fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Przegrane igrzyska

Prof. Michał Kleiber
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Mieliśmy szansę zorganizować wspaniałą imprezę sportową, a w dodatku zrobić to oszczędnie i tanio, nawiązując do oryginalnego przesłania olimpijskiego – pisze prezes PAN.
Mieszkańcy Krakowa zadecydowali – znaczna większość z nich nie wyraziła zgody na dalszy udział ich miasta w rywalizacji o prawo organizacji zimowych igrzysk olimpijskich (ZIO) w roku 2022. Nie pozostaje nic innego, jak wycofać się z kandydowania i rozliczyć dotychczasowe – niemałe – wydatki promocyjne.

Szkoda tej decyzji

Głównym argumentem zwolenników była promocja regionu i kraju oraz przyspieszona budowa infrastruktury, argumentem przeciwników był koszt. Argumenty oponentów wydawały się solidne – olimpijska promocja regionu jest problematyczna („czy Lillehammer po olimpiadzie w roku 1994 stało się atrakcją turystyczną?"), stanowisko w referendum zająć powinni wszyscy Polacy, a nie tylko mieszkańcy Małopolski („zasadnicza część kosztów pokryta będzie z budżetu państwa"), infrastrukturę komunikacyjną należy budować i bez olimpiady, a igrzyska olimpijskie to kosztowna pułapka („nikt nigdy na igrzyskach nie zarobił, a budowa od podstaw wioski olimpijskiej czy niektórych nowych obiektów sportowych, np. toru bobslejowego, to gwarantowana porażka finansowa").
W dodatku twierdzono, że na organizacji olimpiady nikt nie zyska, może poza gronem firm, które wygrają przetargi na budowę obiektów i dróg, a milionowe wydatki na promocję Krakowa przed decyzją MKOl przepadną w przypadku przegranej rywalizacji. Czy nie lepiej więc przeznaczyć choćby część tych olbrzymich nakładów na wsparcie sportu masowego i krakowskich klubów sportowych? Przecież zgłoszone wcześniej kandydatury znacznie bogatszych miast zostały przez wnioskodawców wycofane z argumentacją o nieopłacalności takiego przedsięwzięcia – czyżbyśmy byli sprawniejsi w efektywnym wydawaniu publicznych pieniędzy na taki cel?
Mimo to żałuję tej decyzji. Myślę, że istniała szansa na inny przebieg całego procesu kandydowania Krakowa. Oczywiście zaszkodziła mu rozrzutność Komitetu ZIO 2012 przygotowującego wniosek, ale może jeszcze bardziej brak w przekazie medialnym elementu kluczowego dla powodzenia tej inicjatywy w naszej sytuacji.

Dać dobry przykład

Żeby to zrozumieć, trzeba krytycznie popatrzeć na najnowszą historię organizacji olimpiad – narastający bez umiaru koszt ich organizacji i coraz bardziej zakłócaną misję, zawłaszczaną propagandowo przez kraje, które ciągle stać na takie wydatki.
Mieliśmy szansę na danie w tym względzie dobrego przykładu i tego mi szkoda najbardziej. Igrzyska wcale nie muszą być organizowane na miarę Pekinu 2008 czy niedawnego imperialnego zadęcia w Soczi. Dlaczego nie mogliśmy kontynuować kierunku myślenia rozpoczętego przez organizatorów IO Londyn 2012, akcentujących pragmatyzm organizacyjny i wolę wspomagania rozwoju nowoczesnej społeczności lokalnej? Mieszkańcy Londynu są zapewne nie mniej konserwatywni od mieszkańców Krakowa, a jednak poparli igrzyska, mimo że Londyn gościł je już dwukrotnie w latach 1908 i 1948, a do promocji miasta z pewnością nie było mu to specjalnie potrzebne.
W naszych warunkach głównym elementem przekazu promującego kandydaturę Krakowa powinna była być informacja, że chcemy wprawdzie zorganizować wspaniałe igrzyska, ale zrobić to oszczędnie i tanio, bez wydawania grosza ponad koszty niezbędne do zorganizowania wielkiej imprezy sportowej. Imprezę nawiązującą do oryginalnego przesłania olimpijskiego, piękna rywalizacji i zaszczytu udziału.
Ci, którym wydaje się to niemożliwe, a taka skromność jest gwarancją wpadek organizacyjnych, mylą się gruntownie. Oszczędność jest dzisiaj w cenie. Jest w istocie najlepszą drogą do zdobycia szerokiego uznania za sprawność przygotowań.
Przypominam sobie reakcje publiczności na jednym ze stadionów w Austrii na anons spikera po ostatnim meczu fazy grupowej piłkarskich mistrzostw Europy w 2008 roku. Zapowiedział on, że następnego dnia rozpoczyna się rozbiórka zamontowanych przez imprezą dodatkowych trybun, które zostały zawczasu sprzedane szykującym się do olimpiady Chińczykom w Pekinie. Rozległy się długo niemilknące brawa, tak jakby lokalna reprezentacja strzeliła komuś kolejnego gola.
Austria nie należy do najbiedniejszych krajów, a jednak nie wahała się przed podjęciem takich oszczędnościowych rozwiązań. W naszym przypadku chodziłoby oczywiście o to, aby zawczasu mieć precyzyjny plan – biznesowy i sportowy – wykorzystania po igrzyskach literalnie każdego z obiektów, które pozostaną po ZIO 2022.

Stracona szansa

Na wielu sprawach (bezpieczeństwo, ochrona środowiska) oczywiście nie można wiele zaoszczędzić, nie oznacza to jednak, że igrzyska nie mogą być w sumie tanie. Pod warunkiem że nie wydajemy ani grosza ponad to, co jest niezbędne do zorganizowania igrzysk w zapomnianym już, ale ze wszech miar wartym reaktywowania historycznym duchu olimpijskim.
Szkoda mi więc straconej szansy na wysłanie takiego ważnego sygnału do światowych środowisk związanych z ideą olimpijską. Żałuję także, że Polacy – czekając na wytęsknioną rewitalizację krajowych terenów narciarskich – jeszcze przez wiele lat jeździć będą na narty w Alpy, a nie w Tatry.
Niestety, wynik krakowskiego referendum był w zaistniałej sytuacji łatwą do przewidzenia konsekwencją braku owych pragmatycznych elementów w olimpijskiej narracji, wrażenia wzmacnianego dodatkowo niefrasobliwymi wydatkami wstępnymi odbieranymi jako zwiastun nieuchronnych kłopotów finansowych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA