fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Pietryga: Prof. Chazan, żywy przykład lekarskiego talibanu?

Prof. Bogdan Chazan, dyrektor Szpitala Św. Rodziny w Warszawie ma być przykładem potwierdzającym jak destrukcyjne skutki może mieć lekarska „fanaberia”, związana z podpisywaniem tzw. deklaracji wiary. Ataki na tę akcje trwają już od kilku tygodni. Były one jak dotąd puste, mizerne w argumentacji, zatem mało przekonywujące.
Drastyczny przykład cierpiącej pacjentki, której lekarz odmawia aborcji, opisany przez tygodnik  „Wprost", a podchwycony przez inne media i polityków ma być teraz jaskrawym, żywym, przykładem na to - do czego może prowadzić „lekarski taliban". Ten,  który za nic ma obowiązujące w Polsce prawo, dobro pacjenta, bo kieruje się wyłącznie, jak nazwała to red. Monika Olejnik „prawem boskim", a stąd już krok do „hipolitowskich beczek".
Przypomnijmy.  Chodziło o przypadek kobiety w 25. tygodniu ciąży, która miała diagnozę, że dziecko z powodu licznych wad głowy, twarzy i mózgu, umrze zaraz po narodzeniu. Matka miała powiedzieć tygodnikowi „Wprost", że prof. Chazan "chciał wszystko jak najdłużej przeciągać", aby minął termin, kiedy można legalnie wykonać aborcję w przypadku, gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony.
Prof. Chazan  bronił się dziś na antenie TVN24, wskazując, że kontakty z kobieta trwały dwa dni, zatem nie mowy o żadnym przeciąganiu. Lekarz wyjaśnił też, że odbył z kobieta rozmowę, zaproponował kontakt z hospicjum, oraz opiekę położniczą nad pacjentką i jej dzieckiem  w czasie ciąży i porodu oraz po porodzie.
Dodał, że ponieważ kobieta nadal chciała aborcji, napisał pismo, w którym poinformował, że nie może wyrazić na to zgody ze "względu na konflikt sumienia". - Kiedy jest poważna wada rozwojowa, warto wziąć pod uwagę opcję naturalnego biegu rzeczy - przekonywał. Tłumaczył, że żałoba po dziecku jest "mechanizmem oczyszczającym, który pozwala spojrzeć w przód i mieć dobre wspomnienia".
Profesorowi zarzuca się teraz, że podejmując taką decyzje, odmówił jednocześnie wskazania placówki, w której pacjentka mogłaby dokonać aborcji; a do czego obliguje go ustawa o zawodzie lekarza.
Chazan tłumaczy to względami etycznymi.
Kwestia  ta od dawna budzi kontrowersje wśród lekarzy. Podniosła ją m.in. Naczelna Izba Lekarska w skardze do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie klauzuli sumienia. NIL argumentuje, że nakładanie obowiązku wskazania innego lekarza ( który np. dokonuje aborcji),  jest niczym innym jak współsprawstwem. W efekcie istnienie takiego ustawowego obowiązku czyni wolność sumienia iluzoryczną.
Postawienie profesora przed prokuratorem czy  sądem, czego domagają się środowiska lewicowe byłoby ewenementem, swoistym sądem nad  ludzkim sumieniem.
To bardzo karkołomne. Żaden  rząd, parlament, nie może bowiem wolności sumienia zadekretować, a tym bardziej karać tych którzy się na nią powołują. To prawo naturalne, pierwotne dla każdego z nas, nie tylko lekarzy. Państwo może je afirmować, bądź nie. Demokratyczne czyni to w konstytucji. W przypadku lekarzy wolność ta jest jednak jednocześnie ograniczona zagrożeniem zdrowia, życia pacjenta, przypadkami niecierpiącymi zwłoki.
Wyciągania konsekwencji prawnych, czy służbowych wobec lekarza, który wykonując swój zawód, chce żyć w zgodzie z własnym sumieniem to zła, niebezpieczna droga. Lepiej aby sprawą jak najszybciej zajął się Trybunał Konstytucyjny, prostując przepis, w którym ewidentnie coś zgrzyta.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA