fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Stanisławski: Komplety z Kanta

Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
„List w obronie filozofii”, skierowany do pani minister nauki i szkolnictwa wyższego, nawet, jeśli dotyczy spraw zbyt doraźnych, by trafić do przyszłych antologii myśli polskiej, wystawia tej ostatniej dobre świadectwo.
Przypomnijmy: bezpośrednim powodem napisania listu stała się decyzja władz Uniwersytetu w Białymstoku, by zlikwidować studia filozoficzne na tej uczelni, uzasadniana ich „nierentownością".
Stu kilkunastu sygnatariuszy listu – naukowców, artystów i mędrców – alarmuje: w oparciu o instytucjonalny precedens, z jakim mamy do czynienia, dojść może w ciągu kilku lat do likwidacji wszystkich niemal katedr filozofii, ba, wielu „nierentownych" wydziałów humanistycznych. Zarazem autorzy listu zwracają uwagę na założenia, jakie stoją u podstaw podobnych decyzji: „pseudomodernizatorski, ograniczony pragmatyzm", który od kilku lat daje o sobie znać przy okazji drastycznego redukowania programu humanistycznego w liceach, odbierana dotacji czasopismom naukowym i instytucjom kultury czy likwidowania szkół.
To, że pod podobnymi spostrzeżeniami i zarzutami zechcieli podpisać się również badacze i publicyści, dotąd niechętni jakiejkolwiek krytyce rządu Donalda Tuska, budzi  szacunek i nadzieję na to, że przynajmniej wśród elit zwolenników różnych opcji politycznych stać będzie na bezstronność sądów. Ale też jedyna to chyba nadzieja, jaką można czerpać z tego listu.
Obrona wartości, jaką jest skłonność do „czystego myślenia", bezinteresownego dociekania prawdy, wydaje się czymś aż nazbyt oczywistym, stosownym raczej jako temat ćwiczenia retorycznego niż poświęconego rozważaniu różnych racji komentarza. Nietrudno byłoby sięgnąć po dziesiątki nazwisk i podniosłych cytatów, od Sokratesa i „O pocieszeniu, jakie daje filozofia" Boecjusza po Pana Cogito, „nie bez wzruszenia wspominającego młodzieńczy swój marsz ku doskonałości". Ale właściwie po co? Po godny Herberta ton sięgnęli już sami autorzy listu, stwierdzając: „Uniwersytet, a zatem i idea upowszechnionego, publicznego oświecenia, powstał wokół zinstytucjonalizowanej filozofii i razem z nią też umrze".
Obrońcy „pragmatyzmu" – czy raczej tego, co oni uważają za pragmatyzm, za nic mając fakt, że humanistyka jest tym, co różni uniwersytet od „szkółki cechowej dla nieopłaconych stażystów zagranicznych firm" (to też cytat z listu), że filozofia kształci zdolność myślenia abstrakcyjnego, problemowego, strategicznego – westchną głęboko, otrą łzę, po czym zaczną tłumaczyć potrzebę cięć budżetowych. Cięć stanowiących ułamek strat, jakie kraj ponosi przy okazji chybionych, potiomkinowskich czy zmarnotrawionych przedsięwzięć.
Inicjatywie obrony studiów filozoficznych w Białymstoku nie wróżę powodzenia. Nic to: tradycje oświaty niezależnej i samokształcenia mamy w Polsce rozbudowane, już dziś sięgają do nich przedszkolanki, uczące czytania i pisania – wbrew surowym zakazom MEN – ciekawych świata pięciolatków. Ktoś z dotychczasowych czy potencjalnych studentów filozofii sięgnie po Ingardena, ktoś po Maxa Schelera. Pytanie, czy to wystarczy – i szkoda, że do takich metod wracać trzeba w trzeciej dekadzie niepodległości.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA