fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Nie udało się w Petersburgu

MInistrowie pozują do kamer jednak w rzeczywistości Steimeier, Sikorski i Ławrow nie osiagnęli porozumienia
PAP/EPA
Jędrzej Bielecki
W czasie spotkania z Sikorskim i Steinmeierem Ławrow nie ustąpił ani na jotę w sprawie kryzysu na Ukrainie.
Korespondencja z Petersburga
Na to spotkanie naciskali Rosjanie, bo zysk z niego będzie dla nich natychmiastowy. We wtorek od rana podległe rządowi rosyjskie kanały telewizyjne informowały o wizycie nad Newą szefów dyplomacji Polski i Niemiec: Radosława Sikorskiego i Franka-Waltera Steinmeiera, w tonie triumfu.
Oto niespełna trzy miesiące po zajęciu Krymu Rosja znów wraca na salony świata. W domyśle: Władimir Putin miał rację, twierdząc, że Zachód jest słaby i zbyt zależny od rosyjskiego gazu, aby się zdobyć na długotrwały dyplomatyczny bojkot.
– Dyplomacja służy nie tylko do rozmawiania z tymi, z którymi się zgadzamy, ale także do przekonywania tych, którzy mają odmienne stanowisko – przekonywał jednak Sikorski, próbując w długim wystąpieniu na konferencji prasowej przedstawić rosyjskim widzom swoją ocenę wydarzeń na Ukrainie. Ale przyznał też otwarcie, że tym razem do porozumienia nie doszło.

Ławrow się śmieje

Na pytanie „Rz", czy Rosja nie ma nic przeciwko zawarciu przez Petra Poroszenkę umowy o stowarzyszeniu z Unią, Ławrow dał odpowiedź wymijającą. Przyznał co prawda, że Ukraina ma prawo do przystąpienia do dowolnej organizacji gospodarczej, ale musi zdawać sobie sprawę z konsekwencji. W tym przypadku będzie to utrata uprzywilejowanego dostępu do rynków WNP. Ławrow podkreślił także, że tak strategiczna decyzja powinna zostać podjęta dopiero wtedy, gdy wszystkie organy władzy Ukrainy będą „legalne". Inaczej mówiąc, Kreml uważa, że wcześniej należy przeprowadzić na Ukrainie przedterminowe wybory parlamentarne i wyłonić nowy rząd.
– Nie ma co się spieszyć – radził Ławrow.
Poroszenko chce zawrzeć porozumienie z Unią już w czerwcu.
Rosja nie zamierza też zobowiązywać się do zaniechania użycia siły wobec swoich sąsiadów w przyszłości.
– Uzyskaliśmy zapewnienie od ministra Ławrowa, że scenariusz krymski już się nie powtórzy – powiedział Sikorski. Ale Ławrow zareagował śmiechem. Wymijająco odpowiedział także na pytanie „Rz", czy jest możliwy kompromis w sprawie przyszłego statusu półwyspu. Bo jego zdaniem zgodnie z regułami ONZ istnieje prymat zasady samostanowienia nad zasadą integralności terytorialnej. I to właśnie Rosja wykorzystała.

Steinmeier widzi światełko

Rosyjski minister nie zamierzał nawet zobowiązać się do zaprzestania poparcia przez Kreml rosyjskich separatystów działających we wschodniej Ukrainie. Uznał, że pierwszy krok, czyli wstrzymanie ofensywy armii, należy do Kijowa.
– Krwawa pacyfikacja niczego nie rozwiąże, a widzimy tylko intensyfikację działań zbrojnych – zapewniał Ławrow.
– Suwerenne państwo ma prawo do zlikwidowania buntu na swoim terytorium – ripostował Sikorski.
Moskwa, jak przyznał Ławrow, nie zrezygnowała też z forsowania głębokiej decentralizacji Ukrainy. Właśnie temu ma służyć postulat włączenia do rozmów o przyszłym ustroju państwa „przedstawicieli wszystkich regionów", czyli także separatystów.
W tym gronie optymistą okazał się tylko Steinmeier. – To nie jest jeszcze rozwiązanie kryzysu, ale po raz pierwszy widzimy światełko w tunelu – mówił bez większego przekonania.

Sikorski ryzykuje

Decydując się na wyjazd do Petersburga niecałe trzy miesiące po zajęciu Krymu, znacznie większe ryzyko od Steinmeiera podjął Sikorski, który od dawna zajmował najbardziej pryncypialne w Unii stanowisko w sprawie ukraińskiego kryzysu.
– Bez niego Steinmeier nie przyjechałby do Petersburga. Bałby się oskarżeń, że chodzi na pasku Putina – można było usłyszeć w otoczeniu niemieckiego ministra.
Ostatecznie obaj ministrowie próbowali uzgodnić wspólne stanowisko wobec Rosji dosłownie na kilkanaście minut przed rozmowami z Ławrowem.
– To jest głos dwóch krajów, które mają inną wrażliwość, ale które dzięki procesowi integracji europejskiej są w stanie współpracować i koordynować swoje stanowisko – próbował przekonywać Sikorski.
Nieoficjalnie wiadomo, że Polska ma nadzieję, iż w zamian za wyjście naprzeciw Berlinowi Niemcy zgodzą się na wrześniowym szczycie NATO w Walii na stałe stacjonowanie rotacyjnych wojsk sojuszu na terenie naszego kraju, w tym w bazie lotniczej w Łasku. Berlin już przystał na zwiększenie polsko-niemiecko-duńskiej jednostki w Szczecinie.
W czasie lotu do Petersburga współpracownicy Sikorskiego i Steinmeiera twierdzili, że podjąć inicjatywę dyplomatyczną wobec Rosji warto, bo Putinowi zaczęło zależeć na porozumieniu z Zachodem. Rosyjski prezydent miał według nich zrezygnować z otwartej inwazji na Ukrainę po tym, jak Kreml nie zdołał wywołać separatystycznych rewolucji w południowej i wschodniej części kraju poza Donbasem. Na Putina mieliby także naciskać tacy bliscy współpracownicy, jak szef Rosnieftu Igor Sieczyn i były minister finansów Aleksiej Kudrin, zaniepokojeni pogłębiającym się kryzysem gospodarczym w Rosji.
– Ten kryzys dotyka już zwykłych ludzi. W Konsulacie RP w Petersburgu wydaliśmy w ubiegłym roku 14 tys. wiz Schengen. W tym roku dobrze będzie, jeśli wydamy ich 10 tys. Coraz mniej Rosjan stać na wyjazd na Zachód – potwierdzają polscy dyplomaci.
Nieskutecznym, jak się później okazało, narzędziem nacisku na Rosję miało także być zablokowanie przez Bułgarię budowy gazociągu South Stream. A także międzynarodowy bojkot gospodarczy Krymu, którego integracja z Rosją ma już kosztować 30 mld dol.
Polska miała także nadzieję, że piątkowe spotkanie w Normandii Putina i Poroszenki, po którym podjęto decyzję o wyjeździe Sikorskiego do Petersburga, zapoczątkuje współpracę Moskwy z nowym prezydentem Ukrainy. Ławrow nie pozostawił wątpliwości, że tak nie jest.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA