fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Ewidencja: kupują meldunek, by to gwarantuje miejsce w dobrej szkole

Kupują meldunek, by to gwarantuje miejsce w dobrej szkole
Rzeczpospolita, Tomasz Wawer Tom Tomasz Wawer
Fikcyjna zmiana zamieszkania, choć jest przestępstwem, gwarantuje miejsce w dobrej szkole.
Mieszkający w centrach dużych miast łatwo mogą dorobić. Chętnych na zameldowanie w strefie płatnego parkowania nie brakuje. Zwłaszcza w Warszawie  wolą zapłacić raz za fikcyjny meldunek niż w każdy dzień roboczy wrzucać do parkomatu co najmniej 25 zł, by spokojnie pracować, nie narażając się na mandaty. W cenie jest też meldunek w obwodach przygotowanych na przyjęcie sześciolatków podstawówek i dobrych gimnazjów.

Masowe przeprowadzki sześciolatków

Dyrektorzy szkół przyznają, że w związku z obniżeniem wieku szkolnego rodzice sześciolatków uważniej   przyglądają się placówkom. Oprócz odległości od domu liczy się wyposażenie sal, opieka świetlicowa czy wyniki końcowych egzaminów. Wiele szkół   organizuje spotkania, by pokazać rodzicom, jak przygotowały się na przyjęcie maluchów. Problem zaczyna się, gdy ta najbliżej domu nie spodoba się rodzicom.
Z tego powodu meldunku „za  rekompensatą" poszukiwała pani Iza z Warszawy.  „Chcę uratować sześciolatka (...). Dobrego Człowieka proszę o kontakt i podanie ulicy i numeru domu, bo nie wszystkie są w rejonie szkoły" – napisała na jednym z portali ogłoszeniowych.
– Choć ustawa o systemie oświaty mówi, że szkołą obwodową jest ta, w pobliżu której dziecko mieszka, dyrektorzy szkół otrzymują z urzędu gminy listę dzieci zameldowanych w ich obwodach i uznają ją za wiążącą przy rekrutacji – mówi Małgorzata Lusar ze Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców.
Rodzice starają się więc o meldunek.
– Zameldowałam moich dwóch sześcioletnich synów w obwodzie szkoły, która gwarantuje im świetlicę ze śniadaniem i podwieczorkiem oraz zajęcia pozalekcyjne. Zapłaciłam, ale uważam, że warto. W końcu chodzi o moje dzieci. Ich wychowanie jest ważniejsze niż przepisy. To państwo mnie zmusiło do ich łamania – mówi mama bliźniaków z Warszawy.
Urzędnik nie może ocenić, że w lokalu mieszka zbyt wiele osób. Meldunki są więc poza kontrolą
W trosce o dobre wykształcenie rodzice są w stanie zapłacić kilkaset złotych, by ich dziecko trafiło do wymarzonej  szkoły.  Meldują też dzieci u znajomych czy rodziny. Wtedy tylko dorzucają się do opłat za śmieci, bo te często zależą od liczby zameldowanych pod danym adresem.
„Wystarczy meldunek czasowy, który wygaśnie automatycznie. Oby dziecko przyjęli do szkoły" – doradzają sobie rodzice na forum internetowym.
– Niektórzy rodzice wybierają szkoły bliżej miejsca pracy. To wygodniejsze. Zgodnie z obowiązującymi przepisami dzieci, które mieszkają w obwodzie szkoły, są przyjmowane z urzędu. Każda ze szkół do 28 lutego przedstawia kryteria, według których są przyjmowane dzieci spoza obwodu. Kryteria są zamieszczane w statutach szkoły. Najczęściej są to wyniki w nauce, ale o przyjęciu może zadecydować także to, czy do placówki uczęszcza rodzeństwo – wyjaśnia Ewa Dumkiewicz-Sprawka, dyrektor wydziału oświaty w lubelskim Urzędzie Miasta.
Część rodziców woli oszukać dyrekcję placówki, niż ryzykować, że słabo ucząca się  pociecha nie zostanie przyjęta. W efekcie szansa na lepsze gimnazjum dla zdolniejszych uczniów jest mniejsza.

Przestępstwo trudne do wykrycia

– Jeśli  dyrektor odkryje prawdę, powinien zażądać przeniesienia dziecka – mówi Ewelina Milan, prawnik, wykładowca Uczelni Łazarskiego.
Jedna z dyrektorek obleganego warszawskiego gimnazjum na spotkaniu informacyjnym dla przyszłych uczniów i ich rodziców straszyła, że takie sprawy zgłasza do prokuratury. Zapytana przez  „Rz", czy spełniła groźbę, przyznała, że nigdy nie powiadomiła organów ścigania.
Zarejestrowanie pobytu osoby pod adresem, pod którym się nie przebywa, jest niezgodne z ustawą o ewidencji ludności.
– W takiej sytuacji zarówno osoba meldująca się, jak i właściciel poświadczają nieprawdę i podlegają odpowiedzialności karnej – mówi Ewelina Milan.
Zgodnie z art. 272 kodeksu karnego za wyłudzenie poświadczenia nieprawdy przez podstępne wprowadzenie w błąd funkcjonariusza publicznego lub innej osoby upoważnionej do wystawienia dokumentu  grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności. – Organ gminy, w której próbuje się dokonać  fikcyjnego zameldowania, może z urzędu wszcząć postępowanie mające potwierdzić pobyt  osoby w tym miejscu. Gdy to nie nastąpi, organ gminy powinien wydać decyzję odmawiającą zameldowania – mówi Krzysztof Biernat.
Okazuje się, że takie sytuacje wykrywane są rzadko. Jak podkreślają urzędnicy z wydziału spraw obywatelskich Urzędu Miejskiego w Kielcach, nie mają do tego podstaw prawnych. Jeśli ktoś deklaruje, że mieszka w lokalu, do którego ma tytuł prawny, lub poświadcza to właściciel mieszkania, muszą zameldować, nawet jeśli pod jednym dachem mieszka dużo osób.
– Ludzie mieszkają w różnych warunkach. Nie możemy oceniać tego, czy w lokalu jest zameldowanych zbyt wiele osób. Owszem, sprawdzamy, czy ktoś faktycznie mieszka, ale  gdy właściciel chce go wymeldować – mówi Halina Stobierska z gdańskiego Urzędu Miasta.

430 cudzoziemców ?w jednym lokalu

Sprawa wychodzi na jaw, jeśli ktoś naprawdę przesadzi.  Rekordzistka przez trzy lata zgłosiła fikcyjny pobyt czasowy w swoim mieszkaniu aż  430 cudzoziemców. Meldowała zawodowo. Pracowała w szkole nauki jazdy i zgłaszała na pobyt czasowy  cudzoziemców, którzy zamierzali uczestniczyć w kursach i przystąpić do egzaminu na prawo jazdy. Część zameldowanych dzięki temu zapłaciła mniej za przeszkolenie. Kobiecie nie uszło to na sucho. Sąd wymierzył jej karę sześciu miesięcy pozbawienia wolności, której wykonanie warunkowo zawiesił na dwa lata próby. Na podstawie art. 33 § 2 kodeksu karnego orzekł też wobec niej grzywnę. Nie zapłaciła jednak wiele – 50 stawek dziennych po 20 zł każda, czyli 1000 zł. Pokryła też koszty sądowe – 320 zł. Proceder zapewne się opłacił.
Takie kary to jednak rzadkość, chociaż trudno dokładnie oszacować, ile osób ukarano za handel meldunkiem. Z danych wynika jednak, że rocznie za wyłudzenie poświadczenia nieprawdy (art. 272 k.k.)  skazywanych jest nieco ponad 600 osób.
– Nie jest jednak możliwe wyodrębnienie liczby osób skazanych w sprawach o fikcyjny meldunek – mówi Milena Domachowska z Ministerstwa Sprawiedliwości.
Również Komenda Główna Policji nie gromadzi tych danych.
Jedno jest pewne: ryzyko wykrycia fikcyjnego meldunku jest niewielkie, za to rekompensata finansowa to dla wielu łakomy kąsek. Ale uwaga! Szansa na taki szybki zarobek niedługo się skończy – od stycznia 2016 r. z naszego prawa zniknie instytucja obowiązkowego meldunku.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki k.wojcik@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA