fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MŚ 2014 - Brazylia

Moja prywatna decima. Brazylia to będzie creme de la creme

Rozmowa z Dariuszem Szpakowskim, dziennikarzem TVP, o swoich turniejach mistrzostw świata
Kilka lat temu prezydent Sepp Blatter obiecał pomniejszoną kopię Pucharu Świata każdemu dziennikarzowi, który był dziesięć razy na finałach mundiali. Nie zapomnij poinformować go o swoim jubileuszu po powrocie z Brazylii.
Dariusz Szpakowski: Dobrze, że mi mówisz. Należała mi się podobna pamiątka za pracę podczas czternastu igrzysk olimpijskich, przyznawana przez AIPS, czyli Międzynarodowe Stowarzyszenie Prasy Sportowej. Tą nagrodą była kopia znicza olimpijskiego. Wyczytałem swoje nazwisko na liście dziennikarzy, ale kiedy ją wręczali, ja byłem w pracy, a potem nikt mi tego znicza nie przysłał.
Naszymi pamiątkami z największych imprez są przede wszystkim wspomnienia. Jakie pierwsze przychodzi ci na myśl?
Najpierw było poczucie spełnienia. Kiedy zaczynasz pracę w Rozgłośni Harcerskiej, w budynku YMCA, w którym kiedyś mieszkał Leopold Tyrmand, niedaleko placu Trzech Krzyży, myślisz o tym, żeby jako dziennikarz pójść na Legię. Masz około dwudziestu lat i marzysz. Spełnia się jedno marzenie, drugie, następne, przenosisz się do Polskiego Radia, gdzie uczysz się od Bohdana Tomaszewskiego i Bogdana Tuszyńskiego, i to radio wysyła cię na pierwszy mundial więc już jesteś w siódmym niebie.
Czujesz się coraz pewniej, więc myślisz o telewizji. W naszej generacji to było normalne, tylko tobie się udało.
Ja nawet nie myślałem o telewizji, bo w Polskim Radiu dobrze mi się pracowało. Tyle że podczas mundialu w Hiszpanii, w roku 1982 Janek Ciszewski powiedział mi: Darek, ja jestem coraz starszy, a tylko ty mógłbyś mnie zastąpić. Z radia na Malczewskiego do telewizji na Woronicza masz niedaleko. Pakuj manatki i przychodź. Nie wiedziałem wtedy, że to był ostatni mundial Janka i że dosłownie go zastąpię. Niecałe pół roku po mistrzostwach Janek Ciszewski już nie żył.
Jesteś porównywany z Ciszewskim, ale stoisz na straconej pozycji, ponieważ on komentował sukcesy Górnika Zabrze w europejskich pucharach i reprezentacji Kazimierza Górskiego, a ty takiego komfortu nie masz. To nie wina komentatora, że Polacy od lat grają słabo.
Oczywiście, ale my, nie mamy na to wpływu i nie możemy się obrażać...
...chociaż czasami mamy ochotę.
Prawda, ale chyba jesteśmy podobni, obydwaj szukamy dobrych stron i cieszymy się tym, co mamy. Moim zawodowym szczęściem jest nie tylko to, że marzenia wciąż się spełniają, ale że od czterdziestu lat jestem przy sukcesach i porażkach polskiej reprezentacji. Dosłownie, najbliżej boiska, szatni. Najpierw jako reporter radiowy, od lat w roli komentatora telewizyjnego. Robię to, o czym tysiące ludzi marzy, więc nie tylko tę pracę lubię, ale ją szanuję.
Czy swoich dziewięć mundiali jakoś klasyfikujesz?
Raczej nie. Każdy był inny. Jeden z Polakami, drugi bez nas. Inne kraje, klimaty, kuchnia, obyczaje, doświadczenia. Setki stadionów i zawsze za mało czasu, żeby zobaczyć wszystko to, co istnieje poza boiskiem, hotelem i lotniskiem. Ale też dzięki mundialom zobaczyłem i poznałem nie tylko piłkarzy, trenerów i kibiców, ale cały świat. Brazylia ze swoim nabożnym stosunkiem do futbolu będzie creme de la creme tej mojej prywatnej decimy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA