fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

To nie ostatnia awantura Putina

AFP
- Dziś Putin przypomina szczura zapędzonego w kąt. Nie ma możliwości ucieczki, dlatego nie ma nic do stracenia. Właśnie dlatego może być bardzo agresywny i niebezpieczny - mówi "Rz" Władimir Bukowski, rosyjski dysydent i pisarz
Rz: Kto jest odpowiedzialny za zestrzelenie malezyjskiego samolotu nad Ukrainą?
Władimir Bukowski: Prawną odpowiedzialność powinni ponieść ci, którzy wciskali guzik. Niewykluczone, że rosyjskie służby już zlikwidowały tych ludzi i oni już nigdy nie staną przed sądem. Personalną i polityczną odpowiedzialność ponosi Władimir Putin.
Czy ta tragedia pogrąży rosyjskiego prezydenta?
Na razie nie odbije się na jego karierze. Putin ma poważniejszy problem, ponieważ porzucił swoich bojówkarzy na wschodzie Ukrainy. Konflikt ten ewidentnie skończy się porażką separatystów i wszyscy ci, którzy byli zaangażowani w tę awanturę, obarczą winą za to właśnie Putina. Tej bezsensownej wojny nie wybaczą mu ludzie z jego najbliższego otoczenia, ponieważ ucierpiały na tym ich interesy. Prezydent Rosji traci swoją dominującą pozycję, ponieważ dziś wszyscy odwrócili się od niego. Dla Putina ta sytuacja nie skończy się jedynie patem, tylko matem.
Ale rosyjskie społeczeństwo nadal popiera politykę Putina.
Rosjanie nie popierają i nie wierzą Putinowi. Tworzy on jedynie mityczny obraz „wielkiego państwa", który działa jako środek kompensujący codzienne kompleksy i problemy. Przeciętny Rosjanin myśli: mimo że panuje fatalna sytuacja i znajdujemy się w głębokiej przepaści, zajęliśmy Krym i jesteśmy z tego dumni. Przypomina mi to wydarzenia z 1961 roku, kiedy Gagarin poleciał w kosmos. To były głodne lata w Rosji. W sklepach były totalne pustki, babcie na ulicach sprzedawały jedynie czosnek niedźwiedzi, a kolejka za machorką ciągnęła się przez dwa kilometry. Mimo to ludzie skakali z radości, gdy dowiedzieli się o locie Gagarina.
Czy tym razem propagandy wystarczy, by odsunąć śmierć 298 niewinnych ludzi na drugi plan?
Dziś Putin przypomina szczura zapędzonego w kąt. Nie ma możliwości ucieczki, dlatego nie ma nic do stracenia. Właśnie dlatego może być bardzo agresywny i niebezpieczny. Mam jednak duże wątpliwości, czy jego otoczenie pójdzie z nim do końca w tej wojnie. Nikt nie chce tracić jeszcze większych pieniędzy, wchodząc w konfrontację z Zachodem. Jak również żaden z putinowskich miliarderów nie chce pozostać wyrzutkiem w świecie. Putin pójdzie do końca i prawdopodobnie wymyśli jakąś kolejną awanturę. Może np. zdecydować się na interwencję zbrojną na Ukrainie, a później próbować targować się z Brukselą i Waszyngtonem w zamian za wycofanie wojsk z Ukrainy. Przedtem Moskwa będzie próbowała uniemożliwić przeprowadzenie rzetelnego śledztwa w sprawie zestrzelenia malezyjskiego samolotu, niszcząc dowody swojej odpowiedzialności.
 
Czy to nie przypomina zachowania Moskwy w sprawie katastrofy polskiego samolotu prezydenckiego?
Mimo że to zupełnie dwie różne sytuacje, łączą je mechanizmy działania rosyjskich służb. Moskwa zawsze gra na czas. Dlatego rosyjscy bojówkarze utrudniają pracę ekspertom na miejscu tragedii, próbują ukrywać części wraku i nie mogą się zdecydować co do miejsca transportu ciał ofiar. W dzisiejszych czasach takie działania jedynie kompromitują, ponieważ odpalenie rakiety zarejestrowały satelity. Dzięki temu można zobaczyć dokładne miejsce, czas i cele wyrzutni rakietowej, z której został zestrzelony samolot. Mogą oni fałszować i ukrywać, jednak Zachód nie da się na to nabrać. Propaganda jest raczej skierowana do wewnętrznego odbiorcy, by Rosjanie uwierzyli, że samolot zestrzeliły „banderowskie władze" Ukrainy. To jest stała strategia Moskwy, która polega na tym, że rosyjskie władze są zawsze niewinne. Samolot spadł sam, tak jak Aleksandr Litwinienko sam się zabił. Zawsze znajdą się ci, którzy w to uwierzą. W tym czasie wydarzy się coś innego i odwróci uwagę społeczeństwa.
Co ukrywa w sprawie tragedii Tu-154?
Gdyby rosyjskie władze nie miały nic do ukrycia, dawno by przekazały wrak samolotu i postawiły kropkę w tej sprawie. Jedną sprawą jest to, że nikt w Moskwie nie był specjalnie zadowolony z wizyty Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku. Nie podobały im się jego przemówienia, które uderzały w rosyjską propagandę. Wykorzystując kiepskie warunki atmosferyczne, próbowali skierować ten samolot na lotnisko w Mińsku. Wtedy Kaczyński znacząco by się spóźnił na uroczystość i nie przemawiałby długo. Mówiąc krótko, wszyscy byli zainteresowani, włącznie z niektórymi siłami politycznymi w Polsce, by zmniejszyć wagę wizyty prezydenta Kaczyńskiego w Smoleńsku. Rosjanie źle skierowali załogę, która nie wiedziała dokładnie, na jakiej znajduje się wysokości, i w konsekwencji doszło do tragedii. Winę za to ponoszą nie tylko kontrolerzy, lecz również ci, którzy dawali rozkaz. Nie wiemy, co miał na myśli ten, który ten rozkaz wydał, i wątpię, że kiedykolwiek się dowiemy.
Pan sugeruje, że ktoś mógł celowo wprowadzić w błąd załogę samolotu?
Nic nie sugeruję i nie zamierzam sugerować. Dlaczego my, Rosjanie, mamy cokolwiek sugerować, gdy Polacy milczą. Wszyscy oczekiwali, że Polska powierzy to śledztwo komisji międzynarodowej i dołączy do tego czołowych światowych ekspertów. Tymczasem Polacy przekazali stery rosyjskim „fachowcom" z MAK i nie nagłaśniali tej sprawy przez kilka kolejnych lat. Kto ma się zajmować tą sprawą, jeżeli w Polsce na ten temat zapadła cisza?
—rozmawiał Rusłan Szoszyn
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA