fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Osiem minut naszej dumy

W poniedziałek w Parku Olimpijskim Kamil Stoch odebrał złoty medal. Na wzruszenie nie było dużo czasu.
Program podawał, że medale za konkurs na średniej skoczni zostaną wręczone o 20.22, czyli 17.22 czasu polskiego. Po biatlonistkach, które były najlepsze w sprincie na 7,5 km. Miejsce: Olympic Plaza, czyli kawał betonowo-asfaltowej przestrzeni między stadionem i halą do jazdy szybkiej na lodzie, czyli Adler Areny.
Na środku scena, ogromne metalowe, półkoliste rusztowanie pokryte białą materią, trzy wielgachne ekrany telewizyjne i małe, białe podium. Naprzeciwko płonący znicz, nieco dalej migający kolorami dach stadionu, bliżej trybuna dla fotoreporterów, więc trzask migawek nie ustawał.
Widzów nie było wielu, ale gdy usłyszeliśmy nazwisko Polaka, krzyk się podniósł. Z frekwencją na Olympic Plaza pod wieczór raczej nie będzie łatwo, bo płotki i siatki przeszkadzają w szybkim dotarciu do celu, a kontrole identyfikatorów, choć sprawne, jednak hamują, a może też zniechęcają mniej zainteresowanych.
Dziennikarze mogą tam dojść z centrum prasowego, to kwadrans spokojnym marszem (o ile człowiek nie zagapi się na świecące dachy i fasady hal olimpijskich wokół). Autobusem nr 1 (trasa okrężna po wszystkich obiektach Parku Olimpijskiego) chyba jedzie się dłużej, bo zwykle kwadrans trzeba nań czekać.
Wyszli punktualnie, z przodu rosyjskie hostessy w półkożuszkach i na wysokich obcasach, to taki lokalny sznyt. Za nimi trzej bohaterowie niedzielnego konkursu. Choć program nie obiecywał wiele, a czas gonił, bo ceremonie są, co tu kryć, taśmowe, wzruszyliśmy się i byliśmy dumni.
Dumie nie przeszkadzał ani tubalny głos spikera z namaszczeniem wymawiającego konkurencje, nazwiska, nazwy krajów i kolor medali ani jak zawsze pompatyczna muzyka. Kamil wszedł na podium ostatni, to też zwykła sprawa, ale Anders Bardal i Peter Prevc zrobili to bez telemarku, a nasz mistrz po prostu raz jeszcze odbił się i wskoczył, na szczęście tym razem nie odleciał daleko.
Dekorowali skoczków Irena Szewińska i Gian-Franco Kasper, ważna persona Międzynarodowej Federacji Narciarskiej. Mazurek Dąbrowskiego brzmiał długo, Kamil śpiewał, niektórzy z nim.
Medal jest imponujący. Już na zdjęciach wyglądał interesująco, ale gdy można go było dotknąć, obejrzeć z bliska i zważyć w dłoni, przyjemność jest o wiele większa. Kawał złocistego metalu, ostre kryształowe wstawki, grawerowane napisy i niebieska wstążka. Gdy Kamil Stoch wszedł do namiotu przy scenie, wciąż go pocierał, jakby sam ciężar na szyi nie wystarczał. Mistrz z mniejszej skoczni w Riskich Gorkach jeszcze nie ochłonął. Noc była dla niego bardzo krótka, w żyłach wciąż krąży adrenalina, choć zdążył chwilę pospać.
Po konkursie Stoch i reszta drużyny przyjechali do wioski olimpijskiej około trzeciej w nocy. Nie było jak świętować. Pomijając porę i okoliczności, do wioski szampana wnieść się nie da. Świętowanie trzeba będzie odłożyć na czas po sezonie, czyli koniec marca.
Plany skoczków są proste – w poniedziałek było wolne, we wtorek będzie siłownia, w środę pierwszy trening na dużej skoczni. Ciąg dalszy igrzysk z Kamilem Stochem, jego talentem, skromnością i radością – nastąpi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA