fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Ziemia dobrych ludzi

Procesja w Boże Ciało w bieszczadzkiej wiosce Polana. Swojsko, arcyswojsko
Reporter, Wojciech Zatwarnicki Wojciech Zatwarnicki
Podkarpacie. Tu żyje się najdłużej w Polsce. Tu zawiera się najwięcej małżeństw, rodzi się najwięcej dzieci, a rozwody są rzadsze niż w innych regionach. Choć bieda aż piszczy.
Zawsze, gdy przekraczam na Wiśle most pod Tarnobrzegiem i mijam tablicę „Witamy na Podkarpaciu", czuję, że wjeżdżam do innego świata. Za sobą zostawiam chudobę świętokrzyskich i mazowieckich wykoślawionych chałup, błotniste podwórka, niezagospodarowane rowy melioracyjne i zaśmiecone lasy. Wjeżdżam do kraju nieobfitego, ale uporządkowanego. Nawet najskromniejsze obejście lśni rabatką, choćby własnoręcznie ułożonymi kamykami na podjeździe, firankami w oknach.

Ile razy przekraczam tę granicę, zastanawiam się, skąd taka różnica. Przecież to jeden kraj, w dodatku Podkarpacie to jeden z najbiedniejszych regionów w Polsce. Dziki Wschód, chodzące po ulicach niedźwiedzie. Tak przynajmniej myśli się o tych terenach w innych regionach Polski. Tymczasem w rzeczywistości Podkarpaciu bliżej do zadbanej Austrii niż rubieży cywilizacji łacińskiej.

Bieda, małżeństwo, dzieci

Statystyki zamożności południowo-wschodniej części naszego kraju potwierdzają przekonanie wielu Polaków o końcu naszej cywilizacji. Nie napawają optymizmem. Sugerując się wyłącznie liczbami, można faktycznie dojść do wniosku, że to miejsce zapomniane przez Pana Boga. Ostatnie dane GUS wskazują, że Podkarpacie „wyróżnia" się na tle Polski niską zamożnością i trudną sytuacją materialną mieszkańców. Zajmuje 16., ostatnie miejsca, wśród wszystkich województw, jeśli chodzi o: PKB na głowę mieszkańca, stopień urbanizacji, poziom bezrobocia oraz liczbę spółek handlowych na 1000 mieszkańców.
Na tym nie koniec złych wieści: Podkarpacie jest na 15. miejscu, jeśli chodzi o wysokość pensji. Średnio w Polsce wyniosła ona w 2012 roku ponad 3700 zł, a tam – zaledwie 3150 zł. Najwięcej płacą na Mazowszu – ponad 4600 zł, co jest oczywiście spowodowane „efektem Warszawy".
I wydawać by się mogło, że wszystko jest już jasne. Ale wystarczy spojrzeć na inne dane, a obraz południowo-wschodniej części Polski wygląda zgoła odmiennie. Można o tym regionie mówić wręcz jak o niewytłumaczalnym fenomenie.
No bo jak pogodzić tę nędzę z faktem, że to tutaj ludzie żyją najdłużej? Przecież długie życie to synonim zdrowia i zamożności. A tymczasem dziewczynka urodzona na Podkarpaciu ma przed sobą średnio 82,1 roku życia, chłopiec – 74,3 roku. Średnia dla Polski to odpowiednio 81 i 72,7, a na przykład w Łódzkiem wartości te wynoszą 79,8 i 70,6 lat.
Idźmy dalej. To na Podkarpaciu zawiera się najwięcej, w przeliczeniu na 1000 mieszkańców, małżeństw. Jest ich w tym regionie średnio 5,6 rocznie, podczas gdy przeciętna dla kraju wynosi 5,3. Najgorzej pod tym względem jest znów w Łódzkiem i Zachodniopomorskiem.
To kolejne zaskoczenie. Zawieraniu małżeństw sprzyja przecież materialna stabilizacja. Następna niespodzianka: zawierane tu związki są trwałe. Podkarpacie wyróżnia się wyraźnie, jeśli chodzi o liczbę rozwodów – jest ich bardzo niewiele. Zaledwie 1 na 1000 mieszkańców. W całej Polsce średni odsetek rozwodów jest niemal dwukrotnie wyższy – 1,7 na tysiąc mieszkańców.
A teraz największy szok. Południowo-wschodnia rubież, mimo trudnej sytuacji materialnej, ma też jeden z najwyższych przyrostów naturalnych w Polsce. Mówiąc wprost: rodzi się tu dużo dzieci. W 2012 roku przyrost ten wyniósł na 1000 mieszkańców 1,3, a lepsze były tylko trzy województwa – pomorskie (2,0), wielkopolskie (1,8) i małopolskie (1,4). Co ciekawe, na najzamożniejszym Mazowszu wskaźnik ten wynosi zaledwie 0,5, a dla całej Polski 0 (zero).
Jest zatem w tym regionie coś niezwykłego. Logicznie rzecz biorąc, powinien być cywilizacyjną czarną dziurą. Bo bieda. Obserwacje i twarde dane mówią, że jest inaczej.

Galicja i emigracja

By odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje, trzeba sięgnąć do historii. Podkarpacie to część Galicji. Istotny wpływ na to, jak zachowują się i myślą tu ludzie, miał, jak dla całej Polski, okres zaborów i początek XX wieku. Ta część I Rzeczypospolitej została włączona w XVIII w., w trakcie rozbiorów, do Austrii. To o tyle ważne, że do tego regionu nie przesiąkła typowa dla Rosji bylejakość.
Co więcej, region nie tylko nie trafił pod agresywne wpływy rosyjskie czy pruskie, ale pod koniec lat 60. i na początku lat 70. XIX w. otrzymał od swojego zaborcy (wtedy już Austro-Węgier) autonomię. – Ludzie tu mieszkający nie musieli walczyć z rusyfikacją czy germanizacją – mówi dr Paweł Walawender, socjolog z Uniwersytetu Rzeszowskiego, specjalizujący się w badaniach tego regionu.
W Galicji powołano do życia organy miejscowego samorządu: Sejm Krajowy i Radę Krajową. Do szkół, urzędów i sądów wprowadzono język polski. Zasiadający w centralnym rządzie cesarstwa minister-Polak miał prawo opiniowania projektów postanowień mających związek z Galicją. W rządzie nie brakowało także innych polskich ministrów, Polacy dwukrotnie byli premierami całego państwa. – Do dzisiaj żywe są tu wspomnienia o pochodzących z Galicji polskich posłach czy politykach brylujących na wiedeńskich salonach – mówi prof. Aleksander Bobko, rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego.
W 1867 roku autonomię prowincji jeszcze poszerzono. Rząd austriacki zagwarantował, że namiestnicy będą powoływani spośród miejscowych Polaków. Sejm miał prawo uchwalać ustawy dotyczące gospodarki krajowej, komunikacji, szkolnictwa i zdrowia. Dzięki temu Galicja stała się ośrodkiem polskiego ruchu niepodległościowego. Działały tu polskie partie polityczne i organizacje paramilitarne – Sokół, Strzelec czy Drużyny Bartoszowe, które stanowiły bazę sformowanych na początku XX wieku Legionów.
W miarę swobodnie rozwijała się tu polska oświata, nauka i kultura. Powstawały polskie organizacje polityczne. Dla miłośników współczesnej polityki przypomnienie: to w Rzeszowie w 1895 r. na kongresie utworzono Stronnictwo Ludowe, które osiem lat później zmieniło nazwę na Polskie Stronnictwo Ludowe. Dwa lata później we Lwowie powstaje Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne z Romanem Dmowskim na czele.
– Ludzie czuli to, że są bardziej na swoim. Rozwijała się samorządność. Do dzisiaj mają takie poczucie i zapewne stąd ta dbałość o obejścia i otaczającą ich rzeczywistość – mówi Walawender. Co ciekawe, to poczucie niezależności i samorządności powodowało pewien dystans do rodaków zamieszkujących tzw. Kongresówkę, czyli tereny powstałego w 1815 r. na Kongresie Wiedeńskim Królestwa Polskiego. – Pod koniec XIX w. jak chłop wybierał żonę z Kongresówki, to mówiono, że bierze Ruską – opowiada Walawender.
Do poczucia odrębności przyczyniły się doświadczenia emigracyjne. Wielu mieszkańców tego regionu wyjeżdżało na Zachód i do USA. Do dzisiaj żywe są na Podkarpaciu opowieści o tym, że na początku XX w., by wyjechać do Ameryki, trzeba było sprzedać krowę. Szacuje się, że do 1914 r. od lat 70. XIX w. z terenu Galicji i Kongresówki do USA wyjechało 3 mln Polaków, a do Brazylii, drugiego kraju przeznaczenia, ok. 300 tys. Było to jednak o wiele łatwiejsze na terenie zaboru austriackiego. Władze galicyjskie zdecydowanie mniej dobitnie niż te z Królestwa Polskiego sprzeciwiały się emigracji.
Ludzie zamieszkujący te tereny byli zatem bardziej otwarci na świat. Wielu z nich wracało i przywoziło ze sobą zachodnie wzorce gospodarowania, dbania o własny majątek, organizacji pracy. – W Galicji była bieda i ludzie emigrowali. Ale dzięki tej mobilności część z nich przywoziła do ojczyzny kapitał zarówno w formie gotówki,  jak i wzorców zachodniego zarządzania – potwierdza prof. Bobko.

Wiara, kontrola, uczciwość

W mieście, ponieważ zbiór pustek tak zowiem, W godnym siedlisku i chłopa, i Żyda, W mieście – gród, ziemstwo trzymało albowiem Stare zamczysko, pustoty ohyda – Było trzy karczmy, bram cztery ułomki, Klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki" – pisze w „Monachomachii" Ignacy Krasicki. Pierwowzorem opisywanego przez niego miasta miał być Przemyśl. Do dzisiaj każdy, kto tam pojedzie, musi być pod wrażeniem wybudowanych tu świątyń, które dominują w panoramie grodu.
Do dzisiaj też na Podkarpaciu króluje konserwatyzm, przywiązanie do Kościoła i tradycji. – Widać, że ludzie są tutaj bardzo religijni. To czasami wręcz zaskakuje. Nie boją się wyrażać swojego przywiązania do wiary – mówi Mariusz Swora, były prezes Urzędu Regulacji Energetyki, Wielkopolanin, który trzy lata temu przeprowadził się do Rzeszowa z Poznania. – Kościoły są tu pełne – zauważa.
Jego wrażenia potwierdzają badania. Najwięcej katolików chodzi do kościoła w diecezji tarnowskiej (71 proc.), rzeszowskiej (67 proc.), przemyskiej (62 proc.) i krakowskiej (52 proc.) – podaje Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego. Także badania CBOS wskazują, że największą religijność wykazują mieszkańcy województw małopolskiego i podkarpackiego. Najmniejszą – zachodniopomorskiego i łódzkiego.
To przywiązanie do wiary i tradycji przekłada się na preferencje wyborcze. Podkarpacie do bastion konserwatystów i antykomunistów. W ostatnich wyborach do Sejmu Prawo i Sprawiedliwość w dwóch okręgach wyborczych – Rzeszów i Krosno – zdobyło tu aż 14 na 26 mandatów. Uzyskało ponad 50-proc. poparcie. Dominująca w całym kraju Platforma Obywatelska – zdołała wynieść stąd siedem mandatów, a SLD tylko jeden. Świetne wyniki osiągała tu także Liga Polskich Rodzin.
Religijność i tradycjonalizm, jak tłumaczą eksperci, bierze tu się m.in. stąd, że duża część mieszkańców Podkarpacia żyje na wsi lub w małych miasteczkach. Ich liczba sięga 60 proc. Silniejsza jest tu także kontrola społeczna. Ludzie się znają, przez co trudniej jest im odchodzić od tradycyjnych norm.
Przekłada się to na mniejszą niż gdzie indziej liczbę przypadków łamania prawa. Podkarpacie jest oazą spokoju. W całym kraju w 2012 r. popełniono średnio 2,9 tys. przestępstw na 100 tys. mieszkańców. Rekordziści – Lubuskie i Dolnośląskie – dobijają do 4 tys. Na południowym wschodzie jest ich zaledwie 1,8 tys. Najmniej w Polsce.
W tłumaczeniu tego fenomenu liczy się także zasiedziałość i przywiązanie do własnego regionu. Badania statystyczne pokazują, że współcześnie województwo podkarpackie ma najwyższy odsetek osób niewyjeżdżających poza miejsce zamieszkania (chodzi tu o migracje wewnątrz kraju, nieco inaczej jest z emigracją zagraniczną).
Wszystko to wpływa na mentalność ludzi. Piotr Aleksandrowicz, były redaktor naczelny „Rzeczpospolitej", rok temu przeprowadził się z Warszawy pod Dynów na Podkarpaciu. Opowiada dziś: – Siedzę pewnego sierpniowego dnia po południu na tarasie, nagle wyje syrena. Patrzę, gdzie się pali. Nic nie widać. Wtedy spoglądam na zegarek. Jest 1 sierpnia godzina 17.

Beneficjent PRL

Rzeszów, stolica Podkarpacia. Gdy pytam znajomych, czy byli i widzieli tamtejszą starówkę, najczęściej pada odpowiedź: – To Rzeszów ma starówkę? Miasto widziane często z perspektywy przejazdu w Bieszczady kojarzy się bardziej ze stojącym w jego centrum koszmarnym pomnikiem Czynu Rewolucyjnego, który – jak napisano w Wikipedii – kojarzy się „z oślimi uszami lub kobiecymi genitaliami", wobec czego zyskał wśród mieszkańców mocno niecenzuralne przezwisko.
W rzeczywistości licząca blisko 200 tys. mieszkańców stolica Podkarpacia oraz otaczające ją miejscowości to jeden z najszybciej rozwijających się obszarów w Polsce. Do tego rozwijających się dzięki dwóm niezwykle pożądanym z punktu widzenia gospodarczego branżom: edukacji i nowoczesnemu przemysłowi.
W mieście działa ponad 20 tys. przedsiębiorstw, obsługiwanych przez ponad 800 instytucji finansowych i okołobiznesowych. Wiodącą rzeszowską firmą, nadającą ton technologicznemu rozwojowi regionu, jest WSK PZL-Rzeszów. To producent silników lotniczych, gdzie głównym udziałowcem jest od kilku lat United Technologies Corporation, światowy potentat w produkcji wyrobów dla przemysłu lotniczego, energetycznego oraz budowlanego, dostawca silników do samolotów odrzutowych. Mówiąc krótko: supernowoczesna technologia.
Przywiązanie do wiary i tradycji przekłada się na preferencje wyborcze. Podkarpacie zawsze było bastionem konserwatystów i antykomunistów
Podobnie jest z innymi działającymi w mieście firmami: producentem farmaceutyków ICN-Polfa Rzeszów, sprzętu gospodarstwa domowego Zelmer czy Asseco Poland, największą firmą informatyczną w Polsce i jedną z największych w Europie. Rzeszów staje się też centrum handlowym, hurtowym i magazynowym dla przedsiębiorców z Ukrainy, Słowacji, Węgier i Rumunii. Miasto posiada jedną z najlepiej rozwiniętych sieci handlowych w Polsce. Kończy się budowa przebiegającej obok niego autostrady A4, która połączy Niemcy z Ukrainą. Lotnisko w Jasionce może przyjmować nawet największe samoloty świata.
Jakby tego było mało, tuż obok Rzeszowa działa powołane w 2003 r. Stowarzyszenie Grupy Przedsiębiorców Przemysłu Lotniczego „Dolina Lotnicza". W jej skład wchodzi obecnie ponad 70 podmiotów – przedsiębiorstw i ośrodków naukowo-badawczych z południowo-wschodniej Polski. Spora jej część to specjalna strefa ekonomiczna w Mielcu. Mariusz Błędowski, dyrektor tamtejszego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu, zarządzający strefą, chwali się: – Została ona utworzona jako pierwsza w Polsce w 1995 r., a plan jej rozwoju został przekroczony we wszystkich założeniach. Do tej pory wydaliśmy 260 zezwoleń na działanie firm, stworzyliśmy ponad 23,5 tys. miejsc pracy, a w strefie zainwestowano ponad 6 mld zł – mówi. To właśnie tutaj działa m.in. PZL Mielec produkujący słynne helikoptery Black Hawk. To tutaj są wytwarzane samoloty Bryza.
Rzeszów zaskakuje, choć dopiero po bliższym kontakcie. Mówi o tym prof. Bobko. – To widać, zwłaszcza gdy przyjeżdża ktoś, kto tu nie był. Jego wyobrażenie często mija się z tym, co widzi – zauważa. Także Mariusz Swora wskazuje, że Rzeszów potrafi zadziwić. – Dynamika rozwoju jest niezwykła. Miasto jest nieźle zarządzane, pozytywnie zaskoczyła mnie jakość edukacji dzieci – mówi.
Potwierdza to Piotr Aleksandrowicz. – Rzeszów rozwija się niezwykle szybko. Trochę szkoda, że nie dzieje się tak w całym regionie. Duży potencjał ma na przykład Przemyśl, ale w tym mieście nie widać takich postępów – mówi. Swora studzi jednak trochę hurraoptyzmizm. – Rzeszów powinien więcej oferować ludziom, których zasysa. Jeśli nie będzie miał dla nich lepszej oferty, to wyjadą – uważa.

Rzeszowski boom

Prof. Bobko wskazuje, że paradoksalnie Rzeszów zyskał wiele w okresie PRL. Władze tuż po wojnie podjęły decyzję, by to tutaj, a nie w bardziej do tego predestynowanym ze względu na tradycje i znaczenie Przemyślu utworzyć stolicę województwa. Przemyśl był tradycyjny, przesiąknięty wpływami Kościoła. To nie odpowiadało komunistom. Rzeszów miał się stać miastem PRL-owskiego awansu. – Bardzo na tym zyskał, ale ostatecznie diaboliczny plan, by zbudować tu ośrodek komunistyczny, się nie powiódł – mówi Bobko.
Tu żyją po prostu dobrzy ludzie – mówi nam Aleksandrowicz, odpowiadając na pytanie, co zaskoczyło go najbardziej, gdy zaczął mieszkać na Podkarpaciu. Zadziwiające są dla niego, jak mówi, ogromne pokłady życzliwości. – To widać nie tylko w wiosce, w której mieszkam, ale także w sklepach, urzędach czy firmach – opowiada. I dodaje: – Przewidywałem, że jest jakaś różnica, ale nie spodziewałem się, że aż taka.
Wszystkie osoby, z którymi rozmawiałem, zwracają uwagę na porządek. Na Podkarpaciu trudno spotkać obejście, które – jak na Mazowszu – straszy błotem, brudem, zaniedbaniem. A w lasach nie widuje się gór śmieci. – To jest widoczne, zwłaszcza gdy przyjeżdża się z Kongresówki – mówi Walewander.
Dyrektor Błędowski, mielczanin z pochodzenia, tłumaczy, że ludzie mają tutaj porządek we krwi. – Dbają o swoją własność, są do niej przywiązani, starają się w miarę własnych możliwości zachowywać ład – wskazuje.
Aleksandrowicz zwraca też uwagę na etos pracy. – Tu ludzie na ogół ciężko pracują, tak jak nasi sąsiedzi, np. rolnicy, leśnicy – zauważa. Choć dodaje, że niektórzy mają podejście południowców. – Obiecają, że zrobią, a nie zrobią, albo zrobią, ale bardzo powoli. To nie jest dominująca postawa, ale od czasu do czasu widoczna. Na przykład w usługach trzeba się przyzwyczaić, że czasami wszystko jest szybko, sprawnie i na termin, a czasami maniana, która trwa dwa tygodnie – opowiada. Zaraz jednak zastrzega: – Tu są fajni, dobrzy ludzie, a życzliwość jest powszechna, więc nawet ta maniana jest życzliwa.
Różnice między mieszkańcami Podkarpacia a mieszkańcami innych regionów podsumowuje krótko prawnik, pracujący zarówno w Rzeszowie, jak i Warszawie. – Mam teorię, czemu w Polsce jest tak byle jak. Bo rządzi warszawka. Tam myślenie jest sowieckie, na Podkarpacie na szczęście tak bardzo ono nie dotarło – mówi.
Czy to oznacza, że Podkarpacie to Arkadia? Na pewno nie. Wiele tu biedy, zaniedbań, także lenistwa. Na pewno jednak ten region pozytywnie się wyróżnia. Zwłaszcza na tle tego, co się o nim mówi.
Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA