fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Wyborczy podręcznik

Artur Grabek
Fotorzepa, Franek Mazur Franek Mazur
Idea darmowych książek szkolnych połączyła scenę polityczną, ale ta zgoda jest bardzo nietrwała.
Nowelizacja prawa oświatowego, która otwiera ministrowi edukacji drogę do wydawania bezpłatnych podręczników, przeszła przez parlament niczym burza. Wczoraj zmiany, bez żadnego głosu sprzeciwu, przyjął Senat. Wcześniej przy jednym „przeciw" - Sejm.
Wydaje się, że podręcznikowym wydawcom, którym rząd dość radykalnie zamierza ograniczyć rynek bardzo trudno będzie znaleźć sojuszników w walce o swoje racje. Ale to tylko pozory.
Nie ma wątpliwości, że rządowa koncepcja rozwiązania „podręcznikowej" drożyzny, na którą od lat narzekają rodzice, to pomysł rzucony naprędce. A do tego zagranie va banque. Sukces daje sporo punktów wyborczych, ale porażka będzie bardzo dotkliwa. Trudno minister edukacji Joannie Kluzik-Rostkowskiej odmówić zapału w realizacji tego projektu, choć mówi się też o tym, że ma ona świadomość tego, że jej misja w gmachu przy ul. Szucha może skończyć się już w czerwcu. To mniej więcej wtedy ma pojawić się pierwsza część darmowego podręcznika. Bez wątpienia wydawcy wykorzystają każde jej potknięcie by storpedować rządy plan. A do chóru krytyków, w okresie wyborczym, z przyjemnością włączy się też opozycja.
Sytuacja jest o tyle trudniejsza, że rząd już za chwilę, na polu edukacji będzie mierzył się z oporem rodziców, którym kazał posłać do szkół sześciolatki. Podręcznikowa klapa może zatem całkowicie podważyć i tak już nisko notowaną politykę oświatową tego rządu.
Problem w tym, że konsekwencje będą takie, że po raz kolejny już plan zrobienia porządku na rynku wydawnictw szkolnych, na następne kilka lat trafi do lamusa.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA