fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Jestem spokojnym człowiekiem

Robert Lewandowski
AFP
O ostatniej wiośnie w Borussii Dortmund, przyszłości w Bayernie Monachium?i o nowej reprezentacji Polski.
Kiedy przyjechał pan na badania do Monachium przed podpisaniem kontraktu z Bayernem, przed wejściem stał tłum dziennikarzy. W mediach pokazywały się pana zdjęcia – a to pleców, a to czapki. Spodziewał się pan takiego szaleństwa?
Robert Lewandowski: Do zamieszania, jakie towarzyszyło mojemu transferowi, trochę przez ostatnie miesiące się przyzwyczaiłem. Chciałem sprawę załatwić spokojnie, zwłaszcza ze względu na szacunek dla Borussii Dortmund, gdzie będę przecież jeszcze przez pół roku występował.
Odetchnął pan trochę, że już wszystko jasne i nie będzie pytań o transfer?
Nie miałem z tym większego problemu, chociaż rzeczywiście saga z moim odejściem do Bayernu trwała bardzo długo. Na szczęście nie miało to wpływu na grę. Po podpisaniu dokumentów wydałem oświadczenie, że mam jeszcze w Dortmundzie robotę do wykonania i na pytania o cele i wyzwania w nowym sezonie przyjdzie czas po zakończeniu obecnego.
To może być dla pana trudne pół roku, Borussia będzie patrzyła, czy się pan przykłada, Bayern czy dobrze zainwestował pieniądze...
Nie obawiam się tego. Karty leżą na stole. Przecież nie stanę się nagle innym piłkarzem, kibice w Dortmundzie wiedzą, że potrafię się odciąć od zamieszania wokół mnie, trener Juergen Klopp chwali moją postawę. Spekulacje, czy daję z siebie wszystko, będą zawsze, porównania z Mario Mandżukiciem mnie nie interesują, ale też nie dziwią, bo taka jest rola mediów. Jesień nie była dla mnie łatwa, a jednak wyszliśmy z grupy Ligi Mistrzów, strzeliłem 11 goli w Bundeslidze i czuję, że gram coraz lepiej. Wiem, że stałem się lepszym piłkarzem, jestem bardziej przydatny drużynie.
11 goli, ale od pięciu meczów do bramki pan nie trafia. Takiej serii w Dortmundzie pan jeszcze nie miał.
Słyszałem, że się zaciąłem.
A nie?
Pewnie, jakbym strzelał gole, a nie asystował, a do tego byśmy przegrywali, dla wielu byłbym lepszym piłkarzem. Tyle że w piłce nożnej nie o to chodzi. Nie usłyszałem słowa skargi od trenera Kloppa. Wydaje mi się, że wyciąganie teraz wniosków o mojej słabszej formie świadczy o braku wiedzy tych, którzy wyrażają takie opinie. Wkrótce strzelę 12. gola i wszystko wróci do normy.
Puszczają panu nerwy? Incydent z kibicem, po którym został pan oskarżony o pobicie, chyba nie był potrzebny?
Raz jeszcze chcę podkreślić, że nikogo nie uderzałem. Kibic popełnił błąd, przyznał się do niego, przeprosił i wszystko zostało już wyjaśnione. Trzeba to potraktować jako przestrogę, przyjąć do wiadomości, że pewne zachowania nie będą akceptowane. Mam nadzieję, że teraz będzie liczył się już tylko futbol. A o moje nerwy proszę się nie martwić, jestem spokojnym człowiekiem.
Nie ma pan wrażenia, że trudno będzie odnieść sukces na pożegnanie z Dortmundem? Plaga kontuzji spowodowała, że nie walczycie już z Bayernem o mistrzostwo...
Rzeczywiście, może to być trudny okres, ale nie możemy cały czas tłumaczyć się kontuzjami. Jedni je leczą, inni przechodzą rehabilitację i nie są jeszcze w najwyższej formie, ale trzeba wziąć się w garść i stawić czoła przeciwnościom losu. Borussia jest w przebudowie, inni zawodnicy muszą na siebie brać odpowiedzialność. Niełatwo tak od razu się przestawić, ale myślę, że moje ostatnie pół roku w Dortmundzie będzie obfitowało w sukcesy.
Jak się czuje Jakub Błaszczykowski?
Przeszedł już operację, w poniedziałek pojawił się na chwilę w klubie i mówił, że wszystko jest w porządku. Na pewno teraz będzie mu ciężko, czeka go żmudny okres rehabilitacji. Nikomu nie muszę tłumaczyć, jak ważny był to zawodnik i dla Borussii, i dla reprezentacji. Ale w nasz zawód ryzyko kontuzji zawsze było wpisane. Jestem pewny, że Kuba wróci do gry jeszcze mocniejszy, tego mu bardzo życzę.
Przejmie pan po Błaszczykowskim opaskę kapitana reprezentacji Polski. Rozmawialiście o tym?
Spokojnie, to nie jest wybór papieża. Opaskę nosi ten, kto ma najwięcej meczów w kadrze i rzeczywiście kontuzja Kuby powoduje, że jestem pierwszy na liście. Nie mam stresu, jestem już dojrzałym piłkarzem i człowiekiem.
Krytykują pana, twierdząc, że w kadrze gra pan gorzej niż w Borussii. Teraz, z opaską na ręku, presja będzie jeszcze większa.
Ale co jest wyznacznikiem klasy piłkarza? Opinie w Internecie? Bądźmy poważni. Nie interesuje mnie zdanie hejterów, oni zawsze będą krytykować. W kadrze rozegrałem wiele dobrych spotkań, w których pracowałem dla zespołu. ?Dla niektórych nie ma to znaczenia. Jak nie strzelam – gram słabo. Ci, którzy tak piszą, chyba nie znają się na piłce. To naprawdę przykre. Żaden piłkarz nie gra tylko dla statystyk. Oczywiście, fajnie byłoby w każdym meczu mieć hat-tricka, ale przecież oprócz goli też się coś jeszcze liczy.
Odetchnął pan, że reprezentacja Polski w eliminacjach Euro 2016 losowana będzie z trzeciego, ?a nie czwartego koszyka?
Scenariusze są dwa: losujemy słabszych przeciwników, wpadamy w euforię, pompujemy balonik, że musimy awansować. Potem okazuje się, że ci przeciwnicy jednak nie są tacy słabi. Jak Słowacja czy Słowenia, które wyprzedziły nas w eliminacjach mundialu w 2010 roku i pojechały na turniej. A miały przecież dostarczać punktów. Jest też drugi scenariusz: losujemy teoretycznie silniejszych przeciwników, wszyscy piszą, że nie mamy szans, a potem okazuje się, że jesteśmy w stanie z nimi walczyć, jak równy z równym. Tak naprawdę losowanie nie powie nam prawdy o sile naszej drużyny, zweryfikują nas dopiero mecze.
Mówił pan, że reprezentacji przydałaby się teraz stabilizacja. Tymczasem w czterech meczach drużyny Adama Nawałki w podstawowym składzie wybiega 16 różnych obrońców...
Wierzę, że okres eksperymentów powoli się kończy. Zauważyłem, że drużyna zestawiona podobnie po kilku meczach zaczyna inaczej funkcjonować. Stabilna obrona to podstawa, każdy wie, o co chodzi, za co odpowiada na boisku i jednocześnie zna możliwości swojego partnera, wie, kiedy może liczyć na jego pomoc. Przekłada się to na pewność siebie, zaufanie. Myślę, że taki jest plan trenera Nawałki, na razie szuka, ale doskonale zdaje sobie sprawę, że wykrystalizowany skład podstawowych zawodników i tych, którzy mogą ich w razie czego zastąpić, to podstawa.
Szesnastu obrońców było testowanych, a koniec końców w meczach o punkty zagra Kamil Glik, który powołania do tej pory nie dostał.
Nie mówmy jednak o Kamilu jako o nowym zawodniku. Świetnie radzi sobie w Torino, nie było go w kadrze na kilka meczów, ale jest częścią drużyny.
Kiedyś mówił pan, że chciałby spróbować sił w innej lidze. Czy fakt, że podpisał pan kontrakt z Bayernem na pięć lat, powoduje, że do końca kariery zostanie pan w Niemczech?
Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Czas pokaże, co się jeszcze wydarzy.
Trener Chelsea Jose Mourinho napisał panu esemesa?
Zależy kiedy.
Ostatnio, że się jeszcze kiedyś spotkacie?
Pozostawiam to bez komentarza.
— rozmawiał ? Michał Kołodziejczyk
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA