fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Czy politycy powinni używać służbowych kart kredytowych

Opozycja chce utrudnić ministrom korzystanie ze służbowych kart płatniczych
Bloomberg, Paulo Fridman Paulo Fridman
Opozycja domaga się ograniczenia możliwości korzystania przez urzędników z płacenia ?za pomocą plastiku.
- Ministrowie traktują karty służbowe jak swoją własność. To wymknęło się już spod kontroli – alarmuje rzecznik SLD Dariusz Joński. Jego partia pracuje nad projektem zmian w prawie zobowiązujących wszystkie ministerstwa do tego, by listy wydatków ze służbowych kart płatniczych zamieszczały w Internecie.
Inny pomysł na plastikowy pieniądz w rządzie ma PiS. Chce go całkowicie zakazać. – Dziś istnieje wiele innych metod dokonywania płatności, a z kartami wiążą się tylko patologie – uważa szef Klubu PiS Mariusz Błaszczak.
Co na to koalicja? Jej przedstawiciele twierdzą, że bez kart w dzisiejszym świecie trudno się obejść, a nieprawidłowości należą do rzadkości.
Jednocześnie jednak rząd niechętnie się dzieli informacjami dotyczącymi wydatków z kart.

Ośmiornica ?do wódeczki

Zainteresowanie opozycji kartami spowodowała ujawniona przez „Wprost" afera podsłuchowa. Jedno z nagranych potajemnie spotkań w lipcu 2013 roku w restauracji Sowa & Przyjaciele odbyli szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz, prezes NBP Marek Belka oraz jego najbliższy współpracownik Sławomir Cytrycki.
Kartami służbowymi chętnie płacili też ministrowie w rządzie PiS, m.in. za restauracje i kosmetyki
– Sześć wódeczek – zaordynował Sienkiewicz kelnerowi, gdy towarzystwo uznało, że wino nie pasuje do śledzia. Zamówili też m.in. carpaccio z matiasa holenderskiego, kawior z anchois, rzodkiewki piklowane, ogony wołowe i policzki. Rachunek w wysokości 1435 zł zapłacono służbową kartą NBP.
Kilka miesięcy później w restauracji Amber Room w Pałacu Sobańskich ucztowali szef MSZ Radosław Sikorski i były minister finansów Jacek Rostowski. Zjedli zupę z dyni, krwistą polędwicę wołową, foie gras i comber z królika, które popili winem Pomerol. Rachunek wyniósł 1352 zł.
Rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski wyjaśniał później, że Sikorski z własnych środków zapłacił za „zbyt drogie wino", a w rozmowie z „Rz" dodaje, że minister rachunku nie uiścił ze służbowej karty, bo jej nie ma. – Po rozliczeniu faktury rachunek został uregulowany przelewem – mówi.
Opozycji ten fakt nie przeszkadza, by za patologię w wydatkach ministrów obciążać głównie karty. – Zakaz stosowania kart przedstawimy przy okazji tzw. pakietu demokratycznego, który ponownie złożymy w Sejmie – zapowiada Błaszczak.
Joński dodaje, że wysłał już interpelację do premiera, w której domaga się ujawnienia wszystkich transakcji dokonywanych za pomocą kart służbowych od 2011 roku.

Walka z patologią

Czy rzeczywiście rząd ma problem z plastikowym pieniądzem? Julia Pitera, europosłanka PO, a w przeszłości pełnomocniczka rządu ds. walki z korupcją, twierdzi, że w dzisiejszych czasach bez kart służbowych trudno się obyć. – Gdy minister jest za granicą i nagle okazuje się, że coś się dzieje z jego samolotem, rezerwację w hotelu może zrobić praktycznie tylko za pomocą karty – mówi.
I dodaje, że rząd, uznając karty za niezbędne w swojej pracy, podjął działania mające na celu przeciwdziałanie ewentualnym patologiom.
Większość z nich wypracowała właśnie Pitera. Gdy w 2007 roku została pełnomocniczką ds. korupcji, zaczęła od rozliczenia rządów PiS. Przedstawiła raport o wydatkowaniu środków z kart płatniczych, w którym jednemu z byłych ministrów zarzuciła zakup dorsza za 8,16 zł, więc dokument stał się obiektem kpin.
Jednak Pitera apeluje, by tego nie banalizować. – Kontrola była następstwem doniesień z 2007 roku dotyczących skandalicznych wydatków ówczesnego szefa Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej – przypomina.
Szef UKIE Tomasz Nowakowski do wydatków służbowych oprócz obiadów w restauracjach zakwalifikował m.in. lawendowe żele pod prysznic, peelingi i dwa kremy po goleniu o zapachu jałowca kupione w przeddzień Wigilii. Problemy ze służbową kartą miał też były minister sportu z PiS Tomasz Lipiec. Opłacił nią m.in. rachunek w restauracji na 3,4 tys. zł.
W pierwszej kadencji PO do takich skandali już nie dochodziło, bo Pitera zaczęła kontrolować też ministrów własnego rządu. – Wprowadziliśmy zasadę, że resorty co trzy miesiące przedstawiają informacje w sprawie kart, a raporty zaczęły regularnie trafiać na stronę internetową KPRM – przypomina Pitera
W 2009 roku rząd przeforsował ustawę o finansach publicznych nakazującą jednostkom budżetowym wprowadzenie regulaminów korzystania z kart. Wcześniej zasady w tej sprawie wprowadziła na własną rękę Kancelaria Premiera.

Tajne wydatki

Czy patologie udało się trwale ograniczyć? Małgorzata Woźniak z KPRM informuje „Rz", że w 2013 roku było w rządzie 110 służbowych kart płatniczych, a wydatki udaje się utrzymać w ryzach. – W ubiegłym roku wyniosły ogółem 785 tys. zł. W ostatnich latach były na zbliżonym poziomie – zaznacza.
Jednak od czasu odejścia Julii Pitery z rządu w 2011 roku raporty dotyczące wydatkowania środków z kart nie trafiają już na stronę internetową KPRM, a doświadczenia „Rz" pokazują, że takie informacje trudno uzyskać z resortów.
Choć pytania w tej sprawie wysłaliśmy do wszystkich 17 ministerstw i odpowiedzi nie dostaliśmy tylko z jednego, to jednak większość resortów dokładnej listy wydatków nam nie podała.
Resorty rolnictwa i zdrowia twierdzą, że kart w ogóle nie mają. Ministerstwo Pracy odpowiedziało krótko, że „kartami płatniczymi mogą być opłacane wydatki na zakup miejsc hotelowych dla ministra, wiceministrów i pracowników", jednak nie podało nawet ogólnej kwoty wydanej z kart. Jeszcze oszczędniejsze było MSZ. Poinformowało nas, że „żądana informacja ma charakter informacji publicznej przetworzonej", więc występując o nią, należy uzasadnić szczegółowo „istotność dla interesu publicznego".
Nieco dokładniejsze informacje dostaliśmy m.in. z MON, MSW, resortów administracji, środowiska, kultury i nauki, które ogólnie poinformowały o poziomie wydatków. Przykładowo, w MON w 2012 roku aż 46 tys. zł przeznaczono na cele okolicznościowe, w tym wieńce, upominki i zegarki dla absolwentów szkół oficerskich. Z kolei w Ministerstwie Środowiska, gdzie karty ma 14 pracowników, w 2013 roku wydano aż 91 tys. zł.
Nieco dokładniejszą listę wydatków dostaliśmy z resortów edukacji i sportu. Jednak dane sformułowano tak, by nie dało się zidentyfikować posiadacza karty. Pełne odpowiedzi przysłały nam jedynie ministerstwa Sprawiedliwości i Skarbu.
To ostatnie podało nie tylko dane dotyczące używanych obecnie siedmiu kart, ale również tych już nieaktywnych. Resort ujawnił nam też informacje dotyczące „wydatków prywatnych zwróconych przez użytkownika karty".
Rekordzistą w tej dziedzinie był w resorcie Paweł Tamborski, były wiceminister skarbu, który wkrótce obejmie stanowisko szefa warszawskiej giełdy. Na cele prywatne wydał 2,8 tys. zł. Również on po plastikowy pieniądz sięgał najczęściej ze wszystkich posiadaczy kart w resorcie. Wydał w ten sposób 61,9 tys. zł od 2012 r.

Lokalne afery

Politolog prof. Kazimierz Kik uważa, że niechęć resortów do informowania o wydatkach z kart płatniczych może świadczyć o kolejnym rozluźnieniu dyscypliny w tym zakresie.
– Popularność kart służbowych w resortach to przykład przenoszenia się zwyczajów biznesowych do polityki. Przy czym biznesmen płaci za to z prywatnych pieniędzy, a polityk z publicznych. To aberracja prowadząca do nadużyć – mówi profesor.
Przypomina, że po aferze taśmowej „Wprost" o nadużyciach stało się też głośno w samorządach, gdzie wydatki z kart postanowili prześwietlić lokalni dziennikarze i organizacje pozarządowe.
Przykładowo, w Aleksandrowie Łódzkim prokuratura sprawdza, czy pracownicy Urzędu Miejskiego płacili kartami służbowymi za prywatne wydatki. – Postępowanie prowadzimy w sprawie, czyli jeszcze nikomu nie przedstawiliśmy zarzutów. Trwają przesłuchania świadków, sprawdzamy wydatki m.in. na paliwo i posiłki – informuje prokurator Jacek Pakuła z łódzkiej Prokuratury Okręgowej.
Czy skandale ze służbowymi kartami skłonią rządzących, by pochylili się nad którymś z projektów opozycji? Politolog dr hab. Rafał Chwedoruk jest sceptyczny. – Debata na ten temat uderzyłaby w tych, którzy obecnie są u władzy. Trzeba by sprawdzić, jak to jest dokładnie z tymi kartami, i zapewne okazałoby się, że naszym politykom jest bliżej do bizantyjskich notabli niż do skandynawskich polityków słynących z oszczędnego podejścia do budżetowych środków – przewiduje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA