych. W 1983 r. Amerykanin Calvin Smith poprawił 15-letni rekord rodaka Jamesa Hinesa – z 9,95 na 9,93 s. Podczas igrzysk olimpijskich w Meksyku (1968) Hines jako pierwszy w historii przebił się przez barierę 10 sekund przy zautomatyzowanym pomiarze. Dlatego też jego czas uznano za pewniejszy od mierzonych ludzką ręką.
Smith pozostał w cieniu Lewisa, chociaż ostatecznie jego rekord utrzymał się przez pięć lat. Po drodze zdobył złoty medal igrzysk w Los Angeles w sztafecie 4 x 100 m, a wpadka Johnsona w Seulu dała mu brąz.

Najszybsi do czasu

Losy „najszybszych ludzi świata" bywały burzliwe również w późniejszych latach. W 2002 roku rekord 9,78 s odebrano Timowi Montgomery'emu – Amerykanin nie wpadł podczas kontroli antydopingowej, jednak zeznał, że dostawał steroidy i ludzki hormon wzrostu od uwikłanego w skandal dopingowy laboratorium Balco. Później było tylko gorzej – w życiorysie sprintera pojawiły się pospolite przestępstwa: pranie brudnych pieniędzy i handel narkotykami. W 2008 roku został skazany na pięć lat więzienia.
W 2006 roku dopingową wpadkę miał też rodak Montgomery'ego Justin Gatlin. Wynik 9,77 s, który dzielił z Jamajczykiem Asafą Powellem, został anulowany. Chwałę zastąpiła ośmioletnia dyskwalifikacja, skrócona później o połowę. Gatlin wrócił na bieżnie w 2010 roku i oznajmił, że zaraz rozprawi się z jamajską dominacją – oprócz Bolta i Powella w czołówce sprinterów był jeszcze Yohan Blake.
Planu nie udało się zrealizować w całości, jednak z wynikiem 9,80 s Gatlin jest dziś najszybszym człowiekiem po trzydziestce w historii biegania.
„Lubił się puszyć przed startem i miał zwyczaj deprymować innych zawodników w blokach, co wydawało mi się trochę głupie" – pisze Bolt, wspominając, jak Amerykanin spluwał przed startem na jego tor.
Ostatnio zakwestionowano  wartość rekordów ustanowionych przez Asafę Powella. W 2005 roku Jamajczyk uzyskał 9,77 s, by poprawić ten czas o trzy setne sekundy w 2007 r. Do czasu rekordów Bolta był to najlepszy rezultat na świecie. W ubiegłym roku Powella zawieszono jednak na 18 miesięcy po wykryciu u niego oksylofryny – substancji z grupy stymulantów. Karę skrócono do roku – zakończyła się w lipcu. W czerwcu zaś upłynął wyrok Amerykanina Tysona Gaya, srebrnego medalisty igrzysk w Londynie, pozbawionego laurów po pozytywnym wyniku kontroli antydopingowej.  „Nie wypada mi komentować obecnej sytuacji Asafy i Tysona, gdyż kiedy książka szła do druku, obie sprawy się toczyły" – czytamy w ostatnim rozdziale „Szybszego...".
Sprawy, które nie będą raczej ostatnim rozdziałem historii o dopingu w lekkoatletyce. Jednak patrząc na tabelę z wynikiem 9,58 s uzyskanym przez Usaina Bolta na mistrzostwach świata w Berlinie przed pięcioma laty, bardzo chce się wierzyć, że od czasu do czasu rodzi się człowiek szybszy niż błyskawica.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA