fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MŚ 2014 - Brazylia

Czerwone Diabły odmłodzone

Marc Wilmots (z prawej): – Jesteśmy na dużej imprezie ponownie po 12 latach i mam nadzieję, że to będzie bardzo miłe lato
AFP, Odd Andersen Odd Andersen
Grupa H | Meczem z Algierią swój mundial zaczynają dziś Belgowie – jedna ?z najbardziej obiecujących drużyn Europy.
Marc Wilmots jako zawodnik podczas swoich czterech mundiali nie awansował dalej niż do 1/8 finału. Dziś jako trener może zagrać o wyższą stawkę. Zakończenie zawodniczej kariery Wilmotsa zbiegło się z początkiem wieków ciemnych belgijskiego futbolu. Kiedy grał po raz ostatni, reprezentacja miała za sobą mistrzostwa świata w Korei i Japonii (2002), gdzie w 1/8 finału uległa przyszłym mistrzom Brazylijczykom. Potem Belgowie na 12 długich lat zniknęli z piłkarskiej mapy Europy, nie kwalifikując się do dwóch mundiali i trzech mistrzostw Starego Kontynentu.
Przez ponad dekadę nazywanie Belgów Czerwonymi Diabłami miało trochę kabaretowe zabarwienie. Piłkarska rzeczywistość zaczęła się przejaśniać dopiero w roku 2012, kiedy najpierw po asystowaniu Dickowi Advocaatowi  stery w kadrze po Georgesie Leekensie przejął właśnie Wilmots. Urodzony w Dongelbergu piłkarz był symbolem czasów, kiedy z Belgią liczył się każdy. Jako zaledwie 21-letni zawodnik awansował już do kadry na mundial w 1990 r., ale nie zagrał tam ani minuty.
Pojechał również cztery lata później do Stanów Zjednoczonych, jednak decydować ?o losie zespołu zaczął dopiero we Francji, gdzie wbił dwie bramki drużynie Meksyku, oraz w Korei, gdzie trafiał ?w meczach z Rosją, Tunezją ?i Japonią. Jego reprezentacyjny licznik zatrzymał się na 28 golach w 70 meczach. Grał w solidnych klubach. Po wyjeździe z ligi belgijskiej (Sint-Truidense, Mechelen i Standard Liege) świetnie radził sobie w Schalke 04, nieźle w Bordeaux.

Górą młodzież

W Gelsenkirchen grał razem m.in. z Tomaszami Hajto i Wałdochem. – Przede wszystkim miał pseudonim Kampfschwein, czyli Walcząca Świnia. Oprócz świetnej techniki i gry głową na boisku był niemożliwy: biegał, walczył od pierwszej do ostatniej minuty – mówi „Rz" Hajto, który w Schalke grał w latach 2000–2004. – Było widać, że ma cechy przywódcze, ale w szatni był normalnym kolegą. Fajnie, że bez większego doświadczenia dostał do poprowadzenia reprezentację i z góry było powiedziane, że postawią w niej na młodzież. Nie było przy tym presji, otrzymał ogromny kredyt zaufania. Dlatego Belgowie mają dziś naprawdę ciekawy zespół, w którym jest już kilka gwiazd europejskiego formatu. Na pewno nie jest to jeszcze drużyna na półfinał mistrzostw świata, ale w najbliższych finałach mistrzostw Europy będzie to jeden z faworytów do medalu. Podczas mundialu w Brazylii Belgowie na pewno okrzepną.
Napisać, że Belgia pod batutą Wilmotsa pewnie ograła grupowych rywali w eliminacjach brazylijskiego mundialu, to jak nic nie napisać. Przez wiele lat upokarzana drużyna (m.in. przez Polskę w erze Leo Beenhakkera) zdemolowała grupowych rywali, odnosząc w dziesięciu meczach osiem zwycięstw i dwukrotnie remisując. Chorwacja czy Serbia, które jeszcze kilka lat temu były lepsze, teraz nie miały wiele do powiedzenia. Co ważne, drużyna straciła tylko cztery bramki, a to w ostatnich latach w Belgii nie było częste. Kiedy po mistrzostwach świata 2002 dziennikarz zapytał Wilmotsa o powody bramkowych strat, ten odpowiedział: – Nie wiemy, jak grać defensywnie. Nasi obrońcy mają tendencję do pchania się do przodu. To po prostu leży w naszej naturze.

Bez gwiazdorstwa

Wilmots obejmował kadrę tak naprawdę bez dużego doświadczenia trenerskiego (wcześniej krótko prowadził Schalke i Sint-Truidense), może więc przejść do historii belgijskiej piłki. Gdyby jakakolwiek inna drużyna wracała na mistrzowską imprezę po 12-letniej przerwie, mówiono by o niej jak o kopciuszku, który po prostu uzupełnia turniejową stawkę, jak o peryferyjnym futbolowo kraju.
O Belgach nikt tak nie mówi, choć zmierzą się w grupie z silną, ale często niewytrzymującą presji Rosją, przeciętną Koreą Południową i słabą Algierią.
Pierwsze miejsce wydaje się jak najbardziej realne. Tym bardziej że ton grze Belgów będą nadawać tacy piłkarze, jak bramkarz Thibaut Courtois (po mundialu wraca do Chelsea z wypożyczenia do Atletico Madryt, bo tego życzy sobie Jose Mourinho), Vincent Kompany, Thomas Vermaelen, Marouane Fellaini, Axel Witsel, Eden Hazard, Adnan Januzaj czy Romelu Lukaku.
Na wydawałoby się spalonej piłkarskiej ziemi obrodziło więc znakomitymi zawodnikami. Ci szanują trenera, chociaż ten bywa dla nich ostry. Tak jak wtedy, kiedy powiedział, że nie uznaje gwiazdorstwa. – Jeśli ktoś będzie grał dla siebie, zapłaci za to cały zespół. Nie będę tego tolerował – zapowiedział Wilmots już dawno.
Jednak nawet w przypadku niepowodzenia belgijscy działacze ani myślą o zmianach, dlatego kilka tygodni temu przedłużyli umowę z trenerem do 2018 r. – Zrobiliśmy duży postęp w ciągu ostatnich dwóch lat – mówił niedawno na oficjalnej stronie belgijskiego związku Wilmots. – Jesteśmy na dużej imprezie ponownie po 12 latach i mam nadzieję, że to będzie bardzo miłe lato.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA