fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Źle pomagamy wykluczonym

Zdaniem NIK w Polsce system wyciągania osób z wykluczenia społecznego działa bardzo źle
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Zatrudnienie socjalne kosztuje fortunę, a pracę znajduje najwyżej co trzeci bezrobotny – wynika z raportu Izby.
Na szkolenia organizowane w ramach zatrudnienia socjalnego, które ma pomóc ludziom wykluczonym stanąć na nogi i znaleźć pracę, państwo wydaje fortunę – średnio ok. 70 tys. zł na osobę. Efekty są jednak fatalne. Posadę znajduje najwyżej co trzecia osoba.
„Instytucje zajmujące się zatrudnieniem socjalnym w niewystarczającym stopniu współpracują z lokalnymi przedsiębiorcami i urzędami pracy. To jeden z powodów słabej skuteczności" – twierdzi NIK w raporcie, do którego dotarła „Rz". Izba skontrolowała, jak państwo pomaga osobom w trudnej sytuacji życiowej.
W Bytowie (woj. pomorskie) ok. 60 osób niedawno skończyło kursy, które okazały się strzałem w dziesiątkę. – Pracę w firmie wytwarzającej okna, która jest na naszym terenie, znalazło ok. 40 proc. osób. Wcześniej zrobili kurs operatora linii do produkcji stolarki PCV – mówi „Rz" Aldona Chwarzyńska z Centrum Integracji Społecznej w Bytowie. Jak zaznacza, wzięcie mają też kursy kucharskie i usług opiekuńczych. – Ci, którzy je ukończyli, w dużej mierze znaleźli posady – wyjaśnia.
Jednak nie wszędzie szkolenia dla osób w trudnej sytuacji życiowej odmieniają ich los. NIK zbadała 29 instytucji do tego powołanych, w tym centra integracji społecznej (CIS), i ma zastrzeżenia do ich efektywności.
Osoby trwale bezrobotne, bezdomne, uzależnione, niepełnosprawne, ale i np. wychodzący z więzień, mogą skorzystać ze szkoleń w centrach integracji, które prowadzą m.in. samorządy. Z kolei ci, którzy podpisali tzw. kontrakt socjalny (np. dostaje się zasiłek z pomocy w zamian za pójście na kurs zawodowy), mogą skorzystać z zajęć klubów integracji społecznej. To ma im pomóc zdobyć umiejętności, zawód i pracę.
Chociaż takich placówek przybywa (są 124 centra i ok. 200 klubów), to usamodzielnia się niewiele osób.
Co wynika z raportu? Z 2 tys. osób, które przeszły szkolenia w centrach badanych przez NIK (w latach 2011–2012), ukończyło je 73 proc., ale tylko co trzecia (38 proc.) znalazła później pracę. Po zajęciach w klubach posadę zdobyła zaledwie co siódma (ok. 17 proc.). W centrach uczyli się m.in. zawodu, obsługi komputera. W klubach m.in. brali udział w zajęciach z motywacji. Wszyscy korzystali z pomocy psychologa lub terapeuty.
Dlaczego bogatsi o wiedzę i nowy zawód sobie nie radzili? „W co trzecim centrum programów zatrudnienia socjalnego nie dopasowano do uczestników zajęć pod względem intelektualnym, osobowościowym i zawodowym" – wytyka NIK.
W dodatku szkolenia czasem nie przystawały do potrzeb rynku lub wręcz uczono niepotrzebnych zawodów. Na przykład w centrum w Bystrzycy Kłodzkiej przyuczano do ogrodnictwa, prac stolarskich i krawieckich, gdy w rejonie był nadmiar krawców, ogrodników i stolarzy.
Szefowa tego centrum wyjaśniła, że do zajęć kierowano osoby roszczeniowe i dotknięte różnymi dysfunkcjami (długotrwale bezrobotne, bezdomne, uzależnione), dla których już samo zrobienie kursu było sukcesem. Na pracę nie mieli większych szans, bo w regionie panowało ok. 25-proc. bezrobocie (na koniec 2012 r.)
Jak mówi Aneta Błasińska, szefowa Centrum Integracji Społecznej w Staszowie (woj. świętokrzyskie), tam, gdzie jest mało zakładów, o pracę bardzo trudno. – Rocznie dzięki naszym szkoleniom zatrudnienie znajduje 60–80 osób. To oznacza, że co trzecia osoba powraca na rynek pracy. Jeśli wziąć pod uwagę, że to często ludzie długotrwale bezrobotni, o niskich kwalifikacjach, to wynik jest dobry – ocenia.
Szkolenia w CIS w Staszowie trwają od sześciu miesięcy do półtora roku. Wzięcie mają kursy opieki nad osobą chorą i dzieckiem oraz warsztaty: krawiecki, ogrodniczo-porządkowy i remontowo-porządkowy.
„Słaba skuteczność zatrudnienia socjalnego sprawia, że to instytucja kosztowna" – podkreśla NIK i wylicza, że przeciętny koszt „usamodzielnienia ekonomicznego" jednego uczestnika zajęć wyniósł w centrach 69 tys. zł. O ile w centrach samorządowych było to 54 tys. zł, o tyle w pozarządowych – prawie drugie tyle, bo 105 tys. zł.
Najtaniej w przeliczeniu na jednego bezrobotnego było w samorządowym CIS w Bydgoszczy (22,7 tys. zł), gdzie przeważająca większość osób po kursach znalazła pracę. Najdrożej, bo aż 257 tys. (w 2012 r.) – w pozarządowym CIS MEA w Łodzi, które miało efekty na poziomie kilku procent.
Zdaniem kontrolerów najpoważniejszy błąd to brak współpracy z przedsiębiorcami, ale też z urzędami pracy. Tylko niektóre centra (ok. jednej trzeciej) podpisywały umowy z miejscowymi zakładami na praktyki zawodowe. A to się opłacało. Tam, gdzie centra namówiły zakłady do współpracy, wykluczeni częściej znajdowali posady. Jak np. w Chełmie, gdzie w ramach praktyk bezrobotni m.in. remontowali sanitariaty w magistracie. Wyuczyli się zawodu, a przyszli pracodawcy się do nich przekonali.
Dominika Staniewicz, ekspert ds. rynku pracy BCC, nie zgadza się z oceną NIK. – Jeżeli 38 proc. osób po ukończeniu kursów w centrach znajduje pracę, to jest to bardzo dobry wynik. Zwłaszcza że długotrwale bezrobotni to bardzo trudna grupa. U takich osób zmieniają się kompetencje społeczne, umiejętności, mentalność, pojawiają się zahamowania. Bardzo trudno przywrócić je do normalnego funkcjonowania na rynku pracy – mówi ekspertka i zwraca uwagę, że dziś przy zmianie pracy czas poszukiwania nowej wynosi pół roku.
Prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny, komentuje: – Dopóki urzędy pracy nie zmienią się w rzeczywistych pośredników i nie zaczną aktywnie poszukiwać pracy oraz dopasowywać oferty do bezrobotnego, to żadne kursy nie pomogą. Co trzeci długotrwale bezrobotny, nawet jeśli nie bierze udziału w żadnym ze szkoleń, w końcu i tak znajduje pracę.
Z raportu NIK płynie też optymistyczny akcent: większość osób po szkoleniach w centrach sama znalazła posadę (63 proc. osób), a tylko co czwarta w ramach tzw. zatrudnienia wspieranego. To oznacza, że zajęcia uczą motywacji i wyzwalają aktywność.
Zdaniem NIK konieczny jest stały monitoring dalszych losów absolwentów, czyli badanie, co się z nimi dzieje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA