fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finansowanie

"MdM" to maszynka do rozdawania pieniędzy

Fotorzepa, Adam Burakowski
Młodzi ludzie o kredycie hipotecznym mogą pomarzyć z taką samą nadzieją, jak o locie na Marsa - uważa doradca finansowy.
Program dopłat do kredytów na mieszkanie działa już ponad pół roku. Czy spełnia swoje zadanie?
Komentuje Krzysztof Oppenheim, doradca finansowy:
- Dzięki wytężonej pracy banków, deweloperów i dziennikarzy promujących "Mieszkanie dla młodych", udało się - na razie roztrwonić - ok. 150 milionów złotych z budżetu państwa.
Mając na względzie, że w tym roku do wydania na "MdM" jest przeznaczone aż 600 milionów złotych, nie dziwi mnie, że deweloperzy naciskają: "podnieśmy limity cen mieszkań, bo się kasa zmarnuje!"
O nagrodę anty-Nobla z ekonomii może ubiegać się minister finansów, który często mówił o oszczędzaniu, a jednocześnie uruchomił maszynkę do rozdawania budżetowych pieniędzy w ramach dopłat do kredytów na mieszkania. "MdM" niepotrzebnie powiększa dług publiczny!
Warto zauważyć, że chyba celem jeszcze większego rozwarstwienia społeczeństwa, rząd zdecydował się na rozdawanie kasy tylko bogatym Polakom. Czyli tym, którzy mają stałą pracę (rzadki przypadek) i na dodatek posiadają zdolność kredytową (bardzo rzadki przypadek). Ewentualnie mają bogatych rodziców, którzy mogliby bez problemu wyłożyć gotówkę na zakup mieszkania dla swojej pociechy, ale skoro dają dopłaty, i to tak zupełnie za nic, głupi, kto nie skorzysta.
Młodzi Polacy, którzy maja pracę, dziś najczęściej wyciągają ledwie trochę ponad tysiąc złotych na rękę miesięcznie, rzecz jasna na tzw. śmieciówce. Mimo tak marnych dochodów (czytaj: jałmużny) zasilają budżet państwa wpływami w wysokości ok. 2000 zł rocznie, płacąc należne podatki.
Ta grupa młodych rodaków o kredycie hipotecznym może pomarzyć z taką samą nadzieją, jak o locie na Marsa. Niemniej jednak to między innymi osoby z tej grupy są fundatorami hojnych prezentów dla znacznie zamożniejszych kolegów. Jak łatwo policzyć, na kwotę udzielonych dopłat w pierwszym półroczu obowiązywania programu złożyła się praca 75 tysięcy ledwie wiążących koniec z końcem młodych Polaków.Tę nowoczesną formę pomocy państwa nazwać by można: sprawiedliwość społeczna inaczej.
O nagrodę anty-Nobla, ale w dziedzinie demografii, ubiegać się mogą twórcy ustawy o „MdM". Wpadli bowiem na genialny pomysł, aby rozdawać kasę, młodym Polakom, celem zachęcenia ich do prokreacji.
Jednak z tym dawaniem nie do końca jest tak lekko: aby dostać kasę na mieszkanie (10 do 15 proc. wartości lokalu), trzeba najpierw wziąć kredyt na 50 proc. jego wartości. Niby więc kasy przybyło, a jednak ubyło. Kto się nie zadłuży, nie dostanie nic. Jako osoba „siedząca" w bankowości ponad 20 lat, nie zauważyłem istotnego wpływu pozyskanego kredytu hipotecznego na popęd seksualny i w konsekwencji na prokreację.
Jakoś mnie więc nie przekonuje, że z tego przemyślanego planu coś się urodzi: oczywiście mam na myśli znaczący wzrost narodzin, a nie pojedyncze przypadki. Szczególnie, że za grupę starców twórcy ustawy uznali osoby powyżej 35. roku życia. W konsekwencji „MdM" dyskryminuje Polaków ze względu na wiek.
Sytuacji młodych bez mieszkań nie poprawni ani obowiązujący "MdM", ani ten po nowelizacji, ani żaden inny program, którego głównym założeniem będzie rozdawnictwo publicznej kasy wybranej grupie.
Młodzi Polacy potrzebują wędki, a nie ryby, w szczególności, że na tę rybę mogą załapać się tylko nieliczni. Wszelkie wysiłki rządu powinny iść w kierunku działań interwencyjnych na zdemolowanym przez ostatnie lata rynku pracy. Bo jak młodzi będą mieli stałą pracę i przyzwoite dochody, stać ich będzie na zakup lub wynajem mieszkania za własne pieniądze.
Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA